piątek, 15 listopada 2013

Seventeen

Wybiegłam z restauracji na tyle szybko na ile pozwalały mi moje buty na szpilce. Byłam w połowie parkingu, kiedy poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek.
- Suzanne, powiesz mi w końcu o co chodzi? – krzyknął Justin.
Nie miałam siły biec dalej więc odwróciłam się w jego stronę. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać jak mogłam teraz wyglądać. Spojrzałam na piękną twarz chłopaka, wpatrywałam się w każdy szczegół, każdą zmarszczkę, która pojawiła się teraz na jego twarzy ze zdenerwowania. Stałam i po prostu patrzyłam, a on wpatrywał się w moje oczy.
- Suz… - zaczął.
- Nie. Nie mogę o tym rozmawiać. Zabierz mnie do domu – przerwałam mu.
- Ale…
- Po prostu – wyszarpnęłam rękę z jego uścisku. – Zawieź mnie do domu. Proszę. – ostatnie słowo wypowiedziałam z błaganiem w głosie.
- Dobrze – powiedział chłopak, objął mnie i zaprowadził do samochodu.
Opadłam na siedzenie, a po chwili dołączył do mnie Justin. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Chłopak spojrzał na mnie, chwycił moją rękę i lekko ścisnął. Odwróciłam głowę. Nie chciałam teraz na niego patrzeć. Było mi strasznie wstyd. Samochód ruszył, a ja wpatrywałam się w widok za oknem.
- Hej, mała. Czy kiedykolwiek się dowiem o co chodziło?
Pokiwałam tylko głową, a pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Justin od razu starł ją dłonią. Uśmiechnęłam się lekko. To miły gest. Chłopakowi chyba naprawdę na mnie zależy. Spojrzałam kątem oka na jego twarz. Patrzył na mnie ze smutkiem. Czułam jak gładzi palcami po mojej dłoni. Dodawało mi to otuchy.
- Przepraszam – wyszeptałam cicho w jego stronę.
- Dzisiaj zdecydowanie nadużywasz tego słowa – lekko się uśmiechnął. To małe drgnięcie jego warg spowodowało wylew ciepła w moim brzuchu.
- Wiem, ale przepraszam cię za to, że musiałeś patrzeć na mnie w takim stanie i, że musiałeś przez to przechodzić. Nie powinieneś.
- Hej, shawty. Kiedy dzieje ci się coś złego to naturalne, że się martwię. Byłoby łatwiej mi cię zrozumieć gdybym wiedział o co chodzi.
- Nie nalegaj, proszę.
- Dobrze, dobrze. Już siedzę cicho – Justin przejechał palcami po wargach, przekręcił niewidzialny kluczyk i wyrzucił go za siebie.
Kiedy dojechaliśmy pod mój dom, chłopak pierwszy wysiadł z samochodu i otworzył przede mną drzwi. Wysiadłam i skierowałam się w stronę wejścia do mieszkania. Słyszałam kroki Justina za mną. Kiedy stałam już pod drzwiami odwróciłam się w jego stronę. Stał dosłownie kilka minimetrów ode mnie. Czułam jego oddech na moim nosie. Nawet w szpilkach byłam od niego ciut niższa. Staliśmy tak chwilę oddychając spokojnie. Patrzyłam cały czas na jego idealne wargi. Kiedy je zamykał miały kształt niemal serca. Justin chyba zauważył, że wpatruję się w jego usta, bo zrobił krok do przodu tak, że między naszymi ciałami nie było już żadnej odległości. Jego dłonie spoczęły na moich biodrach, nasze ciała idealnie do siebie przylegały. Nie wiedziałam co w tym momencie mam zrobić. Kiedy chłopak przysunął bliżej twarz, aby połączyć nasze wargi w pięknym pocałunku, drzwi za moimi plecami otworzyły się. Momentalnie odsunęłam się od chłopaka żeby spojrzeć w twarz mojemu ojcu.
- Gdzie byłaś młoda damo? Jest już późno. Z matką martwiliśmy się o ciebie. Nie odbierasz telefonu. Kto to jest? – spojrzał na Justina. – Kojarzę cię skądś chłopcze – ojciec przymrużył oczy aby po chwili szeroko je otworzyć. – Wiem! Suzanne! Mówiłaś, że nie znasz tego chłopca, że nic cię z nim nie łączy! Czemu nas okłamałaś? Właź do domu w tej chwili!
- Ale…
- Nie ma żadnego ‘ale’. Raz raz!
Zdążyłam tylko przez sekundę spojrzeć w oczy Justina kiedy ojciec wciągnął mnie za rękę do mieszkania. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a ja tylko stałam i przetwarzałam w głowie całe to zajście.
- Gdzie dzisiaj byłaś? – z zamyślenia wyrwał mnie głos taty.
- Słucham?
- Powiedziałem GDZIE BYŁAŚ – dał nacisk na dwa ostatnie słowa.
- W restauracji.
- A ten chłopak to kto i czemu obściskiwaliście się na naszej wycieraczce.
- To był Justin, zaprosił mnie na kolację. Nie ‘obściskiwaliśmy się’ tylko po prostu żegnaliśmy.
- Wiem co widziałem. Chodź za mną, matka się niepokoi.
Podreptałam za tatą do salonu. Na kanapie siedziała mama ze śpiącą Kathie na kolanach.
- O kochanie, jesteś już. Gdzie byłaś? – mama jak zwykle zatroskanym głosem zwróciła się do mnie. – Frank, zanieś Katherine do łóżka.
Tata wziął moją małą siostrę na ręce i poszedł po schodach na górę.
- To gdzie byłaś, kochanie?
- W restauracji mamusiu – usiadłam naprzeciwko niej. – Ze znajomym.
- Co to za znajomy?
- Ma na imię Justin.
- Czekaj, czekaj – mama zawahała się i sięgnęła pod ławę ręką. – TEN Justin??? – pokazała mi artykuł o lunaparku.
- Ehm, tak mamo.
- Ależ Suzanne! Mówiłaś nam, że nic cię z nim nie łączy!
- Bo tak było! Wtedy.
- Suzanne, bardzo mi się nie podoba fakt iż nie mówisz nam co robisz całymi dniami. Znikasz kiedy jesteśmy w pracy, wracasz późnymi wieczorami…
- Mamono – jęknęłam. – Są wakacje.
- Mogłabyś chociaż napisać mi sms’a, zadzwonić…
- Obiecuję, że będę cię o wszystkim informować. A teraz, czy mogę już iść do pokoju? Jestem zmęczona.
- Suzanne, czy ty płakałaś? – mama przyjrzała się mojej twarzy i musiała zobaczyć podpuchnięte oczy.
- Nie mamo, nie – czułam jak łzy znowu zbierają się w kącikach moich oczu. – Po prostu jestem zmęczona. – wstałam i chciałam już iść w stronę schodów kiedy mama dodała jeszcze:
- A! I jeszcze jedno. Austin O’Donnell dzwonił pół godziny temu. Chyba wrócił z Europy. Zapisałam jego numer na wypadek gdybyś chciała oddzwonić. Podać ci go?
Po usłyszeniu tych słów wybuchłam niepohamowanym płaczem i pobiegłam do mojego pokoju. Upadłam na łóżko twarzą do dołu, a łzy wylewały się spod moich powiek strumieniami dopóki nie zmorzył mnie sen.

Obudziłam się rano w bardzo niewygodnej pozycji, w sukience i szpilkach z wczoraj. Wspomnienia w poprzedniego dnia uderzyły mnie jak piorun. Podeszłam do lustra i zobaczyłam w nim zmęczoną dziewczynę, z potarganymi włosami, zapuchniętymi oczami i rozmazanym makijażem. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Spływająca woda przyniosła mi ulgę. Kiedy już się jako tako ogarnęłam zeszłam do kuchni i zjadłam wielką miskę płatków.
- Dzisiaj zostaję w domu. Nigdzie nie wychodzę – powiedziałam do siebie i usiadłam przed telewizorem.
W telewizji, jak zwykle, nie było niczego ciekawego. Jakiś stary odcinek ‘Plotkary’ i inne bzdety typu ‘Moje problemy’ itd.
Wzięłam do ręki iPhone i zaczęłam grać w jakąś grę. Tak mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłam, że minęły 3 godziny. Przypomniał mi o tym mój brzuch, który domagał się kolejnej porcji jedzenia. Zajrzałam do lodówki. Pusto. Dosłownie pusto. Nic nie było. Brzuch zaburczał mi jeszcze raz. Muszę iść do sklepu, bo zemdleję, a nie lubię tego. Weszłam do mojego pokoju, założyłam dres, związałam włosy w kucyk i wyszłam z domu. Do najbliższego spożywczego miałam 2 minuty spacerkiem. Weszłam do sklepu i skierowałam się na dział z mrożonkami. Hmm, mam ochotę na pizzę? A może na zapiekankę? Wzięłam oby dwa pudełka i podeszłam do kasy. Szybko zapłaciłam i wyszłam na powietrze. Sięgnęłam do kieszeni spodni i poczułam, że coś tam mam. Wyciągnęłam papierosa. Był trochę pognieciony, ale dałoby się go zapalić. Jak dawno tego nie robiłam. Wróciłam do sklepu po zapalniczkę i odpaliłam szluga. Zaciągnęłam się mocno i wypuściłam dym z płuc. Wielka ulga, spokój. Szłam z zakupami w ręku paląc papierosa. Dogasiłam go przed wejściem do budynku. Zmierzałam w stronę moich drzwi kiedy mój wzrok przykuło coś co leżało na wycieraczce. Podeszłam bliżej i okazało się, że to bukiet róż oraz małe pudełeczko. Zabrałam to szybko do mieszkania i położyłam na blacie w kuchni. Najpierw zrobię sobie jeść, później zobaczę od kogo to. Odpakowałam pizzę, wsadziłam ją do piekarnika i spojrzałam na kwiaty. Do ręki wzięłam najpierw pudełeczko. Otworzyłam je a ze środka wyleciał piękny, duży motyl. Po chwili straciłam go z oczu. Zajrzałam do pudełeczka jeszcze raz. Na dnie leżała jakaś karteczka. Wyjęłam ją i obróciłam, żeby przeczytać co jest na niej napisane.

Ja to pamiętam. I nigdy nie zapomnę.
I jeżeli zrobisz coś nie tak – wykorzystam to.
A.


Podarłam karteczkę i wyrzuciłam jak najszybciej do kosza. Spojrzałam na kwiaty, a one po chwili wylądowały tam gdzie liścik. Austin gorzko tego pożałuje.



__________________________________________

Witam z kolejnym. znowu duży odstęp czasu, ale chyba zdążyliście się do tego przyzwyczaić. 
Buziaki ;)

wtorek, 8 października 2013

Sixteen

CHCIAŁABYM WYTŁUMACZYĆ MOJĄ DŁUŻSZĄ NIEOBECNOŚĆ:
WYNIKA ONA Z TEGO, ŻE TEN BLOG MA MAŁO WIDZÓW I STWIERDZIŁAM, ŻE PRZESTANĘ GO PROWADZIĆ. SKOŃCZĘ Z PISANIEM YMMD. ALE, KTÓREGOŚ DNIA WESZŁAM NA TEGO BLOGA I ZOBACZYŁAM KOMENTARZE I WIADOMOŚCI Z PYTANIAMI KIEDY KOLEJNY. TO DAŁO MI MOTYWACJĘ I OTO ON ;)

ENJOY <3

----------------------------------------------------

Suzanne POV

-Witaj kotku. Kopę lat!
Uwolniłam się z uścisku Austina, strzepnęłam niewidzialny kurz z ramienia i spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Skąd się tu wziąłeś? Jak? Kiedy?
- Wróciłem piękna. Nie mogłem zapomnieć.
- Austin, ugh! Zerwaliśmy pamiętasz? Czas by zapomnieć, naprawdę!
- Ale ja nie mogę zapomnieć – zrobił minę smutnego psiaka i chciał mnie złapać za rękę, ale szybko się odsunęłam.
- Nawet mnie nie dotykaj! – spojrzałam na niego wściekle.
- Hej, co się stało? – przechylił głowę w bok.
- Brzydzę się ciebie! Najlepiej będzie jak stąd wyjdziesz i oboje zapomnimy ostatnie 10 minut, ok.?
- Nie wiem co cię ugryzło, kotku. Poza tym, nie mam gdzie iść. Rodzice zostali w Europie.
- Przykro mi, mój dom to nie hotel. A! I nie mów – popchnęłam go – na mnie – pchnęłam go jeszcze raz – KOTKU! – ostatnie popchnięcie w klatkę piersiową wypchnęło go z mojego mieszkania na klatkę schodową. – Miło, że wpadłeś. A właściwie to… nie miło. Żegnaj – zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
Otrząsnęłam się, podciągnęłam spodnie i wróciłam na kanapę. Siedziałam tam jeszcze chwilę przełączając kanały, po czym wstałam i weszłam na piętro do mojego pokoju. Rozebrałam się, rzuciłam ubrania w kąt i weszłam pod prysznic. Ciepły strumień zmył ze mnie wspomnienia ostatnich 30 minut. Czemu Austin postanowił wrócić do Los Angeles? Źle mu było w Anglii? Nie chcę o tym już myśleć. Wycisnęłam wodę z włosów, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Weszłam do garderoby po piżamę, a właściwie koszulkę i spodenki, ubrałam się i wskoczyłam do łóżka. Zgasiłam lampkę, ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy. Przed zaśnięciem, myślałam o Justinie. Zobaczyłam w nim coś nowego, innego niż dotąd. Nie wiem co to było, ale podobało mi się. Wspominając jego karmelowe oczy, odpłynęłam w głęboki sen.

