poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Seven

CZYTASZ = KOMENTUJESZ (chcę widzieć ile osób to czyta i czy warto dalej pisać). Dla Was to sekunda, a dla mnie bardzo wiele ;)


Wiele dziewczyn dałoby się zabić żeby choć dotknąć ściany tego budynku. A ja tu byłam. I to z samym Justinem. O boże!
- Wszystko w porządku? – zapytał chłopak zdejmując buty.
- Tak, tak – musiałam bardzo ambitnie wyglądać rozglądając się wokoło z otwartymi ustami. Poszłam w ślady Justina i też zdjęłam buty. Chłopak spojrzał na mnie i wskazał mi wejście głębiej do domu. Zrozumiałam, że kazał mi pójść dalej. Zrobiłam kilka kroków, a on ruszył za mną. Weszłam do ogromnego salonu. Wszystko wyglądało tu na drogie: trzy kanapy z białej skóry, wielka plazma na ścianie, kryształowy żyrandol, dwie konsole do gier.
- Chcesz coś zjeść?
- Eeee… - w tym momencie poczułam lekkie burczenie w brzuchu. – Mhm.
Justin zaprowadził mnie do kuchni, która była równie duża i designerska jak salon. Otworzył lodówkę i zajrzał do środka.
- Hmmm. Mogę ci zaoferować…
- Zjadłabym naleśniki – wypaliłam bez namysłu. Od razu zrobiłam się czerwona.
- Naleśniki? Uwielbiam je! – wyjął z lodówki składniki, sięgnął do szuflady po patelnię, miskę i blender. Zmieszał wszystko ze sobą i zaczął smażyć. Cudowny zapach rozniósł się w pomieszczeniu.
- Z czym chcesz je zjeść? – zapytał przewracając naleśnika na drugą stronę.
- Uhm. Masz dżem malinowy?
Uśmiechnął się i sięgnął do lodówki po słoik. Wyjął dwa talerze, sztućce i postawił na blacie. Podał mi dżem i talerz z naleśnikami. Nałożyłam sobie dwa (żeby nie pomyślał sobie, że jestem jakimś żarłokiem – którym niestety jestem), posmarowałam je dżemem i zaczęłam jeść. Przez cały posiłek Justin mi się przyglądał.
- Ubrudziłam się?
- Nie, nie. To może zabrzmieć dziwnie, ale wyglądasz ślicznie jak jesz.
Zakrztusiłam się ostatnim kęsem mojej porcji. Ślicznie? Justin podał mi szklankę z wodą. Wypiłam całą jednym tchem.
- Ehm. Dzięki?
Chłopak wziął nasze talerze i zaniósł do zlewu. Zauważyłam, że sam zjadł tylko jednego naleśnika.
- Justin.. Jesteś pewien, że nie będziesz jadł więcej? Zmarnuje się.
- Nie jestem głodny. Chcesz zobaczyć resztę domu?
Nie wiedziałam co mam powiedzieć więc tylko kiwnęłam głową, a on podał mi rękę i pomógł zejść z wysokiego stołka. Zaprowadził mnie po schodach na górę. Weszliśmy do pokaźniej łazienki. Wanna, prysznic, trzy umywalki. I to wszystko tylko dla jednego chłopaka. No cóż, wszystko jest łatwiejsze, kiedy zarabia się niewyobrażalnie duże pieniądze. Z łazienki przeszliśmy do małej siłowni. Dużo różnego rodzaju sprzętu tu stało. Większość nie wiedziałam do czego służy. Doszliśmy do dużych białych drzwi, a Justin się przy nich zatrzymał.
- A tutaj… - nacisnął klamkę. - … jest moje królestwo.
Przekroczyłam próg i ujrzałam ogromny (na prawdę ogromny) pokój z wielkim łóżkiem na środku. Zobaczyłam przeszkloną garderobę, w której prezentowała się niezła kolekcja supr i fullcapów. Pod ścianami pomieszczenia stały regały wypełnione książkami, z sufitu zwisały dwa fotelo-krzesła (nigdy nie wiem jak to nazwać), na wolnych ścianach powieszone były znane obrazy. Całość prezentowała się zjawiskowo. Podeszłam do dużego biurka, na którym oczywiście stał iMac i MacBook Pro. Spojrzałam na walające się wszędzie kartki. Na większości był zapisany ten sam tekst, który dostałam rano w paczce, tylko, że linijki były pokreślone, pozamazywane. Justin podszedł do mnie od tyłu, dotknął rękami moich bioder i spojrzał czemu się przyglądam. Zabrał mi z ręki kartkę i ruszył w róg pokoju. Stała tam gitara. Wziął ją do ręki, usiadł na łóżku i zaczął grać pierwsze akordy. Melodia była cudowna, ale kiedy chłopak zaczął śpiewać nie dało się tego opisać słowami.

