CZYTASZ = KOMENTUJESZ
* wspomnienia są pisane kursywą *
Suzanne’s POV
Kiedy obudziłam się następnego ranka, od razu wróciły
wspomnienia wczorajszego pięknego wieczoru.
- Jesteś piękna.
Uwierz w to – wyszeptał Justin.
Zarumieniłam się.
Zawsze tak się działo, kiedy ktoś prawił mi komplementy.
Justin odsunął się ode
mnie i przejechał po mnie wzrokiem.
- Mmm.. Seksownie
wyglądasz.
- Podoba ci się? –
zapytałam i okręciłam się wokół własnej osi.
- Mhm – Justin usiadł
na łóżku i wyjął telefon z kieszeni. – Zrobię ci zdjęcie żebym mógł patrzeć na
ciebie kiedy tylko zechcę.
Zanim zorientowałam
się co powiedział, on już opuszczał iPhone’a i patrzył na wyświetlacz.
- Idealnie – mruknął.
– A tak na marginesie, gdzie są twoi rodzice?
- Siedzą w ogrodzie.
- I nie widzieli mnie
jak wchodziłem?
- Mam duży ogród.
Siedzą po drugiej stronie domu – zaśmiałam się. – Co robiłeś jak wyszedłeś ode
mnie?
- Pojechałem do domu,
wziąłem prysznic, obejrzałem jakiś mecz w telewizji. Nic specjalnego. A ty?
- Hmm.. Pojechałyśmy z
Lolą na zakupy..
- Ej ej ej.. –
przerwał mi. – Nie jesteście pokłócone?
- Jeżeli chodzi o
zakupy to resztę spraw zostawia się za sobą.
Justin zrobił
zdziwioną minę, wywrócił oczami, zaśmiał się i powiedział:
- Nigdy nie zrozumiem
dziewczyn.
Spojrzałam na zegarek.
Była 21:34. Podeszłam do komody, wyciągnęłam piżamę i ruszyłam w stronę drzwi
do łazienki.
- Hej! A ty gdzie?
- Idę wziąć prysznic,
bo już późno.
- Mogę się przyłączyć?
– puścił do mnie oko.
- Dupek – zaśmiałam
się i weszłam do łazienki. Rozebrałam się i odkręciłam wodę. Ciepły strumień
oblał moje plecy. Wspaniałe uczucie. Umyłam głowę brzoskwiniowym szamponem i
wyszłam na zimne kafelki. Ubrałam się szybko w piżamę, zawinęłam włosy w
ręcznik i wyszłam. Zastałam Justina leżącego na moim łóżku z zamkniętymi
oczami. Podeszłam do niego na palcach, po drodze rozwijając włosy z
ręcznikowego kokonu, nachyliłam się i wycisnęłam kosmyki nad jego twarzą.
Zerwał się na równe nogi, wycierając twarz.
- Co jest kurwa? –
krzyknął.
Nie mogłam powstrzymać
śmiechu, turlałam się po podłodze.
- To ty! – krzyknął
chłopak i rzucił się w moją stronę. Po chwili poczułam jego duże, ciepłe ręce
na moich bokach i brzuchu.
-
hahhahahahhahahhaahahhahahahhah. Przestań! Hahahhahhaha. Mam łaskotki!
- Wiem! Właśnie
dlatego cię łaskoczę!
Z oczu leciały mi łzy.
Próbowałam odciągnąć jego ręce od siebie. Bezskutecznie. Mój brzuch strasznie
bolał mnie już od śmiechu. Nie wiedziałam co zrobić. Do głowy wpadł mi jeden
pomysł. Rękoma przestałam odpychać jego dłonie, natomiast położyłam je na jego
twarzy i szyi. Spojrzałam głęboko w jego oczy. Przysunęłam moją twarz do jego.
