środa, 16 lipca 2014

Nineteen

Obudziłam się rano we własnym łóżku. Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Wspomnienia wczorajszego dnia zaczęły napływać do mojej głowy. Cholera! Czemu po raz kolejny zasnęłam w jego ramionach? Czemu on tak na mnie działa? Jakby się dłużej nad tym zastanowić to chyba źle, że jego towarzystwo mnie usypia, ale nie przykładajmy do tego większej wagi. Kiedy postawiłam stopy na podłodze, przetarłam oczy i przeczesałam palcami włosy przyszła mi do głowy jedna myśl – jak znalazłam się we własnym pokoju? Do tego tylko w bieliźnie podkoszulku. Poszłam do łazienki żeby przemyć twarz wodą. Spojrzałam na swoje odbicie. Oczy miałam podpuchnięte a na głowie jeden wielki kołtun. Spryskałam włosy preparatem na rozczesywanie i zaczęłam walkę z kosmykami. Kiedy doprowadziłam się już do dopuszczalnego stanu, wróciłam do pokoju. Na szafce spostrzegłam kartkę, której, mogłam się założyć, nie było tam poprzedniego dnia. Podeszłam do niej i spostrzegłam to samo pismo co na paczce w serduszka, którą dostałam jakiś czas temu.

Znowu zasnęłaś na moim ramieniu.
Czy z Tobą wszystko w porządku, bo zaczynam się
trochę bać, że twój organizm
tak reaguje na moje towarzystwo haha
Nie martw się, od razu jak zobaczyłem, że odpłynęłaś
zaniosłem Cię do łóżka i szybko wymknąłem tylnym wejściem.
Zadzwoń jak się obudzisz.
J. xx
PS Nie martw się, nie napawałem się twoim widokiem
w bieliźnie ;) ‘rozebrałem Cię’, bo nie wytrzymałbym
z myślą, ze miałabyś się całą noc męczyć w ciasnych rurkach.