What’s gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart

Usiadłam obok Justina na łóżku. Wyśpiewane przez niego słowa pieściły moje uszy, na moim ciele pojawiły się ciarki, coś drgnęło w sercu. Z zamkniętymi oczami wsłuchiwałam się w ostatnie linijki tekstu piosenki.

If you spread your wings
You can fly awal with me
But you can’t fly unless you let ya,
Let yourself fall

Justin skończył grać i odłożył gitarę na bok. Nawet z zamkniętymi oczami poczułam jego wzrok na sobie. Zamrugałam powiekami i odwróciłam głowę w jego stronę.
- To było piękne – wyszeptałam.
- Napisałem ją dla ciebie. Tak jak przeczytałaś w liście, inspirujesz mnie – złapał mnie za rękę. – Dzięki tobie czuję się lepszy, dopełniasz mnie.
Patrzyłam w jego niesamowite oczy nie wiedząc co zrobić. Chłopak położył drugą rękę na moim kolanie.
- Jesteś wspaniała. Od kiedy tylko cię pierwszy raz ujrzałem, wiedziałem, że będziesz pełnić jakąś rolę w moim życiu.
- Ale ja nie pełnię żadnej roli!
- Jesteś moją muzą. Nawet nie wiesz ile pomysłów na piosenki mam dzięki tobie.
Przysunął się bliżej. Nasze nosy prawie się ze sobą stykały. Pachniał wodą po goleniu i jakimiś dobrymi perfumami, których zapach był ciężki do zidentyfikowania. Czułam jego oddech na moich ustach. Po chwili chłopak przysunął się jeszcze bliżej i chciał mnie pocałować, ale ja niekontrolowanie odwróciłam głowę.
- Przepraszam.
- W porządku, rozumiem – Justin zabrał rękę z mojego kolana i usiadł prosto.
- Zrozum, po prostu ja… my.. no znamy się tydzień! Spędzamy ze sobą dopiero drugi dzień. To troszkę dziwne. Nie chcę się spieszyć. Ale nie zrozum tego w ten sposób, że ja cię nie lubię!! Po prostu chcę poczekać.
- Rozumiem. Żałuję, że to zrobiłem. Nie wiem dlaczego to się stało. Tak na mnie wpływasz – wstał, wyjął z kieszeni swojego iPhone’a i nacisnął przycisk. – Dochodzi 21. Chcesz wracać do domu?
- Ehm…. Mhm. – pokiwałam głową.
- Patrick cię odwiezie.
Zeszliśmy na dół. Zakładałam buty w czasie, kiedy Justin wyglądał przez okno.
- Wszystko wygląda na to, że paparazzi się już zwinęli. Myślę, że jesteś bezpieczna.
Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.
- No to na razie.
- Miłej podróży – uśmiechnął się i dał mi buziaka w policzek. W moim brzuchu coś się wywróciło. Miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję (w dobrym sensie). Nacisnęłam klamkę i wyszłam na świeże powietrze. Wieczór był ciepły, ale wiał lekki wiaterek. Przeszłam przez furtkę i już miałam otworzyć sobie drzwi samochodu kiedy naglę ujrzałam rażący błysk flesza.
- Tak! Wiedziałem, że warto będzie siedzieć tu do późna. Uśmiechnij się mała. – nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że cały czas cykał mi zdjęcia. Zamurowało mnie. Po chwili ocknęłam się i jak najprędzej wskoczyłam na tylnie siedzenie auta. Patrick był już w środku i kiedy tylko zamknęłam drzwi, nacisnął pedał gazu.
Podróż minęła mi bardzo szybko. Nawet nie zauważyłam kiedy podjechaliśmy pod mój dom.
- Dziękuję Patrick’u. Miło było cię poznać. Spokojnego wieczoru. – wyskoczyłam z samochodu, pobiegłam do drzwi i z ulgą zamknęłam je za sobą. To był szalony dzień. Już miałam zacząć wchodzić po schodach kiedy usłyszałam:
- Gdzie byłaś młoda damo? – mama jeszcze nie spała i widocznie czekała na mnie.
- Ja? Ehm.. Byłam.. U kolegi byłam – w sumie trochę prawda.
- U jakiego kolegi?
- Nie znasz. Poznałam go ostatnio na fitnessie. Jest w moim wieku. Zaprosił mnie do siebie na kawę.
- Do siebie?
- Tak. Byliśmy już wcześniej w kawiarni, ale on się chwalił, że umie robić smaczniejszą kawę i chciałam się przekonać.
- Suzie. Zdajesz sobie sprawę z tego, że masz 17 lat i powinnaś nas uprzedzać, dokąd idziesz i o której wrócisz. Mogło ci się coś stać. Ten chłopiec mógł cię zgwałcić, nie znasz go przecież długo.
- O gwałt bym się nie martwiła.
- Czemuż to?
- On jest gejem mamo. No dobrze, przepraszam. Następnym razem zadzwonię albo wyślę sms’a. Teraz jestem zmęczona. Mogę już iść?
- Idź. Dobranoc.
Weszłam po schodach do pokoju. Nie lubiłam oszukiwać mamy. Ale co miałam jej powiedzieć? Międzynarodowy gwiazdor zabrał mnie do swojej willi i gonili nas paparazzi? To by nie przeszło. Włączyłam mojego MacBook’a i weszłam na facebook’a. Miliony powiadomień. Nuda, nuda, nuda. Była też wiadomość. Od Loli. Przysłała mi jakiś link z podpisem: „Powinnaś to zobaczyć. Od kiedy to się ciągnie? Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? Zadzwoń jak najszybciej!”. Nie wiedziałam, o co jej chodziło. Kliknęłam w link i otworzyła się nowa karta jakiegoś portalu plotkarskiego. Nagłówek głosił: „Nowa dziewczyna Biebera??”. Zjechałam niżej, a w moich oczach automatycznie zebrały się łzy. Pod tekstem były umieszczone trzy zdjęcia: na jednym dziewczyna wsiadała do czarnego samochodu, na drugim zakryta bluzą wbiegała na ogrodzony teren, na trzecim zamurowana wpatrywała się w obiektyw fotografa. Na wszystkich była ja!

___________________________________________________________
wyrobiłam się szybciej i macie rozdział już dzisiaj :)

niedziela, 28 kwietnia 2013

Six

CZYTASZ = KOMENTUJESZ (chcę widzieć ile osób to czyta i czy warto dalej pisać)



Spojrzałam na kartkę jeszcze raz. Charakter pisma był lekko niechlujny. Rozejrzałam się wokoło i ruszyłam w stronę drzwi z myślą, że trochę dziwnie by wyglądało gdybym tak stała obok skrzynki na listy czytając coś. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, weszłam po schodach i usiadłam na krześle. Zaczęłam od nowa czytać.
„Nie wiem, czemu to robię. Nie wiem też, czy gdy czytasz te słowa, wiesz, kto pisze. Pewnie twoje serce chce się teraz wyrwać, a twój ciepły oddech odbija się o tą kartkę. Przepraszam też za motylki w brzuchu. Chciałaś wiedzieć, czemu cię szukałem. Zaintrygowało mnie coś w tobie. Byłaś inna niż wszystkie dziewczyny, które dotąd poznałem. I jako jedyna mnie nie rozpoznałaś! Kiedy rozstaliśmy się wtedy pod kawiarnią, czułem pewien niedosyt. Wiedziałem, że będę musiał się z tobą jeszcze kiedyś spotkać. Dlatego właśnie napisałem na rachunku mój numer telefonu. Wiedziałem, że rozsądnie go wykorzystasz. I wtedy właśnie dowołałem koncert, co pociągnęło za sobą ogromną odpowiedzialność. Myślałem, że będę mógł na spokojnie się z tobą spotkać, porozmawiać, ale musiałem odpracować koszty. Straciłem nadzieję czy mi wybaczysz. Czekałaś na mnie godzinę, a ja nic nie pisałem. Żałuję. Więc postanowiłem, że odnajdę cię zwykłym sposobem. Przez tydzień chodziłem od drzwi do drzwi pytając o ciebie. Wczoraj wieczorem zacząłem rezygnować, zrozumiałem, że tak cię nie znajdę. Twoje drzwi miały być ostatnimi, do których miałem zapukać. Udało się. Ale ty nie chciałaś mnie widzieć. Zdawałem sobie sprawę, która jest godzina, ale fakt ten przyćmiewała świadomość, że w końcu mogę cię ponownie zobaczyć. Wracając do domu myślałem o tobie. Nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny. Masz w sobie coś wyjątkowego. Coś, co mnie inspiruje. Daje silnego kopa. Kiedy wszedłem do mojego mieszkania od razu sięgnąłem po kawałek papieru i spisałem natłok słów, który nazbierał się w drodze powrotnej. Mam nadzieję, że ci się spodoba. I, że zechcesz się jeszcze kiedyś ze mną spotkać. J.
PS O tych światłach w ogrodzie mówiłem poważnie :)”
Skończyłam czytać i pusto wpatrywałam się w kartkę. O co chodziło z natłokiem słów? Co ma mi się spodobać? Spojrzałam na pudełko w serduszka. Sięgnęłam po nie, a ze środka wypadła kartka. Spojrzałam na duży napis w górze strony, który brzmiał „FALL”. Spojrzałam niżej i zaczęłam czytać. Czy to możliwe żeby napisał dla mnie piosenkę?

Well let me tell you a story
About a girl and a boy
He fell in love with his best friend
When she's around, he feels nothing but joy
But she was already broken, and it made her blind
But she could never believe that love would ever treat her right
But did you know that I love you? or were you not aware?
You're the smile on my face
And I ain't going nowhere
I'm here to make you happy, i'm here to see you smile
I've been wanting to tell you this for a long while

What's gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh my love
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let yourself fall

Tekst był piękny. Musiałam to przyznać.

Well I can tell you're afraid of what this might do
Cause we got such an amazing friendship and that you don't wanna lose
Well I don't wanna lose it either
I don't think I can stay sitting around while you're hurting babe
So take my hand
Well did you know you're an angel? who forgot how to fly
Did you know that it breaks my heart everytime to see you cry
Cause I know that a piece of you's gone everytime he done wrong, I'm the shoulder you're crying on
And I hope by the time that i'm done with this song that I've figured out

Who's gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh my love
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let yourself fall

I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
But if you spread your wings
You can fly away with me
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let yourself,

What's gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh my love
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let

Yourself fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh my love
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let yourself fall

I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall

If you spread your wings
You can fly away with me
But you can't fly unless you let ya,
Let yourself fall

Odłożyłam obie kartki na bok i zajrzałam do pudełka. W środku znajdowało się coś jeszcze. Sięgnęłam po to ręką i wyciągnęłam małą szkatułkę. Uchyliłam wieczko i ujrzałam najpiękniejszy naszyjnik, jaki kiedykolwiek widziałam. Wysadzany był kamieniami (modliłam się żeby to były cyrkonie. Byle nie brylanty albo diamenty!). Delikatnie chwyciłam go w dwa palce i uniosłam. Był przepiękny! Zapięłam go na szyi i spojrzałam w lustro. Pasował do mnie idealnie. Po chwili z zadumy wyrwał mnie fakt, że przecież nie mogę przyjąć takiego prezentu. To za dużo! Zdjęłam naszyjnik, schowałam go do szkatułki i sięgnęłam po iPhone’a. Wystukałam: „Musimy się spotkać” i wysłałam do Justina. Po minucie dostałam odpowiedź: „O 13 bądź pod kawiarnią. Mój kierowca cię zgarnie”. Spojrzałam na zegarek – 12:15. Cholera! Wrzuciłam szkatułkę do torby, przebrałam się, uczesałam i umalowałam. Na nogi szybko wsunęłam pierwsze lepsze conversy, chwyciłam torbę w jedną rękę, telefon w drugą i zbiegłam ze schodów. Kiedy dochodziłam już do umówionego miejsca spojrzałam na godzinę – 12:55. Zdążyłam! Pod kawiarnią stał duży czarny samochód z przyciemnionymi szybami. Obok niego stał mizerny mężczyzna.
- Panna Roger? – zwrócił się do mnie.
- Tak – odparłam. Skąd Justin znał moje nazwisko?
- Pójdzie pani za mną.