Zdezorientowany Justin przestał mnie łaskotać przekładając swoje ręce na moje
plecy. Przysunął się bliżej, a ja z tego skorzystałam. W jednej sekundzie
zerwałam się na równe nogi i wskoczyłam na łóżko.
- Hahahaha! I kto jest
teraz lepszy? No kto?
- Dobra! Wygrałaś! –
zaśmiał się. – Ale to nie było fair!
- Wszystkie chwyty
dozwolone, kotku – puściłam do niego oko.
Wstał z podłogi,
podszedł do mojego biurka, wziął do ręki MacBook’a i skierował się w moją
stronę. Położył się obok mnie na łóżku, otworzył laptopa i kliknął w ikonkę
Internetu.
- Na jaki film masz
ochotę?
- Hmm.. Nie wiem.
Wybierz coś, ufam ci.
Justin wklepał coś na
klawiaturze i po chwili oglądaliśmy już Titanica. Wtuliłam się w ramię chłopaka
i parzyłam na młodą twarz Leonardo DiCaprio. Moje powieki stawały się coraz
cięższe.
Otworzyłam oczy z uśmiechem. Przeciągnęłam się, ale moja
ręka natrafiła na coś. Obróciłam głowę i ujrzałam śpiącą twarz Justina tuż obok
mojej. Znowu się uśmiechnęłam, ale po sekundzie włączyła mi się ostrzegawcza
lampka. Co by było gdyby rodzice teraz weszli do pokoju? A co jeśli już nas
widzieli? Nie, nie mogli. Obudziliby nas żądni wyjaśnień. Spojrzałam znowu na
Justina. Spał z jedną ręką za głową, a drugą opuszczoną wzdłuż ciała. Był bez
koszulki. Muszę przyznać, że jego klata wyglądała imponująco. Idealne rysy
kaloryfera, pachwin, ahhh! Chłopak mruknął coś przez sen i zmienił pozycję.
Kurcze! Taki ładny widok miałam. Spojrzałam na szafkę przy łóżku. Leżał na niej
zamknięty MacBook, a na podłodze koszulka Justina. Nie mogłam powstrzymać chęci
podejścia do niej i powąchania. Męskie perfumy i troszkę dymu papierosowego. W
połączeniu – idealny zapach. Odłożyłam ją na krzesło i spojrzałam na chłopaka,
który był odwrócony do mnie plecami. Patrzyłam na tatuaż w kształcie głowy
Indianina. Ciekawe, co oznaczał. Może kiedyś się dowiem. Poszłam do łazienki i
wzięłam prysznic. Umyłam zęby, uczesałam włosy i w ręczniku wyszłam do pokoju.
Zastałam Justina siedzącego na łóżku. Zjechał mnie z góry na dół wzrokiem,
przeczesał sobie włosy palcami, ułożył usta w rybkę i wywrócił oczami.
Zaśmiałam się. Wstał, podszedł do mnie, chwycił w talii i szepnął do ucha:
- Jesteś piękna.
Zarumieniłam się. Odsunął się ode mnie i spojrzał na moją twarz.
- Co? Przecież mówię prawdę!
- Ugh! Mogę się już ubrać? – spojrzałam na niego spod rzęs.
- Ale ja wolę ciebie taką.
- Ale ja nie. Przesuń się – powiedziałam, a on zrobił krok w
bok tworząc mi przejście w stronę szafy. Podeszłam do niej, wykopałam jakąś
bieliznę i wróciłam do łazienki. Ubrałam się szybko i spojrzałam w lustro. Moje
ciało, musiałam to przyznać, było idealne. Lubiłam siebie, całkowicie. W samym
staniku i majtkach wyszłam z łazienki. Justin słysząc dźwięk otwieranych drzwi
odwrócił się. Gdy mnie ujrzał zagwizdał.
- Mmm.. Kotku, bez tego ręcznika wyglądasz jeszcze lepiej.