Po przeczytaniu liściku trzy razy chwyciłam telefon i wybrałam numer Justina.
- Witam śpiąca królewno – przywitał mnie miękki głos chłopaka. – Naprawdę dopiero się obudziłaś?
Dopiero po tych słowach spojrzałam na zegarek stojący na szafce przy łóżku. Dochodziła 13. Jezus Maria! Naprawdę tyle przespałam?
- Ehmm, no tak – odparłam zawstydzona. – Przepraszam, że ten wieczór skończył się tak jak się skończył. Obiecuję, że kiedyś postaram się nie zasnąć!
- Haha – usłyszałam jego śmiech w słuchawce. – No ja myślę! Bo jeżeli zawsze będziemy kończyć w tym punkcie to ten związek nie będzie zbyt porywający.
Chwila… Czy on naprawdę użył słowa ‘związek’?
- Suzie? Jesteś tam jeszcze? – po 10 sekundach z rozmyślań wyrwał mnie głos Justina.
- Tak tak. Emm.. Masz na dziś jakieś plany?
- Szczerze to nie, co jest dziwne przy moim stylu życia – znowu się zaśmiał. – Obrazisz się, jak przyjadę za pół godziny?
- Nie, tylne drzwi są otwarte.
- Nawet bez tych słów bym o tym wiedział – mruknął i zakończył połączenie.
Ok Suz, masz pół godziny za zebranie swoich zwłok w całość.
Po dwudziestu minutach byłam już umyta, umalowana, ubrana i gotowa do pokazania się publicznie. Poczułam burczenie w brzuchu i szybko przekalkulowałam czy zdążę przygotować sobie coś przed przyjściem Justina. Byłam w trakcie kończenia robienia kanapki kiedyś jakieś ręce owinęły się wokół mojej talii, a czyjaś głowa opadła na moje ramię.
- Co tu pysznego przygotowujesz? – Juss szepnął mi do ucha.
- Głodny jesteś? Tobie też mogę zrobić – zaśmiałam się i przełożyłam kanapkę na talerz.
- Jestem głodny, ale nie chodzi tu o jedzenie – trącił nosem moje ucho, a palcami zaczął zataczać kółka na moim brzuchu.
- Nie ma  pojęcia o co ci chodzi – zmieszana i z lekkim uśmiechem na ustach wyrwałam się z jego uścisku i usiadłam przy stole biorąc gryza mojej kanapki.
Chłopak oparł się tylko plecami o kuchenny blat i patrzył jak spożywam.
- Co się tak patrzysz? – zwróciłam się do chłopaka w połowie posiłku.
- To już nie mogę się nawet patrzeć? Pff, kobiety – prychnął ze śmiechem. – Nie zwracasz na nie uwagi to jest źle, patrzysz na nie to też jest źle. I weź tu je zrozum. – po wypowiedzeniu tych słów otworzył sobie lodówkę i wyjął sok pomarańczowy. Nalał sobie do szklanki i popijając usiadł naprzeciwko mnie.
- To jakie mamy plany na dziś? – mruknął.
- To my mamy jakieś plany? – odparłam otrzepując dłonie z okruszków i zanosząc talerz do zlewu. – Ja mam zamiar zostać dziś w domu, poleniuchować i popatrzeć jak rośnie trawa.
- Ambitne plany! Chętnie się przyłączę.
Weszłam po schodach do mojego pokoju, a Justin deptał mi po piętach jak cień. Usiadłam przy biurku, odpaliłam laptopa i zaczęłam przeglądać twitter’a. Chłopak w tym czasie rzucił się na łóżko i włączył telewizor. Zapatrzony w ekran nawet nie zauważył kiedy do niego podeszłam. Niczego nie świadomy chłopak nawet nie spodziewał się tego co miało za chwilę nastąpić. Rzuciłam się na niego i zaczęłam łaskotać po całym ciele. Przestraszony chłopak zaczął wywijać się na łóżku we wszystkie strony, krztusząc się ze śmiechu i krzyku, usiłując mnie złapać. Kiedy w końcu mu się to udało, rzucił mnie na plecy, załapał rękami nadgarstki, nogami zablokował mi nogi i przycisnął własnym ciałem, że nie mogłam się ruszyć. Utknęłam.
- Ładnie to tak atakować bez ostrzeżenia? – jego twarz była tak blisko mojej, że poczułam jego oddech na moich ustach. – Oj kochanie, będzie kara. – zaśmiał się.
Złapał moje obie ręce w jedną swoją, a drugą zaczął tym razem mnie łaskotać. Łzy popłynęły mi od panicznego śmiechu, ale chłopak nie przestawał i śmiał się razem ze mną.
- Justin przestań! Boże, proszę, przestań – krzyczałam.
- Przestanę pod jednym warunkiem.
- Wszystko! – wzdychałam pomiędzy kolejnymi atakami śmiechu. – Zrobię wszystko! Tylko proszę przestań już.
Chłopak puścił i zeszedł ze mnie. Usiadłam obok niego próbując uspokoić oddech.
- Gdybym był draniem to twoją deklarację ‘zrobię wszystko’ wykorzystałbym pewnie w jeden sposób.
Prychnęłam, a Justin się zaśmiał.
- Myślę jednak, że to czego chcę nie jest wielką sprawą.*
- No więc? – usiadłam przed nim na swoich kolanach podskakując jak małe dziecko.
- Pocałuj mnie, Suzanne.


*(it’s not a big deal w angielskim brzmi dużo lepiej… polski ssie)



Rozdział krótszy, ale dodany po dwóch dniach. Brawa dla mnie!
Mam ostatnio dużo chęci do pisania i przypływy inspiracji. Zastanawiam się czy nie wprowadzić do opowiadania innych sławnych osób (np. z 1D, 5sos, The Vamps i innych solowych wykonawców). Pomyślę nad tym.
A tymczasem do następnego ;)