Mężczyzna obszedł samochód i otworzył mi tylnie drzwi. Grzecznie wślizgnęłam się na siedzenie, a tam od razu jakieś ręce złapały mnie w pasie. Powstrzymałam się żeby nie krzyknąć – naprawdę się wystraszyłam.
- Witaj piękna.
- Nigdy więcej tak nie rób! – spojrzałam w rozbawione oczy Justina.
- Wybacz – uniósł ręce w przepraszającym geście. – Więc, co słychać? Co to była w końcu za paczka?
- Nie udawaj niewiniątka – uśmiechnęłam się krzywo. – A! Mam coś dla ciebie.
Sięgnęłam do torby po szkatułkę i podałam ją Justinowi.
- Prezentów się nie oddaje!
- Ale to nie jest zwykły prezent. Jest za drogi jak na zwykły!
- To nie zmienia faktu, że prezentów się nie oddaje – spojrzał na mnie z poważną miną.
W tej chwili nie mogłam zrobić nic innego jak schować szkatułkę z powrotem do torby.
- Panie Bieber. Mamy problem – kierowca zwrócił się do Justina.
- Huh?
- Paparazzi jada za nami już połowę drogi. Starałem się ich zgubić, ale to nic nie daje. Są nieugięci.
- Cholera! – warknął Justin i uderzył ręką w siedzenie. – Kurwa mać! Nie mogli wybrać lepszego momentu.
- Co się stało? – zapytałam.
- Posłuchaj mnie. Znajomość ze mną wiążę się z wielkim ryzykiem i wieloma niemiłymi faktami.
- To znaczy…?
- To znaczy, że jeżeli cię zobaczą, będą o tobie wypisywać niestworzone historie. Nie tylko o tobie, ale także o twojej rodzinie. Przepraszam. Nie chciałem cię tak narażać. Byłem pewny, że nas dziś nie znajdą.
Przetwarzałam jego słowa. Jakie historie? W gazetach? O mnie? Nie!!! Siedziałam i myślałam kiedy samochód nagle się zatrzymał.
- Jesteśmy na miejscu – rzucił kierowca.
Justin odpiął pas, zdjął bluzę i podał mi ją.
- Załóż ja na siebie, a twarz szczelnie okryj kapturem.
Bez pytań zrobiłam, o co prosił.
- Patrick. Podjedź pod samo wejście – powiedział Justin do kierowcy.
Kiedy samochód ponownie się zatrzymał chłopak spojrzał na mnie i powiedział:
- Bez względu na wszystko nie stawaj. Idź za mną.
Przytaknęłam głową, a Justin otworzył drzwi. Moje oczy od razu oślepił blask fleszy, a do uszy doszedł krzyk wielu osób.
-Bieber! Tutaj! Justin! Justin! Spójrz tutaj!
Chłopak wyskoczył z samochodu i pociągnął za sobą mnie. Szedł na prawdę szybko. Ciężko było mi za nim nadążyć. Paparazzi zachłannie próbowali przebić się jak najbliżej. Justin stanął na chwilę żeby otworzyć furtkę, a później wepchnął mnie na zagrodzony teren. Reporterzy z aparatami przykleili się do płotu i nadal krzyczeli. To była udręka. Chłopak wyjął klucze, wsadził je do zamka i przekręcił. Złapał mnie za rękę i pociągnął do środka. Zamknął za nami drzwi, a ja od razu odczułam przyjemną ciszę.
- Przepraszam za nich. Naprawdę byłem pewny, że się dziś nie zjawią. Ale w sumie z nimi nic nie wiadomo – zdjął z mojej głowy bluzę i powiesił na wieszaku.
Rozejrzałam się. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę gdzie jestem. Byłam w miejscu, w którym pragnęły się znaleźć miliony dziewczyn na całym świecie. Stałam w holu domu Justina Biebera. 

----------------------------------------------------------

Przepraszam, że tyle czasu nie dodawałam nowego rozdziału, ale miałam egzaminy, a później tyle się działo, że praktycznie nie włączałam laptopa.
Jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału i postaram się go wstawić jeszcze w tym tygodniu :)

PRZEPRASZAM ZA TO, ŻE TEKST JEST BIAŁO-CZERWONY. NIE UMIEM TEGO NAPRAWIĆ.

WIEM, ŻE TO UTRUDNIA CZYTANIE, ALE ŻEBY BYŁO ŁATWIEJ TO ZAZNACZCIE SOBIE TEKST I BĘDZIE BARDZIEJ CZYTELNIEJSZY :*

niedziela, 21 kwietnia 2013

Five




-Co Ty tu robisz ? - zapytałam Justina.
- Nie wpuścisz mnie do środka ?
Odsunęłam się trochę w tył i pozwoliłam mu przekroczyć próg.
- Kochanie, kto przyszedł ? - krzyknęła mama z sypialni na górze.
- Znajomy, ale ZARAZ WYCHODZI. - stanowczo i dość ostro spojrzałam na chłopaka.
- Nie mam zamiaru się ruszyć, a tym bardziej wyjść. Chciałbym porozmawiać no i ...
- Justin, proszę...
-... Przeprosić za nasze nie udane spotkanie, i jakoś Ci to wynagrodzić.
- Wynagrodzić ? Zdajesz sobie pewnie sprawę, że jest godzina 23.30, i że wynagradzanie mi naszego nie udanego wypadu na kawę, o TEJ godzinie to bardzo nie przemyślany pomysł ?
- Nie po to szukałem Cię cały tydzień, żeby teraz, kiedy Cię już znalazłem, tak po prostu odejść.
- Nie mogłeś po prostu zadzwonić ?- oparłam się o ścianę i zarzuciłam lekko włosy w tył.
- Myślałem, że po tym incydencie nie będziesz chciała ze mną rozmawiać. Nawet nie odpisałaś na tamtego SMS'a... - Chłopak spojrzał na mój telefon wystający z przedniej kieszeni... piżamy...
- To dla Ciebie. Podał mi piękną, jasno bordową różę. - Wstaw lepiej do wody, bo może dłużej nie wytrzymać. Długo Cię szukałem-  Uśmiechnął się i mrugnął.
Poszłam po wazon, kiedy Justin poczuł się pewniej i wszedł do salonu.
- Ładne masz mieszkanie Suzie.
- Mogę się założyć, że Twoje wygląda lepiej. I o jakieś kilka milionów drożej.
- Nie potwierdzę, ale i nie zaprzeczę. - zaśmiał się i spojrzał mi w oczy. Wszystkie zmartwienia dzisiejszego dnia zniknęły jak ręką odjął. Te karmelowe oczy, z rozszerzonymi źrenicami, wpatrujące się w moje, zwykłe szaro niebieskie... To pomaga zapomnieć o wszystkim.
- Suzanne, kolega poszedł ? Kładź się do łóżka, bo jak ojciec zobaczy że nie śpisz, to się zdenerwuje !
- Nie, nie poszedł, już chwila, musimy dokończyć rozmowę. Spokojnie, zdążymy do powrotu taty. Zapewniłam ją, i zwróciłam się do chłopaka.
- Dla czego mnie szukałeś ?
- Chciałaś wyjaśnień.. Mojej historii.. Więc stoi przed Tobą Justin Bieber.
Wywróciłam oczami, po czym przekrzywiłam głowę i spojrzałam na niego jak na słodkiego szczeniaczka.
- Co Ty nie powiesz, Panie inteligentny. Tyle wiem!
- Moim ojcem jest Chuck Norris, BAM zagiąłem Cię !
Tym razem po prostu zamknęłam oczy, ściskając usta w jedną linię, że by nic nie palnąć.
- To po nim masz to "wszędzie mnie pełno i wszystko potrafię" Uśmiechnęłam się i spojrzałam w dół i przypadniem trafiłam na jego... Nie ważne. Po prostu miałam wrażenie, że..nagle coś się...ale... Boże. To pewnie tylko mi się wydawało.Jestem zboczona.

-...... ogólnie to nie wiem co mam Ci jeszcze powiedzieć o sobie. Chyba nie chcesz znać takich szczegółów jak to, że mój ulubiony kolor to fiolet, że jestem leworęczny... Ej. Suz, słuchasz mnie ?
Ocknęłam się i zobaczyłam jego wzrok na sobie. Podniósł brwi i chyba wiedział, że nie słuchałam. Oczywiście ja zaprzeczyłam, żeby nie wyjść na nie normalną..
- Emm, no pewnie. Jak zepsutego radia haha. Dobra, Justin, jest już prawie 24. Na prawdę jak mój tata nas zobaczy, będę miała przechlapane. Może po prostu, uznajmy tą rozmowę za zakończoną, kiedyś do tego wrócimy. Poza tym już z internetu dowiem się więcej, niż od Ciebie, Panie Norris Junior.
- Dobrze piękna, ale odpisuj, bo znowu Cię nawiedzę, tym razem u Ciebie w pokoju. - Spojrzał na mnie, był bardzo seksowny, uwielbiam jak tak na mnie patrzy. Pominęła bym to, że zrobiłam się czerwona..
- SUZANNE ! Tata przyjechał ! Marsz do łóżka !
- Idę ! Justin, przepraszam, musisz już iść. Chodź za mną,wyjdziesz tyłem -Chwyciłam go za rękę-
Gdy zamykałam drzwi, nagle Justin złapał za klamkę.
- Chyba o czymś zapomniałaś - Pocałował mnie w policzek i wyszedł bez słowa.Czułam na sobie jego zapach...
Pobiegłam szybko na górę, podłączyłam iPhone do ładowarki i poszłam do łazienki.
Przemyłam twarz zimną wodą, nagle poczułam łomotanie mojego serca. Bardzo dziwne, choć przyjemne uczucie.
Fajny jest, pomyślałam sobie, i spięłam włosy w wysokiego koka. Zawsze tak związuję do spania, żeby uniknąć niechcianych kołtunów. Naszykowałam ubrania na jutro, miałam spory dylemat, czy koszulka w serek, czy zwykła... W końcu stanęło na przwiewnej, kremowej koszulce z kołnierzykiem z ćwiekami, do tego szorty z flagą ameryki, moje ulubione czarne conversy, no i na wszelki wypadek ciemno szary sweter.
Dobra, jutro rano tylko się umyję. Reszte mam z głowy. Rzuciłam się na łóżko, i wzięłam do ręki telefon. *5 nie przeczytanych wiadomości*
- Kurcze, Justin.. Obiecałam, że natychmiast odpiszę.. - Powiedziałam pod nosem szybko odblokowując telefon.
*1. Kurcze, nie mogłem znaleźć wyjścia z Twojego ogrodu.. Powiedz tacie, żeby zainwestował w lampy ogrodowe :D
*2. Su, czemu nic nie piszesz ? Uraziłem Cię ? ;p
*3. Ej no nie przeginaj
*4. HALO
*5. -Pusta wiadomość-

Uhhh... Odpisałam najszybciej jak mogłam
*Wybacz, musiałam się trochę doprowadzić do ładu. Proszę, mogę jutro rano do Ciebie zadzwonić ? Jestem wykończona..

Nowa wiadomość od : Justin X.
(czemu nadal mam go zapisanego Justin X. ?! Toż to Norris ! - Zaśmiałam się pod nosem)
*Dobrze piękna, śpij i nie zapomnij rano :*

Uśmiechnęłam się do siebie, nigdy mi się to wcześniej nie zdarzało.
Przymknęłam oczy, i zaczęłam rozmyślać. Widziałam jego pięknie wyrzeźbioną sylwetkę, świetnie ułożone włosy, oczy jak takie pyszne karmelowe cukierki, i jego głos... Bardzo przyjemny i kojący.
Ciężko mi uwierzyć... Uwierzyć w to, że go spotkałam, że wylał na mnie koktajl, że to wszystko przytrafiło się mi, właśnie MI. Suzanne Roger... Zablokowałam telefon i jak zwykle przejrzałam się w jego czarnym wyświetlaczu. Odłożyłam na półkę, wcześniej podłączając do ładowarki, i dałam się porwać moim marzeniom...



***


Przetarłam oczy, rozciągnęłam się. Godzina 09.30, czyli pora wstawać. Rozpuściłam włosy, odsłoniłam rolety, żeby wpuścić trochę światła do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, i zaczęłam bez sensu przechadzać się po łazience. Weszłam pod prysznic.. Ahh moment dla którego warto rano wstawać. Zawsze mam problem z wyjściem, ale gdy nagle ciepła woda spływająca po moim ciele zamienia się w lodowatą, to znak, że pora opuścić to wspaniałe miejsce.

*Bateria 100%*

Justin, Juustiiin.. Hmm.. Jest.

***

- Hej mała, już myslałem że zapomniałaś !
- no coś Ty.. -zaśmiałam się w słuchawkę-
- Widziałem, że dzisiaj listonosz włożył wam do skrzynki jakąś dużą paczkę w serduszka.. Jestem zazdrosny !
- Cooo ? O czym mówisz ? - wyjrzałam przez okno, faktycznie skrzynka była nie domknięta-
Usłyszałam tylko śmiech, i sygnał, który oznaczał koniec rozmowy.
 Fuck, co za typ... Ej.. jaki listonosz.
Zeszłam po cichu żeby nie obudzić Katherine, wyjęłam paczkę całą oklejoną serduszkami, i wbiegłam na górę najszybciej, a za razem najciszej jak mogłam. Na pudełku nie było napisane, od kogo to, ale czułam znajomy zapach.
Otworzyłam, bardzo się przy tym męcząc bo ktoś sprytnie to okleił kilometrem taśmy klejącej...

***

Nie wiem czemu to robię.. Nie wiem też, czy gdy czytasz te słowa, wiesz kto pisze.
Pewnie Twoje serce chce się teraz wyrwać, a Twój ciepły oddech odbija się o tą kartkę...
- Było dokładnie tak, jak KTOŚ napisał-
Przepraszam też za motylki w brzuchu...