Szkoda tylko, że nadal przykrywają cię małe kawałki materiału – podszedł do
mnie i zahaczył jednym palcem o moje ramiączko.
- Dupek, znowu! – wysyczałam mu w twarz, zaśmiałam się i
ruszyłam w stronę szafy po jakąś sukienkę. Przez cały czas czułam wzrok
chłopaka na moich pośladkach. To było miłe. Lubiłam się podobać płci
przeciwnej. Wybrałam białą asymetryczną sukienkę i założyłam ją na siebie.
- I jak? – odwróciłam się do Justina.
- Zanim ją założyłaś podobało mi się o wiele bardziej, ale
teraz też jest idealnie – uśmiechnął się tak szeroko, że pokazał przy tym całe
dwa rzędy swoich prostych białych zębów. Dopiero teraz zauważyłam, że nadal się
nie ubrał. Był w samych bokserkach. Starałam się nie patrzeć w tamtą stronę, bo
moje zboczone myśli brały wtedy górę. Muszę przyznać, że wszystko przedstawiało
się naprawdę okazale. Ugh! Dlaczego zawszę myślę tylko o jednym?
- Nie ubierzesz się? – założyłam ręce i uniosłam jedną brew.
- Widzę, że podobam się tobie w takim wydaniu, więc
odpowiedź brzmi NIE.
- Ubierz się – rzuciłam w niego koszulką.
Przeciągnął ją przez głowę i schylił się w poszukiwaniu
spodni. Znalazł je pod łóżkiem i równie szybko wciągnął na siebie. Przeczesał
włosy palcami i usiadł na łóżku.
- To co dziś robimy?
- Proponujesz coś?
- Liczyłem, że ty masz jakiś pomysł, ale jeśli nie to coś
mogę wymyślić.
Zaśmiałam się i zrobiłam krok w stronę łóżka w celu
pościelenia go gdy usłyszałam głos za sobą:
- Suzie kicia. Drzwi były otwarte i stwierdziłam, że…. O MÓJ
BOŻE! TO JUSTIN BIEBER!
___________________________
Na dźwięk tych słów obróciłam się w mgnieniu oka.
- Co ty tu….
- O mój boże! TO NAPRAWDĘ ON! – Lola zasłoniła usta rękoma.
W jej oczach widać było już łzy. Kolana się pod nią ugięły i upadła na podłogę.
- CO TY TU DO CHOLERY ROBISZ? – podeszłam do niej i
szarpnęłam za ramię.
- O boże, o boże, o boże.
- Odpowiedz mi!
Lola tylko się dusiła ze łzami w oczach. Spojrzałam na
Justina. Patrzył przerażony na dziewczynę leżącą na podłodze w takiej pozycji
jakby miał zaraz uciec. Rzuciłam mu przepraszające spojrzenie.
- Wstawaj do cholery jasnej! – szarpałam Lolę za ramię.
- Ale.. Ale.. – łkała. – On tam siedzi.. i.. i..
- To jest normalny człowiek! Mamy powtarzać naszą wczorajszą
rozmowę?
Dziewczyna otarła łzy wierzchem dłoni i powoli się
podniosła.
- Huuuuu – odetchnęła. – Już mi lepiej.
- Mam nadzieję – odwróciłam się w stronę Justina. Na twarzy
malowało mu się nadal zaskoczenie. – To jest Lola – zwróciłam się do niego.
- Hej – machnął w jej stronę ręką.
Dziewczyna znowu zasłoniła usta rękami, a w jej oczach znowu
zaczęły się zbierać łzy.
- O mój boże, o mój boże! On do mnie mówi. To nie może być
prawdą!
- Lola, wyjdź! Nie chcę żebyś tu była jeżeli masz się tak
zachowywać. Do widzenia! – popchnęłam ją w stronę drzwi.
- Niegrzecznie tak wyganiać – założyła ręce i spojrzała na
mnie z wyrzutem.
- To wyższa konieczność. Możesz zostać jeżeli się ogarniesz.
- Obiecuję.
Znowu spojrzałam na Justina. Wstał, ale kurczowo trzymał się
ramy łóżka gotowy do ucieczki.
- No to… Po co tu przyszłaś?
- Posiedzieć, pogadać. Ale widać masz już zajęcie.
- Czemu nie zadzwoniłaś?
- Jestem twoją przyjaciółką! Nie muszę dzwonić!
- Musisz.
Spojrzała na mnie zaskoczona i wywróciła oczami.
- Co się z tobą do cholery dzieje? Od kiedy go poznałaś
jesteś jakaś inna. On strasznie cię zmienił!
- Naprawdę będziemy powtarzać rozmowę z wczoraj? Usiądź
lepiej i się uspokój.
Lola usiadła na łóżku, a w tym samym momencie Justin
podniósł się energicznie i rzucił pod łóżko w poszukiwaniu butów. Wciągnął na
stopy granatowe supry i powiedział:
- To może ja lepiej już pójdę, a wy sobie pogadacie.
- Na serio musisz już wychodzić? Zostań! – błagała Lola.
- Odprowadzę cię do wyjścia. Tak będzie lepiej.
Wyjrzałam za drzwi żeby zobaczyć czy rodziców nie ma w
pobliżu.
- Idź za mną – szepnęłam do Justina.
Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy po schodach. Rozejrzałam się.
- Zostań tutaj – zwróciłam się do chłopaka i ruszyłam w
stronę okna wychodzącego na ogród. Rodzice z Kathy siedzieli tam i rozmawiali.
Wróciłam do Justina.
- Droga wolna, rodzice są w ogrodzie. Wyjdziesz głównym
wyjściem
Podeszliśmy do drzwi, a chłopak je otworzył.
- Szkoda, że tak wyszło. Będę tęsknił.
- Oj, idź już – zaśmiałam się.
Justin nachylił się i cmoknął mnie w policzek na pożegnanie.
Zrobił kilka kroków i odwrócił się żeby jeszcze mi pomachać. Odmachałam i
zamknęłam drzwi. Weszłam na piętro do Loli. Siedziała w tym samym miejscu.
- No tooo… Jesteście razem? – walnęła prosto z mostu.
- Eee.. Nie? – zawahałam się, bo sama nie znałam odpowiedzi
na to pytanie. Sądziłam, że raczej nie jesteśmy razem, bo Justin nie był dla
mnie nikim więcej niż dobrym znajomym. Te pocałunki nie znaczyły nic. Były
spontaniczne, ale nie z mojej strony.
- Nie jesteście? – Lola zdziwiła się. – Wiesz.. Nie każdy
znajomy zostaje u ciebie na noc.
- Skąd wiesz, że był na noc?
- Pomyślmy. Jest godzina 9:30, a on już u ciebie był. Do
tego siedział boso, a raczej nikt nie zdejmuje u ciebie butów po przyjściu.
- No był na noc, ale nie sądziłam, że zostanie. Oglądaliśmy
wieczorem film i zasnęłam. On zdecydował się widocznie zostać.
- Dobrze, wybaczam – zaśmiała się. – Zrobisz mi coś do
jedzenia? Przyszłam bez śniadania.
- Jasne. Chodź na dół.
Justin’s POV
Wyszedłem od Suzanne i ruszyłem w stronę drzew, między
którymi zostawiłem samochód. Czemu ta Lola musiała przyjść? Czemu musiała
wszystko zepsuć? A liczyłem, że ten dzień będzie idealny. Wsiadłem do auta,
odpaliłem silnik i wyjechałem na ulicę. Włączyłem radio. Leciała akurat moja
piosenka. Co za zbieg okoliczności. Jechałem podśpiewując sobie Never Say
Never, aż dojechałem do domu. Wyskoczyłem z samochodu, otworzyłem i drzwi i
wszedłem do środka. Coś było inaczej, coś się nie zgadzało. Na palcach zacząłem
się skradać w stronę salonu. Już miałem wyjrzeć zza rogu, gdy ktoś złapał mnie
za ramiona i przyciągnął do siebie.
