niedziela, 14 kwietnia 2013

Two


Weszliśmy do kawiarni, której nazwę słyszałam pierwszy raz. Kelner zaprowadził nas do stolika w rogu sali. Przez cały czas czułam się speszona, bo ludzie się na nas patrzyli (nie, gapili!!!), a ja nadal nie wiedziałam z jakiego powodu. Usiedliśmy, wzięłam kartę i szczęka mi opadła. Nie sądziłam, że istnieje tyle rodzajów kaw. Patrzyłam na ich nazwy, które im niżej tym były dziwniejsze. Chłopak przyglądał mi się z uśmiechem na twarzy.
- Co cię tak przeraziło? – zapytał.
- Nie. Nic, nic. – wymierzyłam sobie niewidzialny policzek żeby troszkę się ogarnąć.
Do naszego stolika podeszła kelnerka żeby wziąć zamówienie. Poprosiłam o zwyczajne latte, a mój towarzysz podwójne espresso. Gdy dziewczyna odeszła, chłopak zwrócił się do mnie:
- Spędziłem już z Tobą dobrą godzinę, ale nadal nie wiem jak się nazywasz. Zdradzisz mi swoje imię?
- Jestem Suzie. A właściwie Suzanne, ale wolę krótszą wersję. A twoje imię?
- Nie wiem czy chcesz je znać. I nie wiem czy chcę ci je zdradzić. – zasmucił się. – Ale to byłoby nie w porządku wobec Ciebie, więc… Mam na imię Justin.
- Imię jak imię. Czego się bałeś? – uśmiechnęłam się do niego, a on się rozchmurzył.
Kelnerka przyniosła nasze kawy. Spróbowałam mojej i aż otworzyłam szeroko oczy. Nigdy nie piłam takiego dobrego latte. Justin zaczął się ze mnie śmiać, a ja poczerwieniałam z zażenowania.
- Przepraszam – powiedziałam.
- Za co? Nie ma za co przepraszać. – uśmiechnął się.
Pijąc kawę rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że umie grać na perkusji, gitarze i trąbce. A także tego, że uwielbia naleśniki. Ogólnie mało mówił o sobie. Więcej chciał słyszeć o mnie. Pytał czy mam rodzeństwo (mam siostrę – Katherine, która ma 7 lat), gdzie się uczę, jak długo mieszkam w LA. Moglibyśmy tak rozmawiać bez końca, ale po drugiej latte stwierdziłam, że lepiej będzie już poprosić o rachunek. Kiedy kelnerka nam go przyniosła aż mnie zatkało ile pieniędzy może kosztować zwykła kawa.
- Ja zapłacę – powiedział Justin. – Ja cię tu wyciągnąłem więc ja pokrywam koszty.
- Ale kiedyś ci to zwrócę – zapewniłam i wstałam żeby przed wyjściem pójść do toalety. Umyłam ręce, odświeżyłam się i wróciłam do stolika. Chłopak tam na mnie czekał. Odruchowo zgarnęłam rachunek do torby żeby nie zapomnieć ile mam zwrócić Justinowi. Gdy wychodziliśmy z kawiarni zawibrował mi telefon w torbie. Wyjęłam go i przesunęłam palcem w prawo żeby odebrać połączenie.
- Suzie, gdzie się podziewasz? Mówiłaś, że wychodzisz na godzinę na trening, a później od razu wracasz do domu. Ojciec się niepokoi.
- Spokojnie mamo, właśnie idę w stronę domu. Będę za 10 minut. – rozłączyłam się. Już miałam powiedzieć Justinowi, że muszę lecieć kiedy zobaczyłam, że rozmawia z jakąś blondynką. Po chwili dziewczyna odeszła.
- Kto to był?
- Laska mnie z kimś pomyliła.
Kątem oka zobaczyłam, że dziewczyna z drugiej strony ulicy robi mu zdjęcia.
- Co tu się dzieje? Przez cały dzień ludzie się na ciebie patrzą, robią zdjęcia…
- To jest Los Angeles, tego się nie da pojąć.
Chłopak uśmiechnął się. Znowu się rozpłynęłam. Dlaczego ten uśmiech tak na mnie działa?
- Mama do mnie dzwoniła. Powiedziałam, że będę za 10 minut, więc muszę już lecieć. Jeszcze raz dzięki za bluzkę i kawę.
- Mam nadzieję, że się kiedyś jeszcze spotkamy – puścił do mnie oko.
Wracając do domu myślałam o Justinie. Kiedy z nim rozmawiałam był strasznie tajemniczy, a najdziwniejsza była jego reakcja kiedy spytałam go i imię. Żałuję, że nie podał nazwiska, bo może bym go znalazła na Facebook’u albo Twitter’ze.
Kiedy weszłam do domu, do razu poszłam do mojego pokoju. Wywaliłam rzeczy torby i weszłam pod prysznic. Ciepła woda przyjemnie spływała po moim ciele zmywając koktajl, który przesiąkł przez moją koszulkę. Gdy wyszłam spod prysznica spojrzałam na rzeczy, które leżały teraz na podłodze. Podniosłam rachunek za kawę żeby wsadzić go do pudełka gdy nagle mój wzrok przykuł jakiś napis na odwrocie. Obróciłam paragon i przeczytałam „Dziękuję”, a pod tym widniał numer telefonu. Wcześniej tego nie zauważyłam. Ubrałam się szybko i znowu zaczęłam oglądać kawałek papieru. Położyłam się na łóżku, spojrzałam w sufit i zaczęłam rozmyślać co mam teraz zrobić. Część mnie chciała zadzwonić, druga część mówiła, że to głupi pomysł. Zamknęłam oczy, przykryłam twarz poduszką i krzyknęłam. Wstałam i stwierdziłam, że dla rozluźnienia sprawdzę co leci w telewizji. Włączyłam odbiornik i rozłożyłam się na kanapie. Zaczynał się właśnie serwis informacyjny. Czyli standardowe pieprzenie o polityce i innych pierdołach. Nagle prezenterka powiedziała: „Uwaga! Wiadomość z ostatniej chwili. Wielki gwiazdor odwołał swój jutrzejszy koncert w Nowym Yorku. Nikt nie wie dlaczego”. Sekundę później wyświetlili zdjęcie chłopaka, z którym spędziłam dziś cały dzień. Szczęka mi opadła. Ale ja byłam ślepa! To był Justin Bieber.

-------------------------------------
i jak? ;)

4 komentarze: