Założyłam twittera dla naszej kochanej Suzanne. Z tego konta będę informować o nowych rozdziałach ;)
TWITTER SUZANNE <klik>
POJAWIŁA SIĘ TEŻ ZAKŁADKA 'INFORMOWANI'. JEŻELI CHCESZ ŻEBYM CIĘ INFORMOWAŁA WPISZ TAK SWOJĄ NAZWĘ TWITTER'A ;)
sobota, 24 sierpnia 2013
wtorek, 13 sierpnia 2013
Fiveteen
CZYTASZ = KOMENTUJESZ (to ważne, proszę!)
*wspomnienia są pisane kursywą*
Suzanne POV
Wieczorem, przed zaśnięciem, myślałam o Justinie. Zobaczyłam
w nim coś nowego, innego niż dotąd. Nie wiem co to było, ale podobało mi się.
Kiedy odsunęliśmy się
od siebie, chłopak spojrzał głęboko w moje oczy i szepnął:
- Dziękuję, że szłaś
wtedy tamtą ulicą. I dziękuję, że kupiłaś ten koktajl. Gdyby nie to, to nigdy
nie poznałbym tak wspaniałej dziewczyny jak ty.
- Ehhh, nie ma za co?
– zupełnie nie wiedziałam co miałam powiedzieć w tej chwili.
Justin tylko się
zaśmiał
- Jesteś urocza kiedy
tak się rumienisz i wpadasz w zakłopotanie.
Moje policzki pewnie w
tym momencie zrobiły się jeszcze bardziej czerwone niż były. On znowu się
zaśmiał, spojrzał na moje dłonie, chwycił jedną z nich, splótł nasze palce i
pociągnął mnie w stronę drzwi.
- Chodź, zjemy coś.
- Podobno nie jesteś
głodny.
- Zmieniłem zdanie.
Weszliśmy do ogromnej
kuchni Justina i od razu zabraliśmy się za robienie naleśników. Sięgnęłam po
mleko i jajka do lodówki, a Justin wyciągnął mąkę i patelnię z szuflad. Po 15
minutach posiłek był już gotowy i usiedliśmy aby go skonsumować. Ta czynność
poszła nam o wiele szybciej, bo już po 5 minutach po pancake’ach nie było już
śladu. Zadowolona z faktu, że napełniłam żołądek wytarłam usta w serwetkę i
wstałam od stołu. Chłopak wpakował talerze do zmywarki i zwrócił się do mnie:
- Masz ochotę na jakiś
film?
Pokiwałam tylko głową
i ruszyłam w stronę salonu. Zastałam tam Alfredo oglądającego jakiś mecz
baseball’a. Gdy usłyszał moje kroki, odwrócił się.
- No co ja tu widzę?
Uśmiech? Czyli wszystko już w porządku?
- W jak najlepszym –
zaśmiałam się.
- Stary – Justin
wyminął mnie. – Będziemy z Suz oglądać film więc…
- Czaję, mam się
wynosić na górę – wywrócił oczami i się zaśmiał.
- Chciałem to ująć
grzeczniej, no ale skoro już to powiedziałeś to TAK.
- Miłego seansu,
papużki – szturchnął lekko Justina i mrugnął do mnie.
- Siadaj Suz – Juss
pokazał mi ręką sofę. – Co chcesz obejrzeć?
- A jaki mam wybór?
- Możemy obejrzeć
wszystko na co masz tylko ochotę.
- Ehh.. Nie wiem! Ty
coś wybierz.
- W takim razie coś
wylosuję – wziął pilota do ręki, zamknął oczy i przycisnął palcem przycisk
przesuwania w prawo. Chwilę tak stał aż w końcu filmy się zatrzymały. – Hmm,
Rzymskie Wakacje. Co ty na to?
- Spoko – uśmiechnęłam
się do niego, a on usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem. Oparłam głowę o
jego tors kiedy on klikał przycisk PLAY. Siedzieliśmy w spokoju 2 godziny
wpatrzeni w Audrey Hepburn na ekranie. Kiedy film się skończył usiadłam prosto,
przeciągnęłam się i spojrzałam na zegarek.
- Już ósma. Powinnam
się zbierać.
- Odwiozę cię.
- Nie ma potrzeby –
wstałam i chwyciłam torebkę gotowa do wyjścia.
- Nie będziesz wracała
sama wieczorem autobusem. Może ci się coś stać – Justin też wstał, podszedł do
komody i wyciągnął kluczyki od samochodu. – Zapraszam, BieberMobil już czeka.