- Siema brachu! – Alfredo ściskał mnie już naprawdę mocno.
- Gościu, nie rób tak więcej! Myślałem, że dostanę zawału.
- Sory. Ze Scooterem stwierdziliśmy, że zrobimy ci
niespodziankę.
- Scooter tu jest?
- Tak, na górze.
Lekko popchnąłem Fredo w bok żeby przejść. Kiedy byłem już
na piętrze, ruszyłem w stronę mojego pokoju.
- Scott?
- Cześć młody – mój menadżer siedział na krześle przy biurku
i wpatrywał się w jakąś kartkę z zainteresowaniem.
- Co to? – zapytałem.
- Kiedy to napisałeś? – Scooter zignorował moje pytanie.
Podszedłem i zajrzałem mu przez ramię. Trzymał kartkę, na
której był tekst do „Fall” napisanej dla Suz.
- A to! To nic. Napisałem to kilka dni temu w przypływie
inspiracji. To prywatne.
- Młody! To jest świetne. Zagraj mi to teraz!
Scott jest nieugięty więc musiałem robić co kazał.
Podszedłem do gitary i zacząłem grać mając w myślach przepiękną twarz Suzanne.
Nie wiedziałem, co do niej czułem. To skomplikowane. Jest wyjątkowa, to
wiedziałem na pewno. Śpiewałem z zamkniętymi oczami, z pasją. Nie zauważyłem,
kiedy Alfredo wszedł do pokoju.
If you spread your wings
You can fly awal with me
But you can’t fly unless you let ya,
Let yourself fall.
Odłożyłem gitarę na bok i otworzyłem oczy. Scooter i Fredo
wpatrywali się we mnie z podziwem.
- Stary, to jest epickie! – Alfredo poklepał mnie po
ramieniu.
- Justin, zabieram to i jedziemy do wytwórni. Musimy to jak
najszybciej nagrać.
Scott wstał i już prawie był przy drzwiach, kiedy dotarło do
mnie co powiedział.
- NIE!!! – krzyknąłem trochę za głośno.
Menadżer odwrócił się i spojrzał na mnie pytająco.
- Nie możemy tego nagrać – powiedziałem. – To jest prywatna
piosenka z serca. Napisana dla konkretnej osoby, a nie na produkt.
- Właśnie dlatego jest świetna. Wiesz ile na niej zarobimy?
- Czy pieniądze są najważniejsze? To jest moja piosenka i
nie zgadzam się na wydanie jej.
- Nie masz w tej chwili nic do gadania, dzieciaku. (Scooter zawsze mówi do Justina „KID”)
- Nie masz prawa zrobić tego bez mojej zgody.
- Podpisałeś umowę, mam prawo – Scooter odwrócił się i
chwycił za klamkę.
- Nie zaśpiewam – krzyknąłem za nim.
- W takim razie – znowu się odwrócił. – Będziesz musiał
zapłacić – w tym momencie podał mi kwotę tak wysoką, że zachłysnąłem się własną
śliną. – Czyli zrozumieliśmy się – uśmiechnął się z drwiną i wyszedł.
Kiedy próbowałem złapać oddech, podszedł do mnie Alfredo.
- Przykro mi stary – mruknął tylko te trzy słowa i ruszył za
Scooterem.
Patrzyłem jeszcze chwilę za nim, a następnie walnąłem się na
łóżko czując zbierające się w oczach łzy.
______________________________________________
Pewnie już zauważyliście (albo nie), że pojawiła się zakładka "Bohaterowie". Teraz możecie zobaczyć jak kto wygląda.
Piszcie w komentarzach jak wam się podobał rozdział.
Do następnego :***