Kiedy się obudziłam, słońce już wisiało wysoko na niebie. Usiadłam, przeciągnęłam się i uśmiechnęłam się. Czułam, że ten dzień zapowiada się wspaniale. Wyskoczyłam z łóżka i podbiegłam do mojej wierzy stereo. Wyjęłam płytę One Direction, wsadziłam ją do odtwarzacza i pogłośniłam. W moim pokoju od razu rozniósł się śpiew chłopaków. Zaczęłam, skakać, tańczyć, śpiewać, śmiać się. Miałam bardzo dobry humor. Zeszłam na dół. Oczywiście byłam sama w domu. Spojrzałam na zegar kuchenny. Dochodziła 11. W tym momencie poczułam burczenie w brzuchu. Zajrzałam do lodówki, wyciągnęłam mleko i jajko, z szuflady sięgnęłam mąkę, miskę i patelnię. Zmieszałam składniki ze sobą i zrobiłam górę naleśników. Zjadłam je z miodem, dżemem malinowym i nutellą. Wróciłam do pokoju, ubrałam się i włączyłam MacBook’a. Stwierdziłam, że mam ochotę na jakiś film, więc usiadłam wygodniej na łóżku i odpaliłam ‘American Pie’. Ta seria filmów jest dziwna, ale wyjątkowo mi się podoba. Nie wiem czemu. Najechałam na przycisk ‘PLAY’ i odpłynęłam myślami w fabułę filmu.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, przeciągnęłam się i zamknęłam laptopa. Odłożyłam go na bok i wzięłam do ręki iPhone. Ujrzałam jedną nową wiadomość. Nie usłyszałam żebym dostawała sms’a, ale nie ważne.

Justin
Kocie, o 16 będę pod twoim domem. Nie każ mi czekać, bo niespodzianka nie wypali, buziak <3

Uśmiechnęłam się po przeczytaniu wiadomości. Dopiero po chwili dotarło do mnie o co chodzi. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 15:40.
- CHOLERA! – wydarłam się i rzuciłam się w stronę łazienki w celu zrobienia makijażu.
Kiedy moja twarz była już gotowa wpadłam do garderoby jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że nie zapytałam Justina w co się ubrać, bo nie wiem gdzie jedziemy.
Wybrałam numer chłopaka. Odebrał po 2 sygnale.
- Hej piękna, gotowa?
- No właśnie nie. Mam jedno pytanie, gdzie jedziemy?
- To niespodzianka.
- A powiesz mi przynajmniej jak mam się ubrać.
- Elegancko i szybko! Bo zaraz będę ;)
Rozłączyłam się w ułamek sekundy i zaczęłam przeglądać moje sukienki. Wybrałam małą czarną, do tego sandałki na szpilce i złotą kopertówkę. Wrzuciłam to szybko na siebie i zbiegłam na dół. Przejrzałam się jeszcze w lusterku przy drzwiach, chwyciłam klucze i wyszłam z mieszkania. Zamknęłam je i zbiegłam po schodach. Zobaczyłam, że samochód Justina już stoi. W momencie kiedy wyszłam na świeże powietrze otworzyły się drzwi samochodu i wysiadł z niego młody Bóg. Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się szeroko, aż zmiękły mi kolana.
- Jakie ja mam szczęście – szepnęłam do samej siebie i podeszłam do Justina.
- Pięknie wyglądasz – chłopak objął mnie i musnął lekko moje usta.
Zaczerwieniłam się, a chłopak przepuścił mnie do drzwi samochodu. Wsiadłam i spojrzałam na kierowcę.
- Cześć Patrick!
- Witaj Panienko – skinął głową.
W tym samym momencie do auta wsiadł Justin.
- Ruszajmy – powiedział, a Patrick od razu wcisnął w pedał gazu.
Chłopak spojrzał na mnie zalotnie i objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego szyję i odetchnęłam.
- Teraz powiesz mi już gdzie mnie zabierasz?
- Jeszcze nie, shawty. To niespodzianka.
- Ale ja nie lubię niespodzianek.
- Przykro mi. Dzisiaj musisz wytrzymać – uśmiechnął się tak, że nie byłam w stanie zaprotestować.
Jechaliśmy pustą drogą około 10 minut. Oczy zamykały mi się same ze zmęczenia kiedy Justin szarpnął leciutko za moje ramię.
- Kochanie, jesteśmy na miejscu.
Wyczłapałam się z samochodu i rozejrzałam się. Zobaczyłam duży oświetlony budynek w okolicy, którą kojarzyłam, nie wiem skąd.
- Justin, gdzie my jesteśmy?
- Na obrzeżach miasta. Moja ulubiona restauracja – chłopak chwycił lekko moją dłoń. – Wejdziemy do środka?
Bez wahania ruszyłam z nim do drzwi. Przechodząc obok okien zajrzałam do środka. Wnętrze było eleganckie – czerwone dywany, białe obrusy, piękna zastawa i cudownie ubrani ludzie. Podziękowałam w duchu Justinowi, że powiedział mi (z moim wkładem) co mam na siebie założyć.
- Rezerwacja na nazwisko Bieber – mój towarzysz mruknął do pracownika i przyciągnął mnie bliżej do siebie.
- Proszę bardzo – mężczyzna, około trzydziestki, wskazał nam ręką salę i zaprowadził do naszego stolika.
Usiedliśmy, a ja rozejrzałam się dokładnie. Już wiem skąd pamiętam to miejsce. W tej restauracji byłam na pierwszej randce z Austinem. Teraz ten lokal nie znaczy dla mnie nic, ale dawniej jego widok wywoływał uśmiech na moich ustach. Stare czasy. Błędy. Teraz jestem w tym samym miejscu, ze wspaniałym chłopakiem. Czego chcieć więcej. Kiedy kelner podał karty szybko chwyciłam swoją i sadziłam w nią nos.
- Hej, hej kotku. Aż tak jesteś głodna? – zaśmiał się Justin.
- Uhm, nie. Przepraszam.
Wybrałam szybko makaron jaki lubię i odłożyłam menu. Chwilę później zrobił to mój towarzysz. Kiedy minutę po tym przyszedł kelner poprosiłam o spaghetti bolognese i szklankę wody, a Justin o półkrwisty stek.
- Stek? – zapytałam z niedowierzaniem w głosie.
- Potrzebuję naprawdę dużo jedzenia żeby zapełnić mój żołądek, a ten kawał mięcha mi to zapewnia – uśmiechnął się, a ja nie mogłam już nic dodać.
Po 20 minutach postawiono przed nami talerze pełne jedzenia.
- Dzięku… O boże! – w momencie kiedy spojrzałam na kelnera, który nas obsługiwał zdałam sobie sprawę z tego, że to Austin.
- Smacznego – powiedział i odszedł.
- Austin! – krzyknęłam za nim, ale nie odwrócił się.
- Znasz go? – zapytał Justin wkładając sobie duży kawałek steka do ust.
- Ehh, tak. To mój były chłopak. Uhm, dopiero co wrócił z Europy… Do której wyjechał bez słowa 2 lata temu. Przepraszam – po wypowiedzeniu tych słów wstałam, rzuciłam móją serwetkę na stół i ruszyłam w stronę, w którą poszedł Austin. Nie wiem czemu to zrobiłam, ponieważ byłam tu z idealnym chłopakiem i nie chciałam tego psuć.
- Pani nie może tu wejść – pracownik restauracji chciał zatrzymać mnie przed wejściem do kuchni.
- Oj, daj spokój – zrzuciłam jego rękę z mojego ramienia i pchnęłam drzwi do kuchni.
W pomieszczeniu był zamęt. Wszyscy biegali na prawo i lewo żeby zdążyć z wydawanie zamówień. Dostrzegłam bruneta z prawej strony pomieszczenia. Czekał na dania, które miał podać na stoły.
- Austin!
- Suz, co ty tu robisz? Nie wolno wchodzić do kuchni!
- To ja się pytam, co TY tu robisz??? Czemu pracujesz w tej restauracji?
- Przypomniałem sobie, że tu, w LA, mieszka mój wujek i okazało się,  że jest właścicielem tego lokalu. Zatrudnił mnie i zapewnił mieszkanie. Czemu nagle zaczął obchodzić cię mój los?
- Bo to jest NASZA restauracja. Tu się wszystko zaczęło. A dziś przypadkiem, w tym samym miejscu, spotkałam cię. Czemu? Co jest z nami nie tak?
- Suz, przepraszam, że wyjechałem. Nie chciałem tego robić, nie miałem wyboru!
- O’Donnell gdzie ty się podziewasz??? Trzeba wydawać jedzenie – krzyknął ktoś zza placów chłopaka.
- Zaraz wracam! – odrzucił Austin, chwycił mnie za rękę i pociągnął na zaplecze.
- Wybaczam ci wszystko - nie wiem czemu to mówiłam, wszystko wylewało się ze mnie nie napotykając żadnej bariery. Na sali czekał na mnie wspaniały chłopak a ja marnowałam tu czas. Czemu? Wszystko co zdarzyło się po tych słowach było kwestią przypadku, niekontrolowanych emocji, nie wiem dlaczego to zrobiłam. Chwyciłam w ręce głowę Austina i przyciągnęłam jego usta do swoich. Zaskoczony chłopak dopiero po chwili odwzajemnił pocałunek. Było jak za dawnych czasów. Dwa ciała pasujące do siebie idealnie, współpraca, piękno. Jedna wspaniała całość. Po dwóch minutach pocałunku dotarło do mnie co ja robię. Odsunęłam się szybko, poprawiłam sukienkę i spojrzałam na zdezorientowanego chłopaka.
- Przepraszam – szepnęłam tylko i wybiegłam z zaplecza.
Skierowałam się szybko do mojego stolika. Zobaczyłam, że Justin cierpliwie czekał tam na mnie.
- Co było na tyle ważne, żeby pozwolić aby to pyszne jedzenie wystygło?
- Nic, naprawdę ni.. ii.. ic – ostatnie słowo wyłkałam. Łzy same wypłynęły z moich oczu. Zakryłam twarz dłońmi i skuliłam się na krześle.
- Kochanie, co się stało? – chłopak szybko przykucnął obok mnie i znalazł moją dłoń. – Hej, shawty. Powiesz mi?
- Przepraszam – wychlipiałam.
- Za co mnie przepraszasz?

- Przepraszam – powtórzyłam i wybiegłam z restauracji wywracając po drodze krzesło.

_________________________________________

Z racji mojej dłużej nieobecności w końcu coś się dzieje ;)
piszcie w komentarzach czy się podobało, bo nie wiem czy jest sens pisać dalej ;c
Z RACJI DZIWNYCH KOMENTARZY ODNOŚNIE BOHATERÓW, ZMIENIŁAM POSTACIE LOLI I AUSTINA. ZOBACZCIE ;)

sobota, 24 sierpnia 2013

POST INFORMACYJNY

Założyłam twittera dla naszej kochanej Suzanne. Z tego konta będę informować o nowych rozdziałach ;)

TWITTER SUZANNE <klik>

POJAWIŁA SIĘ TEŻ ZAKŁADKA 'INFORMOWANI'. JEŻELI CHCESZ ŻEBYM CIĘ INFORMOWAŁA WPISZ TAK SWOJĄ NAZWĘ TWITTER'A ;)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Fiveteen

CZYTASZ = KOMENTUJESZ (to ważne, proszę!)

*wspomnienia są pisane kursywą*

Suzanne POV

Wieczorem, przed zaśnięciem, myślałam o Justinie. Zobaczyłam w nim coś nowego, innego niż dotąd. Nie wiem co to było, ale podobało mi się.

Kiedy odsunęliśmy się od siebie, chłopak spojrzał głęboko w moje oczy i szepnął:
- Dziękuję, że szłaś wtedy tamtą ulicą. I dziękuję, że kupiłaś ten koktajl. Gdyby nie to, to nigdy nie poznałbym tak wspaniałej dziewczyny jak ty.
- Ehhh, nie ma za co? – zupełnie nie wiedziałam co miałam powiedzieć w tej chwili.
Justin tylko się zaśmiał
- Jesteś urocza kiedy tak się rumienisz i wpadasz w zakłopotanie.
Moje policzki pewnie w tym momencie zrobiły się jeszcze bardziej czerwone niż były. On znowu się zaśmiał, spojrzał na moje dłonie, chwycił jedną z nich, splótł nasze palce i pociągnął mnie w stronę drzwi.
- Chodź, zjemy coś.
- Podobno nie jesteś głodny.
- Zmieniłem zdanie.
Weszliśmy do ogromnej kuchni Justina i od razu zabraliśmy się za robienie naleśników. Sięgnęłam po mleko i jajka do lodówki, a Justin wyciągnął mąkę i patelnię z szuflad. Po 15 minutach posiłek był już gotowy i usiedliśmy aby go skonsumować. Ta czynność poszła nam o wiele szybciej, bo już po 5 minutach po pancake’ach nie było już śladu. Zadowolona z faktu, że napełniłam żołądek wytarłam usta w serwetkę i wstałam od stołu. Chłopak wpakował talerze do zmywarki i zwrócił się do mnie:
- Masz ochotę na jakiś film?
Pokiwałam tylko głową i ruszyłam w stronę salonu. Zastałam tam Alfredo oglądającego jakiś mecz baseball’a. Gdy usłyszał moje kroki, odwrócił się.
- No co ja tu widzę? Uśmiech? Czyli wszystko już w porządku?
- W jak najlepszym – zaśmiałam się.
- Stary – Justin wyminął mnie. – Będziemy z Suz oglądać film więc…
- Czaję, mam się wynosić na górę – wywrócił oczami i się zaśmiał.
- Chciałem to ująć grzeczniej, no ale skoro już to powiedziałeś to TAK.
- Miłego seansu, papużki – szturchnął lekko Justina i mrugnął do mnie.
- Siadaj Suz – Juss pokazał mi ręką sofę. – Co chcesz obejrzeć?
- A jaki mam wybór?
- Możemy obejrzeć wszystko na co masz tylko ochotę.
- Ehh.. Nie wiem! Ty coś wybierz.
- W takim razie coś wylosuję – wziął pilota do ręki, zamknął oczy i przycisnął palcem przycisk przesuwania w prawo. Chwilę tak stał aż w końcu filmy się zatrzymały. – Hmm, Rzymskie Wakacje. Co ty na to?
- Spoko – uśmiechnęłam się do niego, a on usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem. Oparłam głowę o jego tors kiedy on klikał przycisk PLAY. Siedzieliśmy w spokoju 2 godziny wpatrzeni w Audrey Hepburn na ekranie. Kiedy film się skończył usiadłam prosto, przeciągnęłam się i spojrzałam na zegarek.
- Już ósma. Powinnam się zbierać.
- Odwiozę cię.
- Nie ma potrzeby – wstałam i chwyciłam torebkę gotowa do wyjścia.
- Nie będziesz wracała sama wieczorem autobusem. Może ci się coś stać – Justin też wstał, podszedł do komody i wyciągnął kluczyki od samochodu. – Zapraszam, BieberMobil już czeka.
Zaśmiałam się szybko i przeszłam przed drzwi, które wskazał mi Juss. Zaparło mi dech w piersiach na widok czterech bardzo pięknych i pewnie bardzo drogich samochodów.
- Co jest, shawty? Nigdy nie widziałaś Lamborghini?
- Widziałam, jasne, że widziałam!
- To wsiadaj do tego srebrnego, a ja jeszcze skoczę po kurtkę.
Podeszłam do pierwszego auta i otworzyłam drzwi. Schyliłam się żeby wsiąść, ale nagle poczułam ogromny ból w czole. No tak! Ja niezdara musiałam przywalić głową przy wsiadaniu. Potarłam czoło i usiadłam na fotelu. Chwilę później Justin do mnie dołączył, odpalił silnik i wyjechał z garażu. Jechaliśmy w ciszy. Co jakiś czas czułam, że chłopak na mnie spogląda, ale nie dałam po sobie poznać, że to zauważam. Po 20 minutach byliśmy już na miejscu. Ostrożnie otworzyłam drzwi i powoli wysiadłam z pojazdu.
- Dzięki za podwózkę i.. ehm… do zobaczenia?
- Tego jestem pewien, piękna – puścił do mnie oko i odjechał.
Wypuściłam gwałtownie powietrze z ust. Co się ze mną dzieje? Otrząsnęłam się po chwili i sięgnęłam do torebki w poszukiwaniu kluczy. Wsadziłam je do zamka i chciałam przekręcić, lecz poczułam, że drzwi są już otwarte. Rodzice pewnie wrócili już do domu. Weszłam żwawo do holu, rzuciłam klucze na komodę i ruszyłam w stronę salonu. Zastałam tam mamę czytającą książkę. Gdy usłyszała moje kroki podniosła wzrok znad lektury i spojrzała na mnie.
- Gdzie byłaś Suzie?
- Pojechałam do galerii handlowej – musiałam skłamać, bo obiecałam rodzicom, że nic nie łączy mnie z Justinem.
- Sama? – spytała z niedowierzaniem.
- Tak.
- Czemu nie masz ze sobą żadnej torby?
- Nie znalazłam nic zadowalającego.
Mama tylko się zaśmiała i wróciła do czytania książki. Weszłam po schodach do swojego pokoju, zdjęłam buty, rzuciłam torbę na łóżko, związałam włosy w kucyk i napuściłam wodę do wanny. Odprężająca kąpiel to coś na co miałam ochotę. Zanurzyłam się w wodzie pełnej kolorowej piany i miliona zapachów. Wyszorowałam całe ciało mocno, aż do czerwoności i wyszłam z gorącej kąpieli. Zakręciło mi się w głowie od zbyt szybkiego wstania. Owinęłam ciało w ręcznik i spojrzałam w lustro. Uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z łazienki. Wzięłam do ręki iPhone i sprawdziłam aktualności na instagramie. Kolejne lajki, kolejne followy. Nic interesującego. Lola wstawiła nowe zdjęcie. Można było się z niego dowiedzieć, że była dzisiaj w aquaparku ze starszym bratem. Odłożyłam telefon i zajrzałam do szafy. Założyłam pierwsze lepsze dresy, bluzkę bez rękawów i cieplutkie skarpetki. Włączyłam mojego MacBook’a i weszłam na facebook’a. Nudy, nudy, nudy. Moje życie jest nudne! Zeszłam na dół, nalałam sobie soku porzeczkowego i usiadłam przed telewizorem. Kończyłam akurat oglądać jeden odcinek Skins’ów, który akurat leciał na jakimś kanale, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Kto to może być o tej porze? Przeszłam przez korytarz, wzięłam klucz do ręki i otworzyłam drzwi. Na progu stała  ostatnia osoba, której bym się spodziewała. Austin.

- Witaj kotku. Kopę lat! – krzyknął i przytulił mnie mocno, a ja tylko wydałam z siebie długi i głośny jęk.


________________________________________________________

Rozdział krótszy niż reszta, ale był pisany na szybko, bo druga autorka ZNOWU zawiniła i musiałam wziąć ten ciężar tylko na siebie.
Długo czekaliście z powodu wymienionego wyżej. wybaczcie, postaram się coś z tym zrobić.
Jak na razie....
komentujcie
i
DO NASTĘPNEGO ;*

wtorek, 2 lipca 2013

Fourteen

Justin’s POV

- Justin, nie chcę rozumieć. Chcę dostać cały tekst piosenki. Kiedyś mi za to podziękujesz! – wychodząc wziął klucze ze stolika. Odjechał z podjazdu zostawiając mnie samego z problemem.
Nie wiem kto oprócz Alfredo usłyszał mój wrzask wynikający z bezradności, ale miałem to aktualnie w dupie. W drodze do pokoju wyrzuciłem z siebie wszystkie możliwe przekleństwa. Rzuciłem się na łóżko z słuchawkami na uszach.

Suzanne’s POV

- Do zobaczenia! Niedługo się spotkamy. I pamiętaj, nikomu ani słowa!
Lola tylko mrugnęła, odwróciła się i poszła w stronę samochodu. Odetchnęłam z ulgą, że jestem w domu sama. Poszłam do pokoju i otworzyłam MacBook’a. Weszłam na facebook’a i napisałam na prawdziwe konto Justina (pod innym imieniem i nazwiskiem). Wiadomość wyświetlona. Nie odpisał. Poczekałam 5 minut i napisałam znowu. Sytuacja powtarzała się jeszcze trzy razy. Zdenerwowana postanowiłam zadzwonić do Justina. Po drugim sygnale włączyła się poczta głosowa. ODRZUCIŁ! Jak mógł? Co mu się stało? Przyznam, miał do tego prawo, ale tu chodzi o to, że nigdy tak nie robił. Sam z siebie często dzwonił. Wybrałam numer jeszcze raz. Znowu to samo. Stwierdziłam, że nie mogę tego tak zostawić. Wyszukałam w kontaktach imię Alfredo i kliknęłam połącz. Odebrał po trzecim sygnale.
- Hej Fredo. Słuchaj, jest sprawa. Justin odrzuca moje połączenia, nie odpisuje. Wiesz może co się dzieje?
- Jeżeli sam ci o tym nie powiedział to ja nic tutaj nie mogę zrobić. Wybacz Sue, ale nie mogę teraz rozmawiać.
- Czekaj, czekaj, czekaj!
- Tak?
- Powiedz mi przynajmniej czy nic mu nie jest. Jest zdrowy? W jednym kawałku?
- Wszystko z nim w porządku. Próbuj dalej się z nim skontaktować. Powodzenia.
Połączenie zostało przerwane. Przynajmniej mam pewność, że nie miał żadnego wypadku, ani nic. Postanowiłam jeszcze raz zadzwonić. Znowu odrzucone. Napisałam trzy smsy. Bez odpowiedzi. Cisza po prostu, jakby nie istniał. Musiałam zająć czymś myśli, bo na prawdę się martwiłam. Położyłam głowę na poduszce i po chwili odpłynęłam.

Justin’s POV

Dzwoniła już 10 razy, wysłała 5 smsów, kilkanaście wiadomości na facebook’u. Wiem, że „łamałem” jej w tej chwili serce, bo czułem, że się martwiła, ale nie miałem siły z nią teraz rozmawiać. To co zrobił Scooter było zbyt ciężkie, by obarczać tym barki Suzanne. To była piosenka dla niej, tylko dla niej! Nie mogłem jej wydać! Ta piosenka miała w sobie trochę intymności! Ta wiadomość za bardzo mnie przytłoczyła, nie wiem dlaczego. Wstałem z łóżka i zszedłem do kuchni. Zastałem tak Alfredo.
- Hej.
- Siema młody. Co ty odwalasz?
- Eee. Robię sobie kanapkę?
- Nie o to mi chodzi! Chodzi mi o dziewczynę!
- No dziewczynę. Dziewczyn są miliony – ugryzłem bułkę z serem.
- Zamknij się! Mówię o Suzanne! Dzwoniła do mnie dziś.
Zakrztusiłem się kanapką. Kumpel musiał mnie poklepać po plecach zanim doszedłem do siebie. Wypiłem szklankę wody i spojrzałem na niego.
- Dzwoniła?
- Tak. Mówiła, że odrzucasz połączenia i nie odpisujesz! A dopiero co byłeś taki zakochany. Nie baw się znowu dziewczynami, Bieber. A tym bardziej nie Sue, bo ona wygląda na naprawdę porządną.
- Ryj! To co robiłem kiedyś  to tylko przeszłość! Już nie bawię się dziewczynami. To było szczeniackie – wstydziłem się mojej przeszłości. Większość dziewczyn, które miałem nie miałem dłużej niż dwa miesiące, bo mi się „nudziły”. Dopiero po kilku sekundach dotarła do mnie druga część zdania. Zakochany? Nieeeee! Aż tak daleko sprawy nie zaszły. Szczerze to nie wiedziałem co do niej czułem. Ale na pewno jej nie kochałem. Przyciągała mnie, przyznaję, uwodziła, ale do zakochania jeszcze trochę brakowało.
- Co tak zastygłeś? Jedz.
- Nie jestem głodny – wstałem od stołu i ruszyłem w stronę mojego pokoju.

Suzanne’s POV

Martwiłam się. Naprawdę. Minęły trzy dni, a Justin się nie odzywał. Wiedziałam, że siedzi w domu, bo mam Internet, a o nim piszą dość często. Nie wychodził nigdzie. Zaszył się w swoich czterech kątach na amen. Dzwoniłam, pisałam. Bez rezultatu. Zdecydowałam się podjąć dyrastyczne kroki. Wsiadłam w autobus jadący na obrzeża Los Angeles – w okolice domu Juss’a. Kiedy zatrzymał się na odpowiednim przystanku, wysiadałam i spojrzałam na GPS w moim iPhone. Miałam do przejścia jeszcze dwie przecznice. Idąc myślałam co mu powiem. Nie miałam pojęcia. Kiedy doszłam pod jego dom zdałam sobie sprawę, że przyjechałam tu bez sensu. Może on wcale nie chciał się ze mną widzieć? Na powrót było już za późno, bo wyszłoby na to, że na próżno przejechałam taki kawał drogi. Chwyciłam za klamkę furtki. O dziwo była otwarta. Weszłam do ogrodu i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Pociągnęłam na klamkę. Te drzwi także były otwarte. Czy on jest poważny? W każdej chwili jakiś paparazzi albo jakaś chora fanka może wpaść do środka. Przekroczyłam próg i nasłuchiwałam czy Justin jest w domu. Usłyszałam dwa głosy dochodzące z kuchni.
- Tak. Mówiła, że odrzucasz połączenia i nie odpisujesz! A dopiero co byłeś taki zakochany. Nie baw się znowu dziewczynami, Bieber. A tym bardziej nie Sue, bo ona wygląda na naprawdę porządną – rozpoznałam głos Alfredo.
- Ryj! To co robiłem kiedyś  to tylko przeszłość! Już nie bawię się dziewczynami. To było szczeniackie – Justin a niego warknął.
- Co tak zastygłeś? Jedz.
- Nie jestem głodny.
Usłyszałam odsuwanie krzesła i nerwowy krok w moją stronę. Teraz albo nigdy. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam Justina idącego szybko ze spuszczoną głową. Kiedy był jakiś metr ode mnie podniósł głowę i momentalnie się zatrzymał.
- Co ty tu robisz?
- Drzwi były otwarte.
- Nie powinnaś tu przychodzić. Myślę, że dałem ci to jasno do zrozumienia nie odpisując i odrzucając połączenia.
- Martwiłam się – spojrzałam na niego przepraszająco.
- To zamartwiaj się innymi sprawami. A teraz przepraszam, chciałbym przejść, ale zagradzasz mi drogę.
Odsunęłam się lekko, a on mnie minął i wszedł na piętro. Co mu się stało? Ruszyłam w stronę kuchni. Zastałam tam Alfredo sprzątającego ze stołu.
- Hejka.
Fredo odwrócił się.
- O! Sue! Co ty tu robisz? – wstawił talerze do zlewu, podszedł do mnie i cmoknął mnie w policzek. – Skąd się tu wzięłaś?
- Przyjechałam.
- Justin już cię widział?
- Tak – szepnęłam i poczułam pieczenie w kącikach oczu. Łzy napłynęły mi momentalnie.
- Ej mała, co jest?
- Bo… - nie zdążyłam odpowiedzieć, wybuchłam płaczem.
Chłopak przytulił mnie i westchnął.
- Co się z nim do kurwy dzieje? Nie poznaję go! Suzanne, uspokój się lekko. Pójdziemy do Niego na górę i porozmawiamy.
Minęło jakieś 10 minut zanim moja twarz powróciła do pierwotnego stanu. Fredo wziął mnie za rękę i weszliśmy po schodach. Pod drzwiami do pokoju Alfredo jeszcze tylko ścisnął moją dłoń w swojej, uśmiechnął się do mnie i szepnął „wszystko będzie dobrze”. Szarpnął za klamkę i otworzył drzwi na oścież. Zauważyliśmy Justina siedzącego przy swoim laptopie z twarzą ukrytą w dłoniach. Kiedy usłyszał otwieranie drzwi podniósł głowę – oczy miał spuchnięte od płaczu.
- A ciebie nikt nie nauczył pukać? – warknął w stronę mojego towarzysza.
- Młody wyluzuj. Chcieliśmy porozmawiać.
- Nie widzicie, że nie mam na to ochoty?
Alfredo puścił moją rękę i puścił się pędem w stronę laptopa, którego Justin właśnie zaczął zamykać. Przeszkodziła mu w tym jednak ręka Fredo.
- Pokaż to.
- Nie! To są moje prywatne maile!
- Przecież widzę, że to od Scooter’a. Daj mi to przeczytać.
Przez chwilę zawisnęli patrząc na siebie, lecz po chwili Juss ustąpił. Alfredo wziął laptopa, otworzył go szerzej i przeczytał zawartość maila. Wypuścił gwałtownie powietrze z płuc.
- Młody, może jej powiesz? Nie możemy tego tak zostawić.
- O czym mówicie? – zapytałam, strasznie ciekawa tego co było w liście.
- Stary, nie mogę. Nie mogę!
- Możesz! Prędzej czy później i tak się dowie. A po przeczytaniu tej wiadomości raczej prędzej.
Justin spojrzał na mnie. Widać było cierpienie w jego oczach.
- Czy ktoś mi powie o co do cholery wam chodzi?
- Sue, nie bądź zła! Chodzi o to, że… Scooter… on… znalazł kartkę z tekstem i nutami do „Fall”… i…
- iii? – zapytałam.
- I on chce dostać prawa do tej piosenki i każe mi ją wydać, bo jak się nie zgodzę to musze zapłacić taką sumę pieniędzy jakiej chyba nawet nie posiadam – schował twarz w dłonie.
Przez chwilę analizowałam co powiedział. Po minucie do mnie dotarło.
- Hej, hej, hej! Czemu się łamiesz? To dobrze! To wspaniale, że mu się spodobała!
- Ale to była piosenka dla Ciebie! Napisana tylko i wyłącznie dla Ciebie! A teraz każdy będzie mógł ją usłyszeć. Nie kontaktowałem się z Tobą, bo za każdym razem jak o Tobie myślałem czułem ból, że będziesz na mnie zła.’
- Ale ja nie jestem zła! Cieszę się! Ta  piosenka jest naprawdę wspaniała i świat powinien ją usłyszeć!
- Naprawdę?
- Tak! Jak mogłabym się na Ciebie za to gniewać?
- Tak się cieszę! – Justin wstał z krzesła i mocno mnie przytulił. Pocałował mnie w ucho i zaśmiał się. – Jestem głupi.
- To chyba dobrze! – zaśmiałam się.
- To ja może już pójdę i nie będę Wam przeszkadzał? – zupełnie zapomniałam o obecności Alfredo w pokoju.
- Ty to powiedziałeś! – zaśmiałam się i spojrzałam jak chłopak wychodzi.
- A teraz co robimy? – zapytał Justin i uniósł jedną brew.
- A co proponujesz?
- Czego tylko zechcesz moja księżniczko.

Zarumieniłam się. Jak zwykle. Chłopak przysunął swoje czoło do mojego i zaczął się kołysać w rytm jego własnej, wymyślonej w głowie melodii. Kręciliśmy się tak chyba 5 minut cały czas patrząc sobie w oczy. W tym momencie coś we mnie pękło. Nie wiedziałam jeszcze co. Do czasu.

_________________________________________________

PRZEPRASZAMPRZEPRASZAMPRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO NIE DODAWAŁAM, ale koniec roku itd :)

mam nadzieję, że teraz rozdziały będą się pojawiać częściej, bo wolne i wakacje.
przez brak weny i problemy z dogadaniem się z drugą autorką musieliście tyle czekać.
wybaczcie mi!

do następnego ;*

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Thirteen

CZYTASZ = KOMENTUJESZ


* wspomnienia są pisane kursywą *


Suzanne’s POV



Kiedy obudziłam się następnego ranka, od razu wróciły wspomnienia wczorajszego pięknego wieczoru.

- Jesteś piękna. Uwierz w to – wyszeptał Justin.
Zarumieniłam się. Zawsze tak się działo, kiedy ktoś prawił mi komplementy.
Justin odsunął się ode mnie i przejechał po mnie wzrokiem.
- Mmm.. Seksownie wyglądasz.
- Podoba ci się? – zapytałam i okręciłam się wokół własnej osi.
- Mhm – Justin usiadł na łóżku i wyjął telefon z kieszeni. – Zrobię ci zdjęcie żebym mógł patrzeć na ciebie kiedy tylko zechcę.
Zanim zorientowałam się co powiedział, on już opuszczał iPhone’a i patrzył na wyświetlacz.
- Idealnie – mruknął. – A tak na marginesie, gdzie są twoi rodzice?
- Siedzą w ogrodzie.
- I nie widzieli mnie jak wchodziłem?
- Mam duży ogród. Siedzą po drugiej stronie domu – zaśmiałam się. – Co robiłeś jak wyszedłeś ode mnie?
- Pojechałem do domu, wziąłem prysznic, obejrzałem jakiś mecz w telewizji. Nic specjalnego. A ty?
- Hmm.. Pojechałyśmy z Lolą na zakupy..
- Ej ej ej.. – przerwał mi. – Nie jesteście pokłócone?
- Jeżeli chodzi o zakupy to resztę spraw zostawia się za sobą.
Justin zrobił zdziwioną minę, wywrócił oczami, zaśmiał się i powiedział:
- Nigdy nie zrozumiem dziewczyn.
Spojrzałam na zegarek. Była 21:34. Podeszłam do komody, wyciągnęłam piżamę i ruszyłam w stronę drzwi do łazienki.
- Hej! A ty gdzie?
- Idę wziąć prysznic, bo już późno.
- Mogę się przyłączyć? – puścił do mnie oko.
- Dupek – zaśmiałam się i weszłam do łazienki. Rozebrałam się i odkręciłam wodę. Ciepły strumień oblał moje plecy. Wspaniałe uczucie. Umyłam głowę brzoskwiniowym szamponem i wyszłam na zimne kafelki. Ubrałam się szybko w piżamę, zawinęłam włosy w ręcznik i wyszłam. Zastałam Justina leżącego na moim łóżku z zamkniętymi oczami. Podeszłam do niego na palcach, po drodze rozwijając włosy z ręcznikowego kokonu, nachyliłam się i wycisnęłam kosmyki nad jego twarzą. Zerwał się na równe nogi, wycierając twarz.
- Co jest kurwa? – krzyknął.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu, turlałam się po podłodze.
- To ty! – krzyknął chłopak i rzucił się w moją stronę. Po chwili poczułam jego duże, ciepłe ręce na moich bokach i brzuchu.
- hahhahahahhahahhaahahhahahahhah. Przestań! Hahahhahhaha. Mam łaskotki!
- Wiem! Właśnie dlatego cię łaskoczę!
Z oczu leciały mi łzy. Próbowałam odciągnąć jego ręce od siebie. Bezskutecznie. Mój brzuch strasznie bolał mnie już od śmiechu. Nie wiedziałam co zrobić. Do głowy wpadł mi jeden pomysł. Rękoma przestałam odpychać jego dłonie, natomiast położyłam je na jego twarzy i szyi. Spojrzałam głęboko w jego oczy. Przysunęłam moją twarz do jego. Zdezorientowany Justin przestał mnie łaskotać przekładając swoje ręce na moje plecy. Przysunął się bliżej, a ja z tego skorzystałam. W jednej sekundzie zerwałam się na równe nogi i wskoczyłam na łóżko.
- Hahahaha! I kto jest teraz lepszy? No kto?
- Dobra! Wygrałaś! – zaśmiał się. – Ale to nie było fair!
- Wszystkie chwyty dozwolone, kotku – puściłam do niego oko.
Wstał z podłogi, podszedł do mojego biurka, wziął do ręki MacBook’a i skierował się w moją stronę. Położył się obok mnie na łóżku, otworzył laptopa i kliknął w ikonkę Internetu.
- Na jaki film masz ochotę?
- Hmm.. Nie wiem. Wybierz coś, ufam ci.
Justin wklepał coś na klawiaturze i po chwili oglądaliśmy już Titanica. Wtuliłam się w ramię chłopaka i parzyłam na młodą twarz Leonardo DiCaprio. Moje powieki stawały się coraz cięższe.

Otworzyłam oczy z uśmiechem. Przeciągnęłam się, ale moja ręka natrafiła na coś. Obróciłam głowę i ujrzałam śpiącą twarz Justina tuż obok mojej. Znowu się uśmiechnęłam, ale po sekundzie włączyła mi się ostrzegawcza lampka. Co by było gdyby rodzice teraz weszli do pokoju? A co jeśli już nas widzieli? Nie, nie mogli. Obudziliby nas żądni wyjaśnień. Spojrzałam znowu na Justina. Spał z jedną ręką za głową, a drugą opuszczoną wzdłuż ciała. Był bez koszulki. Muszę przyznać, że jego klata wyglądała imponująco. Idealne rysy kaloryfera, pachwin, ahhh! Chłopak mruknął coś przez sen i zmienił pozycję. Kurcze! Taki ładny widok miałam. Spojrzałam na szafkę przy łóżku. Leżał na niej zamknięty MacBook, a na podłodze koszulka Justina. Nie mogłam powstrzymać chęci podejścia do niej i powąchania. Męskie perfumy i troszkę dymu papierosowego. W połączeniu – idealny zapach. Odłożyłam ją na krzesło i spojrzałam na chłopaka, który był odwrócony do mnie plecami. Patrzyłam na tatuaż w kształcie głowy Indianina. Ciekawe, co oznaczał. Może kiedyś się dowiem. Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Umyłam zęby, uczesałam włosy i w ręczniku wyszłam do pokoju. Zastałam Justina siedzącego na łóżku. Zjechał mnie z góry na dół wzrokiem, przeczesał sobie włosy palcami, ułożył usta w rybkę i wywrócił oczami. Zaśmiałam się. Wstał, podszedł do mnie, chwycił w talii i szepnął do ucha:
- Jesteś piękna.
Zarumieniłam się. Odsunął się ode mnie i spojrzał na moją twarz.
- Co? Przecież mówię prawdę!
- Ugh! Mogę się już ubrać? – spojrzałam na niego spod rzęs.
- Ale ja wolę ciebie taką.
- Ale ja nie. Przesuń się – powiedziałam, a on zrobił krok w bok tworząc mi przejście w stronę szafy. Podeszłam do niej, wykopałam jakąś bieliznę i wróciłam do łazienki. Ubrałam się szybko i spojrzałam w lustro. Moje ciało, musiałam to przyznać, było idealne. Lubiłam siebie, całkowicie. W samym staniku i majtkach wyszłam z łazienki. Justin słysząc dźwięk otwieranych drzwi odwrócił się. Gdy mnie ujrzał zagwizdał.
- Mmm.. Kotku, bez tego ręcznika wyglądasz jeszcze lepiej. Szkoda tylko, że nadal przykrywają cię małe kawałki materiału – podszedł do mnie i zahaczył jednym palcem o moje ramiączko.
- Dupek, znowu! – wysyczałam mu w twarz, zaśmiałam się i ruszyłam w stronę szafy po jakąś sukienkę. Przez cały czas czułam wzrok chłopaka na moich pośladkach. To było miłe. Lubiłam się podobać płci przeciwnej. Wybrałam białą asymetryczną sukienkę i założyłam ją na siebie.
- I jak? – odwróciłam się do Justina.
- Zanim ją założyłaś podobało mi się o wiele bardziej, ale teraz też jest idealnie – uśmiechnął się tak szeroko, że pokazał przy tym całe dwa rzędy swoich prostych białych zębów. Dopiero teraz zauważyłam, że nadal się nie ubrał. Był w samych bokserkach. Starałam się nie patrzeć w tamtą stronę, bo moje zboczone myśli brały wtedy górę. Muszę przyznać, że wszystko przedstawiało się naprawdę okazale. Ugh! Dlaczego zawszę myślę tylko o jednym?
- Nie ubierzesz się? – założyłam ręce i uniosłam jedną brew.
- Widzę, że podobam się tobie w takim wydaniu, więc odpowiedź brzmi NIE.
- Ubierz się – rzuciłam w niego koszulką.
Przeciągnął ją przez głowę i schylił się w poszukiwaniu spodni. Znalazł je pod łóżkiem i równie szybko wciągnął na siebie. Przeczesał włosy palcami i usiadł na łóżku.
- To co dziś robimy?
- Proponujesz coś?
- Liczyłem, że ty masz jakiś pomysł, ale jeśli nie to coś mogę wymyślić.
Zaśmiałam się i zrobiłam krok w stronę łóżka w celu pościelenia go gdy usłyszałam głos za sobą:
- Suzie kicia. Drzwi były otwarte i stwierdziłam, że…. O MÓJ BOŻE! TO JUSTIN BIEBER!

___________________________

Na dźwięk tych słów obróciłam się w mgnieniu oka.
- Co ty tu….
- O mój boże! TO NAPRAWDĘ ON! – Lola zasłoniła usta rękoma. W jej oczach widać było już łzy. Kolana się pod nią ugięły i upadła na podłogę.
- CO TY TU DO CHOLERY ROBISZ? – podeszłam do niej i szarpnęłam za ramię.
- O boże, o boże, o boże.
- Odpowiedz mi!
Lola tylko się dusiła ze łzami w oczach. Spojrzałam na Justina. Patrzył przerażony na dziewczynę leżącą na podłodze w takiej pozycji jakby miał zaraz uciec. Rzuciłam mu przepraszające spojrzenie.
- Wstawaj do cholery jasnej! – szarpałam Lolę za ramię.
- Ale.. Ale.. – łkała. – On tam siedzi.. i.. i..
- To jest normalny człowiek! Mamy powtarzać naszą wczorajszą rozmowę?
Dziewczyna otarła łzy wierzchem dłoni i powoli się podniosła.
- Huuuuu – odetchnęła. – Już mi lepiej.
- Mam nadzieję – odwróciłam się w stronę Justina. Na twarzy malowało mu się nadal zaskoczenie. – To jest Lola – zwróciłam się do niego.
- Hej – machnął w jej stronę ręką.
Dziewczyna znowu zasłoniła usta rękami, a w jej oczach znowu zaczęły się zbierać łzy.
- O mój boże, o mój boże! On do mnie mówi. To nie może być prawdą!
- Lola, wyjdź! Nie chcę żebyś tu była jeżeli masz się tak zachowywać. Do widzenia! – popchnęłam ją w stronę drzwi.
- Niegrzecznie tak wyganiać – założyła ręce i spojrzała na mnie z wyrzutem.
- To wyższa konieczność. Możesz zostać jeżeli się ogarniesz.
- Obiecuję.
Znowu spojrzałam na Justina. Wstał, ale kurczowo trzymał się ramy łóżka gotowy do ucieczki.
- No to… Po co tu przyszłaś?
- Posiedzieć, pogadać. Ale widać masz już zajęcie.
- Czemu nie zadzwoniłaś?
- Jestem twoją przyjaciółką! Nie muszę dzwonić!
- Musisz.
Spojrzała na mnie zaskoczona i wywróciła oczami.
- Co się z tobą do cholery dzieje? Od kiedy go poznałaś jesteś jakaś inna. On strasznie cię zmienił!
- Naprawdę będziemy powtarzać rozmowę z wczoraj? Usiądź lepiej i się uspokój.
Lola usiadła na łóżku, a w tym samym momencie Justin podniósł się energicznie i rzucił pod łóżko w poszukiwaniu butów. Wciągnął na stopy granatowe supry i powiedział:
- To może ja lepiej już pójdę, a wy sobie pogadacie.
- Na serio musisz już wychodzić? Zostań! – błagała Lola.
- Odprowadzę cię do wyjścia. Tak będzie lepiej.
Wyjrzałam za drzwi żeby zobaczyć czy rodziców nie ma w pobliżu.
- Idź za mną – szepnęłam do Justina.
Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy po schodach. Rozejrzałam się.
- Zostań tutaj – zwróciłam się do chłopaka i ruszyłam w stronę okna wychodzącego na ogród. Rodzice z Kathy siedzieli tam i rozmawiali. Wróciłam do Justina.
- Droga wolna, rodzice są w ogrodzie. Wyjdziesz głównym wyjściem
Podeszliśmy do drzwi, a chłopak je otworzył.
- Szkoda, że tak wyszło. Będę tęsknił.
- Oj, idź już – zaśmiałam się.
Justin nachylił się i cmoknął mnie w policzek na pożegnanie. Zrobił kilka kroków i odwrócił się żeby jeszcze mi pomachać. Odmachałam i zamknęłam drzwi. Weszłam na piętro do Loli. Siedziała w tym samym miejscu.
- No tooo… Jesteście razem? – walnęła prosto z mostu.
- Eee.. Nie? – zawahałam się, bo sama nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Sądziłam, że raczej nie jesteśmy razem, bo Justin nie był dla mnie nikim więcej niż dobrym znajomym. Te pocałunki nie znaczyły nic. Były spontaniczne, ale nie z mojej strony.
- Nie jesteście? – Lola zdziwiła się. – Wiesz.. Nie każdy znajomy zostaje u ciebie na noc.
- Skąd wiesz, że był na noc?
- Pomyślmy. Jest godzina 9:30, a on już u ciebie był. Do tego siedział boso, a raczej nikt nie zdejmuje u ciebie butów po przyjściu.
- No był na noc, ale nie sądziłam, że zostanie. Oglądaliśmy wieczorem film i zasnęłam. On zdecydował się widocznie zostać.
- Dobrze, wybaczam – zaśmiała się. – Zrobisz mi coś do jedzenia? Przyszłam bez śniadania.
- Jasne. Chodź na dół.


Justin’s POV



Wyszedłem od Suzanne i ruszyłem w stronę drzew, między którymi zostawiłem samochód. Czemu ta Lola musiała przyjść? Czemu musiała wszystko zepsuć? A liczyłem, że ten dzień będzie idealny. Wsiadłem do auta, odpaliłem silnik i wyjechałem na ulicę. Włączyłem radio. Leciała akurat moja piosenka. Co za zbieg okoliczności. Jechałem podśpiewując sobie Never Say Never, aż dojechałem do domu. Wyskoczyłem z samochodu, otworzyłem i drzwi i wszedłem do środka. Coś było inaczej, coś się nie zgadzało. Na palcach zacząłem się skradać w stronę salonu. Już miałem wyjrzeć zza rogu, gdy ktoś złapał mnie za ramiona i przyciągnął do siebie.
- Siema brachu! – Alfredo ściskał mnie już naprawdę mocno.
- Gościu, nie rób tak więcej! Myślałem, że dostanę zawału.
- Sory. Ze Scooterem stwierdziliśmy, że zrobimy ci niespodziankę.
- Scooter tu jest?
- Tak, na górze.
Lekko popchnąłem Fredo w bok żeby przejść. Kiedy byłem już na piętrze, ruszyłem w stronę mojego pokoju.
- Scott?
- Cześć młody – mój menadżer siedział na krześle przy biurku i wpatrywał się w jakąś kartkę z zainteresowaniem.
- Co to? – zapytałem.
- Kiedy to napisałeś? – Scooter zignorował moje pytanie.
Podszedłem i zajrzałem mu przez ramię. Trzymał kartkę, na której był tekst do „Fall” napisanej dla Suz.
- A to! To nic. Napisałem to kilka dni temu w przypływie inspiracji. To prywatne.
- Młody! To jest świetne. Zagraj mi to teraz!
Scott jest nieugięty więc musiałem robić co kazał. Podszedłem do gitary i zacząłem grać mając w myślach przepiękną twarz Suzanne. Nie wiedziałem, co do niej czułem. To skomplikowane. Jest wyjątkowa, to wiedziałem na pewno. Śpiewałem z zamkniętymi oczami, z pasją. Nie zauważyłem, kiedy Alfredo wszedł do pokoju.

If you spread your wings
You can fly awal with me
But you can’t fly unless you let ya,
Let yourself fall.

Odłożyłem gitarę na bok i otworzyłem oczy. Scooter i Fredo wpatrywali się we mnie z podziwem.
- Stary, to jest epickie! – Alfredo poklepał mnie po ramieniu.
- Justin, zabieram to i jedziemy do wytwórni. Musimy to jak najszybciej nagrać.
Scott wstał i już prawie był przy drzwiach, kiedy dotarło do mnie co powiedział.
- NIE!!! – krzyknąłem trochę za głośno.
Menadżer odwrócił się i spojrzał na mnie pytająco.
- Nie możemy tego nagrać – powiedziałem. – To jest prywatna piosenka z serca. Napisana dla konkretnej osoby, a nie na produkt.
- Właśnie dlatego jest świetna. Wiesz ile na niej zarobimy?
- Czy pieniądze są najważniejsze? To jest moja piosenka i nie zgadzam się na wydanie jej.
- Nie masz w tej chwili nic do gadania, dzieciaku.     (Scooter zawsze mówi do Justina „KID”)
- Nie masz prawa zrobić tego bez mojej zgody.
- Podpisałeś umowę, mam prawo – Scooter odwrócił się i chwycił za klamkę.
- Nie zaśpiewam – krzyknąłem za nim.
- W takim razie – znowu się odwrócił. – Będziesz musiał zapłacić – w tym momencie podał mi kwotę tak wysoką, że zachłysnąłem się własną śliną. – Czyli zrozumieliśmy się – uśmiechnął się z drwiną i wyszedł.
Kiedy próbowałem złapać oddech, podszedł do mnie Alfredo.
- Przykro mi stary – mruknął tylko te trzy słowa i ruszył za Scooterem.
Patrzyłem jeszcze chwilę za nim, a następnie walnąłem się na łóżko czując zbierające się w oczach łzy.

______________________________________________

Pewnie już zauważyliście (albo nie), że pojawiła się zakładka "Bohaterowie". Teraz możecie zobaczyć jak kto wygląda.

Piszcie w komentarzach jak wam się podobał rozdział.
Do następnego :***


czwartek, 23 maja 2013

Twelve




Justin ! Zerwałam się na proste nogi, aż rozwalił mi się kok na głowie.
Ona nie może Cię zobaczyć, zabije mnie !
Położyłam Justinowi jedną rękę na brzuchu, drugą na ramieniu, po czym lekko go odepchnęłam. Rozejrzałam się po pokoju, i jedyne co mi przyszło do głowy to ..
Jus, OKNO ! Chłopak złapał mnie za biodra, przysunął twarz do mojej.
Poczułam ciepło na brzuchu, jego rękę. Lekko musnął moje usta swoimi, i bez słowa wyszedł, a ja stałam wpatrzona w pustą przestrzeń. To musiało wyglądać komicznie z jego punktu obserwacji.
- Hej Suzie, wyszeptała mama. Schodząc na dół zastałam ją rozłożoną przed telewizorem, ze śpiącą Kathy na kolanach.
- Oo, jak było na placu ? Wymamrotałam równie cicho jak ona.
- Mała zdarła sobie kolano, stąd tak szybko jesteśmy w domu. Ojciec nas podrzucił, a sam pojechał jeszcze do wujka Zayna. U Ciebie coś się działo? Jakie masz plany na jutro?
- Nie, tylko porządkowałam komodę. Jutro chyba spotkam się ze znajomymi z klasy, tylko nie mam w co się ubrać Mamo...
W mojej szafie są same koszule, swetry, bluzy, długie spodnie... Nie mam żadnych topów, t-shirtów, szortów...
- Jak tata wróci, da Ci kieszonkowe, ile to tym razem chcesz ?
- Hm. Biorąc pod uwagę że potrzebuję na chwilę obecną koło piętnastu koszulek, i sześć par spodenek, plus brzoskwiniowe krótkie conversy... koło 400 $.
- Powiedz to ojcu, a dostaniesz dolara. Na ten moment ja mogę Ci dać 120 $, bo udało mi się sprzedać ten stary projekt, tata pewnie koło 100 $
- Dobre i to. Idę do pokoju i zejdę jak wróci.
Pobiegłam na górę, zahaczając po drodze o toaletę,
i otworzyłam w przeglądarce kilka kart w tym reserved, zara, h&m i pull&bear.
Zrobiłam zdjęcia kilku ubrań, które mi się spodobały i spisałam ceny.
 Wystukałam na telefonie sms'a do Loli : Ej, nie gniewaj się już... Może małe zakupy ? Spotkajmy się pod skrzyżowaniem obok Ciebie za 10 minut.
(tyle zajmowało mi dojście do niej).

Założyłam moje ciemne legginsy z motywem galaxy, i dżinsową koszulę, do tego bransoletkę z ćwiekami i granatowe conversy za kostkę.
Chwyciłam telefon, który od razu wylądował w tylnej kieszeni moich legginsów, i klucze.
Tata akurat przyjechał.
Wybiegłam z pokoju, po drodze biorąc od mamy obiecane pieniądze.
- Tato, Tatusiu, Tatku !
- Dobra, mów co chcesz.
- Kochanie, daj Suz 100 $, idzie po jakieś ubrania bo nie ma w czym chodzić. Wtrąciła mama.
Tata zrobił minę zrzędłego dziadka, ale dał mi pieniądze, które również zawędrowały do mojej kieszeni.
Oboje dostali buzi w policzek, po czym co sił w nogach pobiegłam do Loli, przy okazji rozplątując zniszczonego koka, który dziwnie zwisał w połowie głowy.
- Jesteś ! Myślałam, że nie przyjdziesz... Podbiegłam i przytuliłam ją mocno.
- Dobra, dobra. Ile wzięłaś kasy ? Mi dali tylko 200 $.
- 220! Za te 20 kupimy sobie małe mrożone w coffe.
Lola uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę, szłyśmy tak do przystanku.
- Jedziemy do centrum, nie ?
- Myślę, że tak. Widziałam spore obniżki ! Suz, byłaś dzisiaj na stronce reserved ?
- Tak, i wyczaiłam świetne ciuchy !
Podjechał bus, który po 20 minutach wysadził nas pod samo centrum handlowe.
W trakcie drogi ani razu nie poruszyła tematu Justina... To było bardzo dziwne...
Do czasu.
- Ej Suzie, nie gniewaj się że tak reaguję na imię Twojego chłopaka.
Puknęłam ją w ramię.
- Grabisz sobie ! To nie jest mój chłopak.. Znam go bardzo krótko, i szczerze...
Nigdzie i do niczego mi się nie spieszy. Ale nie mówmy o nim, dzisiaj jest nasz dzień.
Ścisnęła usta w jedną linię i podniosła kąciki, ruszając oczami w prawą stronę wskazała mi kawiarnie.
- Dzień Dobry, czym mogę służyć ?
- Poprosimy dwie małe, miętowe mrożone.
 Podałam pieniądze i usiadłyśmy przy stolikach czekając na zamówienie.
Po dwóch minutach Pani przyniosła kawy, a my ruszyłyśmy w stronę sklepów.
Omijając kilka, podziwiałyśmy ubrania na manekinach, lecz dopóki nie dopijemy napojów, nici z wejścia do jakiegokolwiek z nich.
Ok, kawy wypite, kubki wyrzucone. Pierwszy w kolejce H&M.
Chwytałyśmy w ręce wszystko co nam się spodobało, oczywiście w odpowiednich dla nas rozmiarach i weszłyśmy do przymierzalni z toną różnorakich ciuchów.
Tak było w każdym z odwiedzonych przez nas sklepie.
W ostateczności ja wyszłam z ośmioma topami, trzema parami szortów, a Lola z czterema topami, sandałkami i jedną parą szortów.
Po drodze do domu wspominałyśmy czasy, kiedy w głowach miałyśmy lalki, nie chłopaków.
Odprowadziłam ją do domu, rzucając "Do zobaczenia niedługo." i skierowałam się w stronę domu.
Na podwórku Kathy bawiła się kucykami, a rodzice siedzieli przy kawie rozmawiając.
 Nawet nie zauważyli, że weszłam.
Wychylając się zza okna w mojej łazience miałam widok na ogród, również na nich, poniekąd też słyszałam co mówią.
Wyrzuciłam ubrania z toreb na łóżko, przymierzając każde z nich po kolei.
Obcięłam metki. Dobry dzień, wiele korzyści.
Nagle coś mnie tknęło. Moje palce sunęły po ustach, a oczy się oszkliły.
To się stało, on mnie pocałował. Ja sama nie wiem, czemu się tak poddałam.
Prawie wcale go nie znam.
Zawsze sobie wmawiałam, że jestem na tyle brzydka, że będę forever alone do końca życia...
Uszczypnęłam się w myślach i aż krzyknęłam.

Przecież ja nie mam chłopaka.

- Suzanne wcale nie masz chłopaka, wcale go nie chcesz, to sława, zostawi Cię dla pierwszej lepszej gwiazdy. - mój mózg. Serce zaś krzyżowało plany rozumowi i czułam, że muszę coś zrobić.
 Nie mogę tego tak zostawić.. Choć może, moje nadzieje są zbyt duże ? Może Justin traktuje mnie jak chwilową zabawkę... Niee. To nie w jego stylu. Cholera... z resztą co ja wiem o jego stylu bycia.

Gówno.
Wyjęłam z kieszeni legginsów telefon, i napisałam : " Hej, jak mija dzień ?"
Błyskawiczna odpowiedź. " Hej Suu, źle, bo bez Ciebie .. widzimy się niedługo?"
To słodkie, ale muszę go trochę pohamować.
" Ze mną nie było by lepiej Justin :) Możemy się spotkać za 15 minut u mnie ? Wejdź ostrożnie tylnym wejściem"
" <3"

Nagle słyszę skrzypienie schodów prowadzących na górę. Moje serce zamarło, czyżby rodzice już wrócili z podwórka? Moim oczom ukazał się Justin.
 Był ubrany dość nietypowo bo w bokserkę, i spodnie wywinięte do połowy łydki. Złoty wisior zdobił jego szyję, a czarne kolczyki uszy.
Grzywka perfekcyjnie wywinięta do góry, a karmelowe oczy skierowane na mnie...
- Przestań.
- Przestań co ?
- Się gapić !
- Nie powinno Ci to przeszkadzać. Jesteś piękna.
- Nie mów mi tego, wiem, że tak nie jest.
Uciszył mnie.
Jego usta znowu musnęły moje, tym razem na dłużej. Splotłam nasze dłonie, które były między brzuchami. Oparł swoje czoło o bok mojej głowy i wyszeptał :
" jesteś piękna, uwierz w to"...


Podoba się ? Zostaw ślad na dole <3

piątek, 17 maja 2013

Eleven


Po godzinie spokojnego spaceru postanowiłam wrócić do domu. Chciałam porozmawiać z rodzicami o artykule w gazecie. Weszłam do domu i zamknęłam drzwi. Zastałam ich w salonie, bawili się z Kathie.
- Hejka – powiedziałam, a ich głowy obróciły się w moją stronę.
- O, witaj córciu – mama uśmiechnęła się promiennie. – Gdzie byłaś?
- Poszłam się przejść. Było mi źle z tym, że myślicie, że coś mnie łączy z tym chłopakiem. Musiałam sobie to poukładać w głowie. Ale stwierdziłam, że lepiej będzie z Wami po prostu porozmawiać.
- Ale kotku, nie ma o czym rozmawiać. Wczoraj sobie wszystko wyjaśniliśmy i temat zamknięty.
- Naprawdę?
- Tak kochanie. A! I ktoś czeka na ciebie na górze – mama wskazała schody.
Wstałam z kanapy i idąc po stopniach zastanawiałam się, kto to może być. Uchyliłam drzwi mojego pokoju i zauważyłam dziewczynę z brązowymi lokami. Lola. Weszłam do pokoju, a ona od razu się odwróciła.
- Suzie! – przytuliła mnie. – Nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz…
- Co ty tu robisz? – przerwałam jej.
- Nie można było się z tobą skontaktować, więc została mi jedna opcja. W ogóle to jestem na ciebie zła!
- Tak?
- Justin Bieber? Serio? Kochana! Czemu mi nic nie powiedziałaś? Jestem twoją najlepszą przyjaciółką, a zataiłaś przede mną OGROMNĄ informację. Ja bym ci powiedziała jakby mi się coś takiego przydarzyło!
- Przepraszam Lolu, ale mam tyle na głowie, że nie miałam czasu zadzwonić. A z Justinem mnie nic nie łączy.
- Czyżby? Bo widziano was razem w lunaparku i POD JEGO DOMEM! Wiesz ile dziewczyn chciałoby go chociaż dotknąć, nie mówiąc już o zaproszeniu do jego domu! Jestem jedną z nich! Jestem Belieber i nawet nie wiesz jak mnie zabolało jak zobaczyłam wasze wspólne zdjęcia.
- Bel… CO?
- Belieber, czyli coś więcej niż fanka. Wspieramy go. Gdy jest smutny, to za wszelką cenę staramy się go pocieszyć itp.
- Lola! Nic mnie z nim nie łączy! To, że byliśmy razem w kawiarni, lunaparku, na wzgórzu i w jego domu to nie znaczy, że jesteśmy RAZEM! Jest bardzo sympatyczny, więc miło mi się z nim spędza czas.
- Czekaj! Na jakim wzgórzu?
- Zabrał mnie na jakieś wzgórze, klif, cokolwiek to było i jedliśmy kanapki. Nie byliśmy tam długo, bo przyszedł Alfredo i…
- ZNASZ ALFREDO??? O boże! Poznasz mnie z nimi? Proszę, proszę, proszę!
- Jak będzie okazja – uśmiechnęłam się, a Lola rzuciła się na mnie i zaczęła przytulać. W tym momencie mój iPhone zawibrował. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Justin. Chwyciłam telefon i schowałam szybko do tylniej kieszeni.
- Nie odbierzesz sms’a?
- To tylko reklama – zapewniłam Lolę. – Wiesz, muszę iść do toalety. Zaraz wracam.
Weszłam do łazienki, która znajdywała się w moim pokoju, zamknęłam za sobą drzwi na zamek, wyjęłam iPhone’a i usiadłam na (zakrytej!) toalecie. Przesunęłam palcem, by odczytać wiadomość.
Od Justin:
„Hej piękna. Co dzisiaj robisz? ;* ”
Wklepałam szybkie „Lola jest u mnie. Nie mogę się spotkać ;/ ” i kliknęłam przycisk na toalecie żeby spuścić wodę, bo przecież Lola myśli, że przyszłam tu załatwić swoje potrzeby. Telefon znowu zawibrował: „Lola? o_O”. Uśmiechnęłam się. Wysłałam mu krótkie: „Moja przyjaciółka”, umyłam ręce i wyszłam z łazienki. Spojrzałam na Lolę siedzącą na łóżku i wpatrującą się w swoje paznokcie. Podeszłam do niej po cichu i objęłam ją od tyłu.
- Dziękuję, że jesteś – wyszeptałam jej do ucha i dałam buziaka w policzek.
Lola zaśmiała się.
- Wiesz kicia… - zaczęła. – Zastanawia mnie jeden fakt. Czemu nie mogłabyś teraz zadzwonić do Justina i od razu nas umówić!
- To nie takie proste. On jest gwiazdą i nie ma wolnego cały czas tak jak my. Poza tym… Nie mam do niego numeru – skłamałam, ale co miałam zrobić? Chciałam tylko chronić Justina. I siebie żeby Lola nie urwała mi głowy pytając, kiedy się z nim spotkamy.
- Jak to nie masz numeru? To jak wy się umawialiście?
- Justin tu przychodził – powiedziałam i od razu tego pożałowałam.
- O MÓJ BOŻE!!! JUSTIN BIEBER CHODZIŁ PO TEJ PODŁODZE! – krzyknęła i położyła się na panelach. – O boże! Nie wierzę!
- Lola, wstań! – podniosła się. – Justin to normalny człowiek, więc nie rób z tego takiej afery!
- Ale to Bieber!!!
- Czyli zwykły chłopak, który umie śpiewać! Pamiętam jak mi kiedyś o nim opowiadałaś. Że nie miał pieniędzy i musiał grać pod teatrem. Ale miał szczęście i mu się ułożyło w życiu. Mogę się założyć, że gdyby nie był taki popularny to byś go nawet nie dotknąć nie chciała!
- Co się z tobą dzieje? Kocham go i mam prawo do jarania się wszystkim, co z nim związane!
- Nawet go nie znasz! Jeżeli masz nadal mieć takie podejście to wyjdź stąd, bo nie chcę tego słuchać. To tak samo jakbyś mówiła o Thomas’ie z równoległej klasy!
- Fuuu! Thomas? To ten z pryszczami na całej twarzy? Bleee. Justin jest przynajmniej ładny. Dobra! Sory! Nie chcę się kłócić o takie głupoty.
- Ja też nie – uśmiechnęłyśmy się obie i wpadłyśmy sobie w ramiona. Po chwili uścisku oddaliłyśmy się od siebie na 3 cm.
- Obiecaj, że zawsze będziesz przy mnie – powiedziałam.
- Obiecuję – Lola przyciągnęła mnie do siebie, cmoknęła w usta i znowu zamknęła w niedźwiedzim uścisku.
- Dusisz mnie! – krzyknęłam.
- Zdarza się – zaśmiała się.
Przez następne pół godziny siedziałyśmy na łóżku plotkując i zajadając się czekoladkami. W pewnym momencie stwierdziłam, że muszę do toalety.
- Zaraz wracam – mruknęłam do Loli i weszłam do łazienki. Zrobiłam, co miałam zrobić, umyłam ręce, ochlapałam twarz zimną wodą i chwyciłam za klamkę. Za drzwiami stała zdenerwowana Lola.
- Mówiłaś, że nie masz do niego numeru! – podniosła rękę, w której trzymała mojego iPhone’a. Na wyświetlaczu widniała nowa wiadomość od Justina.
 ________________________

- Lola!
- Przestań się tłumaczyć! – jej brązowe loki podskakiwały od nerwowego chodzenia po moim pokoju. – Skłamałaś! Znowu! Co się z tobą dzieje?
- Musiałam skłamać. Justin nie pozwala mi nic mówić.
- Jestem twoją przyjaciółką!
- Nikomu nie mówić!
- Nawet mi?
- Nawet tobie.
- Świetnie! – klasnęła w dłonie. – To teraz on jest dla ciebie ważniejszy niż ja?
- Powiedziałam coś takiego? Nie wydaje mi się!
- Co się z tobą dzieje? – zapytała po raz kolejny. – Odkąd go spotkałaś jesteś jakaś inna!
- Słucham? Ja przynajmniej nie wkurzam się o jedno małe kłamstewko!
- Jedno? Małe? A, przepraszam, kto mi wmówił, że poznał jakiegoś Louis’a?
- Wiedziałam jakbyś zareagowała! Musiałam!
- Nic nie musiałaś, Suzanne! Teraz wychodzę i mam nadzieję, że przemyślisz swoje zachowanie.
- O! Mówisz jak moja matka!
- Nie prawda!
- Udowodnij!
- Twoja matka nigdy by tak do ciebie nie powiedziała, bo jesteś grzeczniutką córeczką, która nigdy nie zrobiła nic złego.
- Przekonałaś mnie.
Lola wywróciła oczami i zbiegła ze schodów. Przy drzwiach jeszcze na sekundę się odwróciła żeby rzucić mi zabójcze spojrzenie i wyszła. Odetchnęłam. Nienawidziłam się z nią kłócić. Do mojej głowy wpadła myśl – gdzie do diaska są rodzice? Weszłam do kuchni i ujrzałam karteczkę na blacie:

Wyszliśmy z Kathy na plac zabaw.
Jak będziesz głodna, to w lodówce masz makaron.
Mama :* 

Plac zabaw? Aha! Wyszłam z kuchni chwytając po drodze butelkę soku pomarańczowego i już miałam iść w stronę schodów, gdy nagle usłyszałam głos za sobą:
- Myślałem, że już nigdy nie wyjdzie! - aż podskoczyłam. Odwróciłam się i ujrzałam Justina w drzwiach prowadzących do ogrodu. – Nigdy ich nie zamykacie, co?
-Justin!! Długo tu stałeś?
- Na tyle długo żeby usłyszeć, że nieźle się na siebie wydzierałyście. O co poszło? – oparł się o framugę.
- O ciebie.
- O mnie? Jakbym teraz jadł, to bym się zakrztusił! Co?
- No tak! Powiedziałam jej, że nie mam twojego numeru, a ona zobaczyła ostatnią wiadomość od ciebie, której swoją drogą nie przeczytałam, i się wkurzyła.
- Ale… Czekaj! Gadałyście... o mnie?
- To takie dziwne? Masz miliony fanów, którzy mówią o tobie przez cały czas.
- W sumie racja – uśmiechnął się. – Będziemy tak stać, czy coś robimy?
- Hmmm… Masz coś konkretnego na myśli? – zaśmiałam się i spojrzałam na niego seksownie.
Podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów.
- Może zaczniemy od pójścia do twojego pokoju.
Weszliśmy na górę. Justin puścił moją rękę i od razu rzucił się na łóżko. Chwycił w rękę pilota i włączył telewizor. Wywróciłam oczami i podeszłam do szafki żeby sprzątnąć opakowanie po żelkach, które jadła Lola. Wyrzuciłam folię, usiadłam przy biurku i otworzyłam mojego MacBook’a. Weszłam na mail żeby sprawdzić pocztę. Miałam 200 nowych maili! Od rana! Weszłam w pierwszy i głośno wciągnęłam powietrze do płuc.
- Coś nie tak? – zapytał z troską w głosie Justin.
- Nie. Wszystko w porządku – wróciłam do czytania maila.
Justin tylko spojrzał na mnie podejrzliwie i ułożył się wygodniej między poduszkami.
„Ty suko! Zabierasz nam naszego Justina! Jak możesz? Odczep się od niego! On nigdy nie będzie twój!”
Mail trafił do kosza. Otworzyłam kolejnego i jęknęłam. Ten był jeszcze gorszy.
- Co jest? – Justin podniósł się z łóżka i ruszył w moją stronę.
- Naprawdę nic! – próbowałam zakryć laptopa własnym ciałem.
- Nie wierzę ci – chłopak złapał laptopa i zabrał mi go. Usiadł z powrotem na łóżku i zaczął czytać. Wszystko po kolei.
- Kurwa, co? Nikt ci nie będzie groził! – odłożył laptopa na bok i chwycił za telefon.
- Co robisz? – zapytałam.
- Dodaję wpis na twitter’a.
Wzięłam MacBook’a i położyłam go na biurku. Załogowałam się na twitter’a i od razu zobaczyłam nowy post Justina: „Jeżeli jakaś Belieber nie akceptuje moich wyborów i decyzji, to nie ma prawa nazywać się prawdziwą Belieber”. Pod nim znajdowało się już 1000 odpowiedzi typu:
„Zawsze będziemy z Tobą”
„Akceptujemy twoje decyzje w 100%”
Spojrzałam na niego. Minę miał poważną.
- Nie chcę ich ranić, ale musiałem to napisać. Nikt nie będzie robił ci krzywdy!
- Czemu tak ci na tym zależy?
- Bo… Mówiłem, że jesteś wyjątkowa – chwycił moją rękę i zaczął się bawić moimi palcami. – Inna… Czuję się przy tobie lepszy – lekko się przysunął.
- Już to słyszałam – zaśmiałam się.
- Wiem – zbliżył swoją twarz do mojej. – Ale lubię to powtarzać – zaśmiał się.
Nasze nosy się stykały. Już Justin miał przysunąć do siebie nasze wargi, gdy nagle usłyszeliśmy:
- Suzie! Jesteśmy w domu!
DZIĘKI MAMO! GENIALNY MOMENT!

_________________________________________________________

Przepraszam, że musieliście tyle czekać! Problemy z weną i brak czasu ;/

Mmmmm.. prawie się pocałowali, ale znowu coś nie wyszło :p

środa, 8 maja 2013

Ten


***

- Mamo, spokojnieee...( Specjalnie przedłużyłam ostatnią literę, żeby mieć więcej czasu na wymyślenie dobrego kłamstwa. )
- Suzanne proszę Cię, streszczaj się bo chcemy z ojcem za 15 minut iść na wieczorną premierę do kina.
- Więc byłam w lunaparku z Eve, Kayrą, Michelem i Hubertem, jak mówiłam szłam ze znajomymi, no i ...
- Na zdjęciu jesteście sami. - Wtrąciła po cichu.
- Mamo, daj mi skończyć. Ty nie lubisz jak Ci przerywam, to nie rób drugiemu co Tobie nie miłe.-
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, że takie słowa mogą wypłynąć z moich ust (dość mądre jak na moje codzienne wypowiedzi do rodziców.)
-Więc już wracaliśmy do domu, Hubert w stronę metra, Eve i Kayra mieszkają obok siebie, a Michel został jeszcze na kolejce. Nagle przewróciłam się o nóżkę od stoiska z hot-dogami, która jak widzisz, też załapała się na zdjęcie. - Wskazałam palcem na nieszczęsny kołek, a mama przyjrzała się z bliska. - No i upadłam, zobaczył to ten chłopak i mi pomógł.
- To czemu on Cię tu obejmuje ?
- To chyba logiczne mamo. Pomógł mi wstać, moja kostka i kolano było tak obolałe, że musiał mnie dosłownie podnieść.
J-U-S-T-I-N   B-I-E-B-E-R  M-A   N-O-W-Ą    D-Z-I-E-W-C-Z-Y-N-Ę
Mama zaczęła literować pierwsze zdanie zaraz po nagłówku.
- Co na to powiesz Suzanne ?
- Mamo, to paparazzi. Oni wcisną nawet najbardziej zakłamany kit, byle by coś mieć na sławnych ludzi. A to w końcu jakiś Viever czy jak mu tam..
- Bieber córcia, Bieber. Nawet ja to wiem.
- Mamo.. słucham rapu, rocka nie takich bzdetów jak ... Co on właściwie śpiewa ?
- Pop. - Zaśmiała się i rzuciła gazetę na stolik do kawy. - Idź na górę, my wrócimy koło północy. Macie już wtedy obie spać ! - Przytuliła mnie mocno i szepnęła w ucho- Nie szalej z tym upadaniem na gwiazdy młoda.
Zaśmiałam się w duchu.
- Mamo.. idźcie już, bo się spóźnicie.
- Spojrzała na mnie spod włosów i mrugnęła. ( Na prawde dobra "przyjaciółka" z mojej mamy - bo tak siebie nazywałyśmy. )
Weszłam na górę, sprawdzając przez okno czy samochód nadal stoi na podjeździe, czy już wyjechali. Właśnie białe Suzuki odjechało, a ja mogłam sobie pozwolić na odpoczynek.
Zasłoniłam moje śliwkowe rolety, zapaliłam świece, i puściłam jakiś kawałek Papa Roach z mojej nowej płyty. Dzisiaj postanowiłam wykąpać się w wannie. Puściłam wodę, zakryłam odpływ korkiem, i poszłam po gumkę do włosów. Związałam je wysoko w koka, żeby się nie zmoczyły, bo włosy umyję jutro rano pod prysznicem, by były świerze przez dłuższy czas.
Do wody wrzuciłam musującą kulę. Płyn zabarwił się na pomarańczowo, a łazienkę wypełnił zapach brzoskwini. Rozebrałam się kładąc rzeczy pod zlewem, na koszu z brudnymi ciuchami, po czym wślizgnęłam się do wanny. Z wody wystawała mi tylko głowa, a całe ciało było zanurzone w pomarańczowej, pachnącej cieczy. Zaczęłam się zastanawiać co jutro założę, aż nie usłyszałam dzwoniącego telefonu. Zostawiłam go na komodzie w pokoju.
Aktualnie byłam w stanie "jestem w wannie, mam wszystko w dupie", więc znów układałam w głowie stylówki na następny dzień.
Woda zaczęła się ochładzać, a na nową nie było miejsca, bo by się przelała. Wyszłam, wytarłam ciało różowym ręcznikiem z Hello Kitty, chyba Katherine... Pokremowałam ciało kakaową ziają, włożyłam majtki i koszulkę.
Para wydobyła się z łazienki do mojego pokoju, a ja wybrałam piżamę grzebiąc w dolnej półce szafy. Włożyłam na siebie czarną, za dużą koszulkę, i krótkie fioletowe spodenki.


***


W łóżku zaczęłam przeglądać maila, jakieś nowe pytania na Ask'u.
- TY I JUSTIN ?! CZY TO PRAWDA ?!
- BOŻE SUKO ODDAJ NAM JUSTINA
- ON KOCHA BELIEBERS NIE CIEBIE

Łzy pojawiły się na powierzchni oczu, oślepiając mnie. Zaakceptowałam pytania - bo wyszłabym na idiotkę, odpisując każdemu - ok.
Zaczęłam się trzęść myśląc co jeszcze mogą mi zrobić jego fanki, i dobijały mnie myśli, że to dopiero początek. Zamknęłam klapę komputera, odłożyłam go pod łóżko, i wtuliłam się w poduszki i kołdrę. Nie mogłam pochamować łez, szczypały mnie oczy, i zaczęłam zaciągać nosem. Dla swojego dobra, ale pewnie też dla Justina, powinnam zerwać z nim kontakt. Tak będzie najlepiej.


Usłyszałam śmiech i głuchą rodziców, którzy właśnie weszli do domu. Zerknęłam na podświetlany zegarek na stoliku nocnym, było 30 minut po północy, a ja nadal nie zamknęłam oka.
Nie myślałam świadomie. Byłam wykończona. Nikt nigdy nie nazwał mnie tak chamsko, nie znając mojej osoby.  Byłam wdzięczna Justinowi za to, że nie zostawił mnie wtedy wśród dzikich fanek, narażając również siebie, ale i zła na los, że tak się to skończyło. Czy ja musiałam go poznać ? Czy musiał na mnie wylać picie ? Akurat on, właśnie na mnie.

____________________________________________________________________________


Wstałam koło 12, odsypiając wczorajszy dzień. Wstałam, a moje oczy były czerwone, całe w popękanych żyłkach. Bolała mnie szyja i kostka. Czułam się jednym słowem chujowo. Prysznic, te sprawy, bez żadnych emocji. Całkowicie potraktowałam to jako obowiązek, nie porę na relaks. Nie miałam na to czasu.
Chwyciłam iPhone, stojąc przy komodzie w samej bieliźnie, w mokrych włosach z których woda zsuwała się na podłogę.
Nieodebrane połączenie 7.
W dupie miałam to, kto dzwonił. Jedyne co teraz chciałam to napisać smsa do Justina.

Em, Hej Justin. Przepraszam, ale nie mogę się spotkać dzisiaj, jutro, ani w najbliższym czasie. Nie pytaj, nie pisz i nie dzwoń.

Kliknęłam wyślij, a moje oczy znów utonęły w ciepłych, słonawych łzach. Stracę go, dam radę. Będę silna, i się nie poddam. Wszystko wróci do normy.
Wrzuciłam na siebie legginsy w kropki, i dżinsową koszulę. Na dole czekało na mnie świeże pieczywo i serki. Zjadłam co trzeba i wyszłam się przewietrzyć. Wkładając słuchawki w uszy, klikałam "next" w odtwarzaczu. Last Resort, Breathe Carolyna, Never Say Never....

See I never thought that I could walk through fire
I never thought that I could take the burn
I never had the strength to take it higher
Until I reached the point of no return 

And there’s just no turning back
When your hearts under attack
Gonna give everything I have
It’s my destiny
I will never say never

Skąd to się tu wzięło ? Nie mam pojęcia, ale przysprawiło mnie o ciarki. Idealnie się do tego szło. Włożyłam okulary, i zaczęłam sobie wmawiać, że wcale nie go nie znam, a piosenka jest do kitu. "next" ....
Idealne słowo na moją sytuację. Chciałabym mieć taki obok siebie, żeby działał cuda...


NEXT.

środa, 1 maja 2013

Nine


Chciałam się teraz zapaść pod ziemię. Justin podniósł się szybko i energicznym ruchem poderwał mnie do góry. Moja kostka strasznie mnie bolała i dałam o tym znać chłopakowi. On szybko wziął mnie na ręce i pobiegła dalej, lecz jego wysiłki poszły na marne. Fanki zaalarmowane krzykiem paparazzich były już wszędzie. Okrążyli nas. Justin postawił mnie na ziemię, wyjął iPhone’a i wykonał połączenie.
- Kenny, słuchaj. Wpakowałem się w gówno. Mógłbyś przyjechać do lunaparku i mnie stąd zgarnąć? Paparazzi są wszędzie! – rozłączył się i spojrzał na mnie.
- Przepraszam – szepnęłam.
- Nie! To ja przepraszam. To przeze mnie jest to zamieszanie.
- Ale gdybym się nie wywróciła to zdążylibyśmy uciec.
- Tak ci się tylko wydaje. Miałem już wiele razy do czynienia z fankami i reporterami. Ich się nie da tak po prostu spławić.
W tym momencie kilka dziewczyn rzuciło się na Justina oddzielajac mnie od niego. Widać było, że chłopak jest na to dobrze przygotowany, bo zgrabnie je odepchnął. W tym momencie poczułam silne szarpnięcie za moją lewą rękę. Ktoś wciągnął mnie w tłum. Zaniepokoiłam się, ale kiedy pochwyciłam wzrokiem Justina, który był ciągnięty przez tą samą osobę, lekko się uspokoiłam. Mężczyzna wepchnął nas na tylnie siedzenia samochodu, który od razu rozpoznałam. Spojrzałam na siedzenie kierowcy.
- Hej Patrick. Miło mi cię znowu widzieć – uśmiechnęłam się.
- I wzajemnie.
Mężczyzna, który nas ciągnął wpakował się na miejsce pasażera.
- Justin, brachu. Popieprzyło cię do reszty? Masz szczęście, że byłem w okolicy, bo te laski mogły cię zjeść!
- Sory Kenny. Nie przemyślałem tego.
- Pora zacząć myśleć, młody.
Justin odwrócił się w moją stronę.
- Przepraszam, że zepsułem ci dzień. Chcesz wracać do domu?
- Żartujesz sobie? Było świetnie i chętnie będę to kontynuować.
Chłopak się uśmiechnął i zwrócił się do kierowcy.
- Patrick, zawieź nas na wzgórze.
Nie jechaliśmy długo aż samochód się zatrzymał. Justin wyskoczył z samochodu i przytrzymał mi drzwi. Podszedł do bagażnika, otworzył go i wyciągnął koc i koszyk.
- Zawsze wozisz takie rzeczy w samochodzie? – zapytałam.
- Miałem to zaplanowane. Myślałem, że sprawy potoczą się inaczej, ale cieszę się, że nie zważając na nic, mamy warunki do spełnienia tego punktu programu dzisiejszego dnia.
- To ile jest tych punktów?
- Zobaczysz – uśmiechnął się figlarnie.
Ruszyliśmy wydeptaną ścieżką wśród drzew. Byliśmy sami. Słychać było tylko śpiew ptaków i szum fal. Ale.. Czekaj.. JAK FAL? Nagle drzewa się przerzedziły. Ujrzałam widok zapychający dech w piersiach. Staliśmy na wysokim klifie, u podnóża skały woda obijała się o brzeg, słońce przyjemnie świeciło.
- Długo będziesz jeszcze tak stać? – odwróciłam się i zobaczyłam Justina siedzącego na rozłożonym już kocu. Podeszłam do niego i usiadłam obok.
- Pięknie tu – szepnęłam.
- Wiem – westchnął, zamknął oczy i odwrócił głowę w stronę słońca.
- Mogę o coś zapytać? Czemu właściwie mnie tu przywiozłeś?
- Wyjątkowe dziewczyny powinny zwiedzać wyjątkowe miejsca. A oto jedno z nich.
Zarumieniłam się. To dziwne, ale czułam się głupio, kiedy ktoś prawił mi komplementy. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu napawając się ciepłem.
- Jesteś głodna? – zapytał Justin, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Hmm.. Troszkę.
Chłopak sięgnął do koszyka i wyciągnął dwie kanapki. Jedną z nich podał mi. Odpakowałam ją. Mmmm! Z nutellą! Skąd wiedział, że ją uwielbiam? Wzięłam gryza i się rozpłynęłam. Ten orzechowo-kakaowy krem to moje błogosławieństwo. Uleczy każdą z ran.
- Smakuje ci? – zapytał Justin i ugryzł swoją kanapkę z szynką.
- Uhmuuuhhmmm – chciałam powiedzieć, że bardzo, ale z całą pełną buzią było ciężko.
Chłopak zaśmiał się i zbliżył swoją dłoń do mojej twarzy, żeby zetrzeć mi z policzka trochę czekolady. Znowu się zarumieniłam. Spojrzał mi głęboko w oczy. Rozpłynęłam się po raz kolejny. Po chwili wstał i ruszył w stronę drzew. Po minucie wrócił z gitarą w ręku.
- Ale.. Skąd? Jak? Eeee..
- Powiedzmy, że odwiedzam to miejsce od jakiegoś czasu – uśmiechnął się.
Usiadł obok mnie, wyjął kostkę i zaczął grać pierwsze akordy. Tej melodii nie znałam. Wsłuchiwałam się w nią w skupieniu. Chłopak zaczął śpiewać. To było cudowne!

If I was your boyfriend, I’d never let you go
I can take you places you ain’t never been before
Baby take a chance or you’ll never ever know
I got money in my hands that I really like to blow

Swag, swag, swag, on you
Chillin by the fire while we eatin’ founde
I dunno about me but I know about you
So say hello to falsetto in three, two, swag.

I’d like to be everything you want
Hey girl, let me talk to you

Dlaczego miałam wrażenie, że tą piosenką Justin mnie o coś prosił? Przerwał grę i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się i kontynuował.

If I was your boyfriend, never let you go
Keep you on my arm girl, you’d never be alone
I can be a gentleman, anything you want
If I was your boyfriend, I’d never let you go, I’d never let you go

So give me a chance, cause you’re all i need girl
Spend a week with your boy I’ll call you my girlfriend
If I was your man, I’d never leave you girl
I just want to love you, and treat you right

If I was your boyfriend, never let you go
Keep you on my arm girl, you’d never be alone
I can be a gentleman, anything you want
If I was your boyfriend, I’d never let you go, I’d never let you go

Skończył i odłożył gitarę na bok. Znowu na mnie spojrzał.
- I jak?
- Jest świetna!
- Napisałem ją dawno. W przypływie rozpaczy, w samotności. Nie kierowałem jej do nikogo, bo nie miałem do kogo. Ale teraz już wiem. Kiedy śpiewam ją tobie, czuję, że pasuje jak ulał.
Znowu się zarumieniłam. Co ze mną nie tak? Justin złapał mnie za rękę, a drugą położył na moim kolanie (tak samo jak to zrobił u siebie w domu).
- Nie wiem, co się ze mną dzieje. Przy tobie czuję się pełniejszy, weselszy, lepszy – przysunął się. – Czy kiedykolwiek będzie szansa to, o co prosiłem w piosence?
- Ehm.. Myślę, że….
W tym momencie telefon Justina zawibrował. Puścił moją rękę i podniósł telefon.
- Lepszego momentu nie mógł sobie znaleźć? – przeciągnął palcem po ekranie. – Hej Fredo! Co słychać? Na wzgórzu, a co? Nie, nie przyjeżdżaj! Nie jestem sam. Alfredo! Skoro nalegasz. – rozłączył się, odetchnął i spojrzał na mnie. – Alfredo będzie tu na 10 minut. Przepraszam, ale on nalegał, że chce cię poznać bla bla.
- W porządku. A kto to?
- Mój najlepszy przyjaciel. Właśnie wrócił z Europy. Mieliśmy się spotkać w domu, ale widocznie nie mógł czekać.
Wstałam, przeciągnęłam się i sięgnęłam po papierki po kanapkach. Podeszłam do koszyka i wrzuciłam je tam. Spojrzałam na słońce, powoli zachodziło.
- Suz?
- Hm?
- Nie odpowiedziałaś mi na pytanie – podszedł do mnie. – Byłaby szansa?
- Sądzę, że….
- SIEMA MŁODY!!!!!!!!! – zza naszych pleców rozniósł się czyjś krzyk.
Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka trochę od nas starszego w fullcapie, luźnej białej koszulce, spodniach ¾ i czarnych krótkich conversach. Justin podszedł do niego, a Fredo uśmiechnął się szeroko. Kiedy chłopak wypuścił Justina z uścisku, spojrzał na mnie.
- A ty jesteś..?
- Suzie. Miło mi – uśmiechnęłam się. Alfredo podszedł do mnie i zamknął w niedźwiedzim uścisku.
- To ty jesteś nową laską naszego małego Bieberka. Widziałem was w gazetach. W całej Europie o tym dudni – uśmiechnął się, a ja się zarumieniłam.
- Brachu, mówiłem ci żebyś nie wierzył temu, co wypisują w gazetach. Nie jesteśmy razem.
- JESZCZE nie jesteście. To tylko kwestia czasu – zaśmiał się Fredo. – Macie coś do żarcia, bo umieram z głodu?
Justin wyciągnął z koszyka jedną kanapkę i rzucił ją chłopakowi, a ten pochłonął ją w trzech kęsach i spojrzał na zegarek.
- Ej, słuchajcie. Robi się późno. Wracamy?
Oboje przytaknęliśmy i zaczęliśmy zbierać rzeczy. Kiedy szliśmy między drzewami do samochodu Alfredo, Justin złapał mnie lekko za rękę. Uśmiechnęłam się. Gdy już weszliśmy do auta poprosiłam o to żeby podwieźli mnie do domu. Wyjęłam iPhone i spojrzałam na wyświetlacz. 7 nieodebranych połączeń od Loli. Oddzwonię do niej jak wrócę.
- Jesteśmy na miejscu – dał mi znać Fredo. Pocałowałam Justina w policzek, rzuciłam „Cześć” Alfredo i wyskoczyłam z samochodu. Kiedy weszłam do domu, od razu poszłam do mojego pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i owinęłam głowę ręcznikiem. Zeszłam na dół po sok. Zobaczyłam rodziców siedzących na sofie i jakby na mnie czekających.
- No jesteś w końcu.
- Nie jest wcale tak późno.
- Gdzie byłaś?
- Mówiłam, że idę no lunaparku.
- A z kim tam byłaś?
- Ze znajomymi.
- To jak wyjaśnisz nam – mama przesunęła w moją stronę gazetę codzienną – TO???
Spojrzałam na przednią stronę i przestałam oddychać. Na stronie widniał wielki nagłówek „Nikt nie wie kim ona jest, a dali się razem przyłapać kolejny raz!”. Pod nim było ogromne zdjęcie mnie i Justina z lunaparku. To na, którym on mnie przytula żeby ukryć mnie przed paparazzi. Niestety moja twarz była bardzo wyraźnie widoczna.


_____________________________________________________

CZYTASZ = KOMENTUJESZ