poniedziałek, 14 lipca 2014

Eighteen

O nie! Austin tego pożałuje! Czułam jak narasta we mnie wściekłość. Kopnęłam kosz na śmieci i wszystko wysypało się dookoła. Nie zważając na to, powtórzyłam tę czynność jeszcze kilka razy robiąc jeszcze większy bałagan w kuchni.
- Kurwa! Kurwa! Kurwa! Ku-u-u – po chwili moja wściekłość przerodziła się w rozpacz. Upadłam na podłogę i zaczęłam głośno szlochać. Dławiłam się własnymi łzami leżąc pośród wyrzuconej zawartości kosza. Łzy spływały mi po policzkach, łkałam i po prostu leżałam. Po chwili doszłam do wniosku, że muszę usłyszeć znajomy głos, który doda mi otuchy. Wstałam, otrzepałam się i sięgnęłam po telefon. Otarłam łzy z oczu żeby lepiej widzieć i dotknęłam ikonki połączenia.
- Halo? – usłyszałam słaby i dobrze mi znany głos w słuchawce.
- Lola?
- O boże, Suz. Co się stało?
- Ni-ic – załkałam do telefonu. – Chciałam tylko usłyszeć twój gło-os.
- Nie kłam. Wiem kiedy to robisz. Poza tym, słyszę, że płaczesz. Jesteś w domu?
- Ta-ak..
- Będę za 10 minut. Nigdzie się nie ruszaj – moja przyjaciółka rozłączyła się, a pode mną ugięły się kolana. ‘A gdzie niby miałabym pójść’ pomyślałam. Nie wiem czemu tak reagowałam na to wszystko ale tak wyszło. Wydawało mi się, że minęła minuta kiedy drzwi nagle się otworzyły. Z twarzą przy podłodze zobaczyłam czarne szpilki w progu.
- O mój boże, Suz! – Lola podbiegła do mnie i chwyciła w ramiona. – Kochanie, co się stało? Boże święty, jak ty wyglądasz!
Spojrzałam na nią. W jej oczach widać było troskę i coś jeszcze, ale nie wiem dokładnie co. Zamrugałam trzy razy i przytuliłam ją mocno.
- Lola, przepraszam.
- Za co?
- Za wszystko. Za wszystkie te złe rzeczy, które ci zrobiłam. Za wszystkie sytuacje kiedy nie powiedziałam ci prawdy, kiedy cię okłamałam. Za wszystko! Tylko proszę, nigdy nie odwracaj się ode mnie, to będzie za bardzo bolało. Proszę!
- Czemu miałabym to robić, Suzanne? Przecież wiesz, że za bardzo cię kocham, głuptasku. Tylko dlatego płaczesz? Bo wyobraziłaś sobie to, że się zostawiam?
- Nie… Nie zupełnie. Oj Lol! Jestem idiotką, jestem wielką idiotką. Nie ma głupszej osoby na świecie! Najpierw robię, później myślę. Cze-e-emuuu – łzy trysnęły z moich oczu nowym strumieniem.
Moja przyjaciółka nic nie powiedziała. Pogłaskała mnie po głowie i wstała.
- Przyniosę ci chusteczkę – powiedziała i odeszła w stronę kuchni.
Nie minęła minuta kiedy usłyszałam krzyk:
- Cholera jasna! Ja pierdolę, Suz! Co tu się stało???
Dopiero po chwili doszłam do wniosku, że pewnie zobaczyła bałagan w kuchni. Wstałam i poszłam w jej stronę. Moja przyjaciółka właśnie podnosiła kosz i wrzucała śmieci z powrotem.
- Co to? Od kogo? Czemu to leży w śmieciach? – wyciągnęła w moją stronę rękę z kwiatami od Austina. Nie były w dobrym stanie.
- To A-a-a-austiiiin – i kolejny potok łez. Czy one nigdy się nie kończą?
- Coooo? – Lola spojrzała na mnie z niedowierzaniem. – Austin? Ten sukinsyn? Co on robi w Los Angeles?
- Wrócił.
- Kiedy?
- Kilka dni temu. Nie pamiętam kiedy dokładnie.
- I dlatego płaczesz? – spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Oj Lol, to nie o to chodzi. Jestem po prostu głupia! Mam szansę na idealnego chłopaka, którego pożąda wiele dziewczyn na świecie. Szansa jest tak blisko, a ja oczywiście muszę wszystko spierdolić…
Lola spojrzała na mnie pytająco. Musiałam jej wszystko opowiedzieć. Prędzej czy później i tak by to ze mnie wyciągnęła.
- Byłam na kolacji z Justinem i…
- Bieberem??? – spojrzała na mnie z  błyskiem w oczach.
- Tak – Lola, jęknęła. – Nie przerywaj mi proszę, bo nie dowiesz się o co chodzi.
Moja przyjaciółka pokazała gest zawiązywania ust.
- Byłam na kolacji z Justinem. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że naszym kelnerem okazał się Austin. Kiedy go zobaczyłam cos mnie tknęło. Może fakt, iż to była nasza restauracja, nie wiem. W każdym razie, poszłam za nim do kuchni. Znalazłam go i chciałam porozmawiać, ale nie wiem co we nie wstąpiło. Pocałowałam go, Lola, pocałowałam! Nie wiem czemu! – łzy pojawiły się w moich oczach już nie wiem, który raz tego dnia. – Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam. Wybiegłam z restauracji, a Justin wybiegł za mną. Pytał się o co chodzi, ale mu nie powiedziałam. Bo co miałabym mu powiedzieć? ‘Jem z tobą kolację, ale w międzyczasie wychodzę do kuchni żeby przelizać się z kelnerem’? Płakałam w jego ramię cały czas. Po tym pewnie nie będzie chciał mnie znać.
- Oj Suz. Nie wiem co mam teraz powiedzieć. Zatkało mnie. Powalił mnie fakt, że pocałowałaś Austina. Będąc jednocześnie na randce z Justinem Bieberem! Taka szansa! Co on ci mówił, jak wracaliście do domu?
- Pytał się, co się stało, czemu płaczę, głaskał po głowie, trzymał mnie za rękę. Troszczył się po prostu.
- O kochana! A co jeżeli mu się spodobałaś?
- Jak ‘co jeżeli’? Nie będzie chciał mnie znać jak się dowie.
- Ale na razie nic nie wie. Więc ciesz się chwilą! Chwytaj póki masz okazję! Jejciu, ale ci zazdroszczę – spojrzała na mnie z podnieceniem w oczach. – A teraz posprzątajmy ten burdel, który tu zrobiłaś. Chyba nie chcę wiedzieć co tu się stało – uśmiechnęła się i po chwili zbierałyśmy już śmieci z podłogi.