Zaśmiałam się szybko i
przeszłam przed drzwi, które wskazał mi Juss. Zaparło mi dech w piersiach na
widok czterech bardzo pięknych i pewnie bardzo drogich samochodów.
- Co jest, shawty?
Nigdy nie widziałaś Lamborghini?
- Widziałam, jasne, że
widziałam!
- To wsiadaj do tego
srebrnego, a ja jeszcze skoczę po kurtkę.
Podeszłam do
pierwszego auta i otworzyłam drzwi. Schyliłam się żeby wsiąść, ale nagle
poczułam ogromny ból w czole. No tak! Ja niezdara musiałam przywalić głową przy
wsiadaniu. Potarłam czoło i usiadłam na fotelu. Chwilę później Justin do mnie
dołączył, odpalił silnik i wyjechał z garażu. Jechaliśmy w ciszy. Co jakiś czas
czułam, że chłopak na mnie spogląda, ale nie dałam po sobie poznać, że to
zauważam. Po 20 minutach byliśmy już na miejscu. Ostrożnie otworzyłam drzwi i
powoli wysiadłam z pojazdu.
- Dzięki za podwózkę
i.. ehm… do zobaczenia?
- Tego jestem pewien,
piękna – puścił do mnie oko i odjechał.
Wypuściłam gwałtownie
powietrze z ust. Co się ze mną dzieje? Otrząsnęłam się po chwili i sięgnęłam do
torebki w poszukiwaniu kluczy. Wsadziłam je do zamka i chciałam przekręcić,
lecz poczułam, że drzwi są już otwarte. Rodzice pewnie wrócili już do domu.
Weszłam żwawo do holu, rzuciłam klucze na komodę i ruszyłam w stronę salonu.
Zastałam tam mamę czytającą książkę. Gdy usłyszała moje kroki podniosła wzrok
znad lektury i spojrzała na mnie.
- Gdzie byłaś Suzie?
- Pojechałam do
galerii handlowej – musiałam skłamać, bo obiecałam rodzicom, że nic nie łączy
mnie z Justinem.
- Sama? – spytała z
niedowierzaniem.
- Tak.
- Czemu nie masz ze
sobą żadnej torby?
- Nie znalazłam nic
zadowalającego.
Mama tylko się
zaśmiała i wróciła do czytania książki. Weszłam po schodach do swojego pokoju,
zdjęłam buty, rzuciłam torbę na łóżko, związałam włosy w kucyk i napuściłam
wodę do wanny. Odprężająca kąpiel to coś na co miałam ochotę. Zanurzyłam się w
wodzie pełnej kolorowej piany i miliona zapachów. Wyszorowałam całe ciało
mocno, aż do czerwoności i wyszłam z gorącej kąpieli. Zakręciło mi się w głowie
od zbyt szybkiego wstania. Owinęłam ciało w ręcznik i spojrzałam w lustro.
Uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z łazienki. Wzięłam do ręki iPhone i
sprawdziłam aktualności na instagramie. Kolejne lajki, kolejne followy. Nic
interesującego. Lola wstawiła nowe zdjęcie. Można było się z niego dowiedzieć,
że była dzisiaj w aquaparku ze starszym bratem. Odłożyłam telefon i zajrzałam
do szafy. Założyłam pierwsze lepsze dresy, bluzkę bez rękawów i cieplutkie
skarpetki. Włączyłam mojego MacBook’a i weszłam na facebook’a. Nudy, nudy,
nudy. Moje życie jest nudne! Zeszłam na dół, nalałam sobie soku porzeczkowego i
usiadłam przed telewizorem. Kończyłam akurat oglądać jeden odcinek Skins’ów,
który akurat leciał na jakimś kanale, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Kto
to może być o tej porze? Przeszłam przez korytarz, wzięłam klucz do ręki i
otworzyłam drzwi. Na progu stała
ostatnia osoba, której bym się spodziewała. Austin.
- Witaj kotku. Kopę
lat! – krzyknął i przytulił mnie mocno, a ja tylko wydałam z siebie długi i
głośny jęk.
________________________________________________________
Rozdział krótszy niż reszta, ale był pisany na szybko, bo druga autorka ZNOWU zawiniła i musiałam wziąć ten ciężar tylko na siebie.
Długo czekaliście z powodu wymienionego wyżej. wybaczcie, postaram się coś z tym zrobić.
Jak na razie....
komentujcie
i
DO NASTĘPNEGO ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)