20 minut później kuchnia była czysta, błyszcząca i pachnąca. Umyłyśmy z Lolą podłogę i blaty. Zadowolone z naszego dzieła zrobiłyśmy sobie popcorn i usiadłyśmy przed telewizorem. Włączyłyśmy jakiś film i śmiejąc się oraz rozmawiając oglądałyśmy go. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk nadchodzącej wiadomości. Wzięłam iPhone do ręki i przeczytałam:

Od. Justin
Jesteś w domu?

Szybko wklepałam odpowiedź:

Do: Justin
Tak

Usiadłam z powrotem obok Loli, wzięłam garść popcornu i zaczęłam myśleć, czemu do mnie napisał. Ostatnio jak mnie widział, nie byłam w dobrym stanie. Spoglądałam co chwilę na mój telefon, milczał. Justin nie odpisał. O co mu chodziło? Pół godziny później usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
- Ciekawe kto to. Pójdę otworzyć – rzuciłam do Loli.
- Pewnie pizza. Zamówiłam ją 15 minut temu. Powinna już być.
Podeszłam do drzwi, przekręciłam klucz i otworzyłam je na oścież. Na progu stał Justin z pudełkiem pizzy.
- Hej – powiedział i obdarzył mnie idealnym uśmiechem. – Spotkałem dostawcę pod drzwiami. Zapłaciłem, mam nadzieję, że się nie gniewasz? Wybacz, że wpadam tak, bez zapowiedzi, ale musiałem sprawdzić czy wszystko już z tobą w porządku. Jesteś sama?
- Tak… To znaczy nie! Jest Lola – zatkało mnie kiedy zobaczyłam go w wejściu więc nie umiałam skleić logicznego zdania.
- Ah… Mogę wejść? – spojrzał na mnie pytająco z rozbawieniem w oczach.
- Tak tak – przesunęłam się, żeby zrobić mu miejsce.
- Suz, co tak długo. Umieram z głodu – usłyszałam głos przyjaciółki dochodzący z salonu, a po chwili dźwięk podnoszenia się z kanapy i kroki. – Co ci zajmuje tyle cza… O mój boże! – Lola nie dokończyła zdania, bo zobaczyła Justina. Zasłoniła sobie usta dłonią, a w oczach miała niedowierzanie.
- Lol, spokojnie. Musisz przywyknąć, proszę.
- Przywyknąć? – chłopak podniósł brwi. – Czyli masz zamiar zapraszać mnie częściej?
- Nic takiego nie powiedziałam.
- Zaprosiłaś go i nic mi nie powiedziałaś? – Lola otrząsnęła się lekko z szoku.
- Nie zapraszałam go. Otwierałam drzwi będąc pewna, że to dostawca pizzy.
- To co tam ciekawego robicie, dziewczęta?
- Oglądamy film! Dołączysz się? – Lola wyrzuciła z siebie trochę za szybko.
- Jasne! W końcu zapłaciłem za tą pizzę, więc powinienem dostać chociaż kawałek – Justin uśmiechnął się szeroko, a ja zamknęłam drzwi i ruszyłam do kuchni.
Byłam zdenerwowana faktem, że Justin wpadł bez ostrzeżenia i nie mogłam się na to psychicznie nastawić po tym co zrobiłam w restauracji. Jednak moje zdenerwowanie przykrywało teraz zażenowanie moją przyjaciółką, która latała wokół chłopaka jak natrętna mucha i co chwilę coś wykrzykiwała albo popiskiwała. Kiedy Juss w końcu się od niej uwolnił i usiadł na krześle naprzeciwko mnie miał rozbawioną minę.
- Ona ma tyle energii co 5-latek – powiedział patrząc na Lolę. – Ona zawsze się tak zachowuje?
- Nie, ta sytuacja jest wyjątkowa. Wiesz, nie codziennie światowej sławy bóg seksu wbija ci do domu nieproszony.
- Czy ty właśnie stwierdziłaś, że jestem seksowny? – rzucił mi zalotne spojrzenie.
- Nie łap mnie za słowa – rzuciłam w niego ścierką, którą akurat trzymałam w ręce. – Powiedziałam tak, bo wszystkie twoje fanki tak uważają, a Lola jest jedną z nich więc…mówiłam tak jakby w jej imieniu.
- Szkoda – spuścił oczy na swoje dłonie. – Ale co ja się będę martwił jedną dziewczyną, która nie uważa mnie za boga seksu skoro pół ludzkości na mnie leci – zaśmiał się, a ja rzuciłam mu piorunujące spojrzenie. – Hej hej! Tylko żartuję.
Nie mogłam się na niego gniewać kiedy rzucał mi to uwodzicielskie spojrzenie spod gęstych rzęs.
- Nie chcę wam przerywać jakże interesującej rozmowy, ale pizza stygnie, a wiesz Suz jak bardzo nie lubię zimnej pizzy.
- Okej, Lola – Justin wstał z krzesła. – Zgłodniałem trochę. Pokaż mi salon.
Kiedy odchodzili zastanawiałam się z jakiej racji mi, przeciętnej dziewczynie, niezbyt pięknej, nieciekawej przytrafiło się tyle szczęścia w postaci wspaniałej przyjaciółki, która wzbudzała pożądanie u wielu mężczyzn oraz chłopaka (nie wiem jak określić to co nas łączyło), który był odwzorowaniem Loli, ale płci przeciwnej. O nieeee! Oni zdecydowanie nigdy nie powinni być razem. Świat nie zniósłby takiej eksplozji idealności, popularności i seksapilu.
- Suz, żyjesz? – usłyszałam krzyk przyjaciółki z salonu. – Zaraz nic ci nie zostanie!
- Tak tak, już idę – odpowiedziałam jej i odłożyłam szklankę, którą wycierałam od 10 minut (robię to zawsze jak jestem zdenerwowana).
Kiedy szłam korytarzem usłyszałam tylko śmiech obojga z moich gości. ‘Nie zasługuję na to’ pomyślałam. Zatrzymałam się na rogu żeby na nich popatrzeć. Justin odgryzał kawałek pizzy kiedy Lola cos bardzo energicznie mu opowiadała. Z ciastem z ustach zaczął się śmiać, oparł się plecami o sofę i złapał za brzuch, jednocześnie zasłaniając usta żeby nie opluć blondynki. Moja przyjaciółka też się śmiała nadal mocno gestykulując i udając jakąś postać, której nie mogłam rozszyfrować. Kiedy chłopak lekko się uspokoił, otarł wierzchem dłoni usta i odwrócił się w moją stronę. Na jego ustach z powrotem pojawił się szeroki uśmiech.
- Suzanne, nareszcie. Już myślałem, że coś cię zjadło po drodze. Siadaj z nami.
Ruszyłam w jego stronę i klapnęłam na miejscu obok.
- Lola właśnie opowiadała mi historię jak źle się poczułaś w szkole i oplułaś nauczycielkę. A kiedy ci nie pozwoliła wyjść do toalety to na nią zwymiotowałaś. Jej parodia reakcji tej kobiety doprowadziła mnie do łez!
Rzuciłam Loli zabójcze spojrzenie. Czy ona próbowała mnie upokorzyć w oczach Justina?
- Dziękuję, przyjaciółko – rzuciłam krótko. – Ta historia jest idealna do opowiadania podczas jedzenia pizzy w miłej atmosferze!
- Oj Suz, nie gniewaj się – mrugnęła do mnie. – Ty byś mu o tym nie opowiedziała, a sądziłam, że powinien poznać cię z każdej strony.
- To nie było zabawne, Lola. Ja się nie śmieję! Próbujesz mnie upokorzyć? Pokazać z jak najgorszej strony? – miałam łzy w oczach. – Będzie lepiej jak już sobie pójdziesz.
- Hej, Suz, spokojnie. Ona przecież nic nie zrobiła. Chciała być miła, nic poza tym – Justin pogłaskał mnie po ramieniu.
- Nie! Nie znasz jej! Ona zawsze ma ułożony plan, ukryty cel w tym co robi! To nie jest pierwszy raz kiedy obrała taką taktykę.
Lola była w szoku, ale nawet mnie to nie wzruszyło. Wstała z fotela i dumą na twarzy, którą próbowała zakryć upokorzenie wyszła z pokoju.
- Miło było cię poznać, Justin – rzuciła tylko w stronę chłopaka i zamknęła za sobą drzwi.
- Chyba trochę przesadziłaś – mruknął zszokowany Justin.
- Proszę cię, nie mówmy o tym. Teraz mam tylko ochotę napić się wódki. Idziemy do baru? – odparłam z westchnięciem.
- Wiesz Suz… Ja tak po prostu nie mogę… Hmm… Nie zrozum mnie źle…
- Rozumiem, nie masz ochoty ze mną nigdzie wychodzić. Na naszych dwóch ostatnich spotkaniach pokazałam na co mnie stać i nie zdziwię się jak teraz wyjdziesz. Droga wolna, uciekał póki możesz – coraz więcej łez zbierało się w moich oczach.
- Nie! – szybko zaprotestował. – Nie o to mi chodziło! Chodzi o to, że…jeżeli ja sobie teraz wyjdę do pubu i zaleję w trupa z tajemniczą dziewczyną, o której trąbią teraz media to jutro znajdziemy się na pierwszej stronie wielu gazet. A tego chcę uniknąć.
- Aaaa… przepraszam – moja twarz zmieniła kolor na czerwony. – Jeju, wybacz. Ja umiem wszystko spieprzyć. Mówię zanim pomyślę. – łzy w końcu znalazły drogę ucieczki spod moich powiek.
- Możemy po prostu posiedzieć na tej kanapie w ciszy. Sądzę, że tak będzie lepiej, uspokoisz się wyciszysz – objął mnie ręką w talii i przyciągnął do siebie tak, że moja głowa opadła na jego tors.
- Dziękuję, że tu nadal jesteś. Każdy inny facet uciekłby już dawno daleko stąd.
- Ja nie jestem jak każdy inny.

Po tych słowach głowa zaczęła mi ciążyć, powieki opadać i nie zauważyłam kiedy zapadłam w sen w ramionach chłopaka o którym kiedyś mogłam tylko pomarzyć.

----------------------------------------------------------------

Rozdział dłuższy i dodany po dłuuuugiej przerwie, ale nawał wszystkiego spadł mi na głowę + brak weny. a z racji tego, że są wakacje to mam dużo czasu i tworzę to co tu widać oraz inne rzeczy. mam nadzieję, że rozdział sie podobał i postaram się wstawić kolejny w mniejszym odstępie czasowym 

xx