____________________________________________________________________________

Podoba się ? Ciekawi co "KTOŚ" napisał do Suzie w liście ?



Four


Tydzień minał szybko i gładko. Nic ciekawego się nie działo. Codziennie fitness i jakaś kawa z Lolą. Wieczorami oglądałyśmy razem komedie romantyczne. Czyli robiłyśmy to, co robiłyśmy do tej pory. W poniedziałek rano obudziło mnie słońce wpadające przez okno. Zapowiadał się miły dzień. Napisałam do Loli sms’a: „Odpuśćmy sobie dzisiaj fitness. Muszę trochę odpocząć. Wpadnij do mnie za pół godziny.” Wstałam z łóżka, wzięłam szybki prysznic, ubrałam i uczesałam się. Kiedy kończyłam myć zęby usłyszałam dzwonek do drzwi i zbiegłam na dół by otworzyć Loli. Dziewczyna weszła do domu, a w nim od razu rozniósł się zapach świeżych ciastek cynamonowych, które ze sobą przyniosła.
- Mijałam cukiernię i wzięła mnie ochota na ciastka. Nie masz nic przeciwko?
- Czy kiedykolwiek odmówiłam ciastek cynamonowych?
Obie się zaśmiałyśmy. Lola weszła do kuchni, wzięła miskę i wsypała do niej zawartość torebki. Postawiła ją na stoliku przed telewizorem, a następnie sięgnęła po coś do swojej torebki. Wyciągnęła jakieś stare, lekko zniszczone pudełko.
- Patrz co znalazłam u moich rodziców w szafie! Śniadanie u Tiffaniego na płycie! Obejrzymy? Proszę, proszę, proszę! Wiesz jak to uwielbiam.
Zaśmiałam się co ona uznała za zgodę i rzuciła się do telewizora, aby podłączyć dvd. W tym czasie weszłam do kuchni żeby zrobić nam obu kawę. Rodziców nie było na szczczęście w domu, bo pojechali do pracy, a Kathy zawieźli do wakacyjnego przedszkola, czy jakoś tak. Nie wnikam. Kiedy Lola skończyła walkę z dvd, ja akurat niosłam kawy na stolik.
- Zrobiłaś kawę? Jej! Wiesz jak cię kocham?? – rozwaliła się na sofie i kliknęła na pilocie start.
Następne dwie godziny spędziłyśmy na oglądaniu Audrey Hepburn, zajadaniu się ciastkami i popijaniu kawy. Kiedy film się skończył Lola się przeciągnęła i spojrzała na mnie. Jej mina spoważniała.
- Suzie. Obiecaj, że będziesz ze mną teraz 100% szczera!
- OK. – uśmiechnęłam się.. Nie przemyślałam konsekwencji wypowiedzianych słów.
- Gdzie byłaś i co robiłaś kiedy nie mogłaś pójść ze mną na fitness tydzień temu?
- Czemu o to pytasz? To jest chyba moja sprawa.
- A ty CHYBA jesteś moją przyjaciółką i mam prawo się dopytywać. Obiecałaś, że będziesz szczera!
Nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. Nie mogłam jej powiedzieć o Justinie, bo by mnie chyba udusiła. I on też.
- Nic istotnego nie robiłam. Nic wartego uwagi.
- Kłamiesz.
- Nie!
- Kłamiesz. Widzę to po twoich oczach. Teraz mi powiedz jak było naprawdę.
Kurcze! Lola i jej 6 zmysł.
- No dobra. Kiedy szłam na trening kupiłam sobie koktajl. Kiedy już dochodziłam do ostatniej przecznicy wpadł na mnie chłopak i wszystko na nie wylał – Lola ze skupieniem słuchała. – Zaproponował, że kupi mi nową bluzkę. Kupił. Ale później zaprosił mnie na kawę. Nie mogłam odmówić.
- Przystojny? – Lola jak zwykle tylko o jednym.
- Taaak! Bardzo. – uśmiechnęłam się.
- Jak się nazywa? Masz jego numer? – już miałam otworzyć usta żeby odpowiedzieć, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę.
- Miał… eee… Na imię miał… eeeeee… Louis. Bardzo miły był, ale nie w moim typie.
- Ale może w moim tak! Nie pomyślałaś o tym? – obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Oj, nie spodobałby ci się. Takie mam przeczucie. Ale obiecuje, że jeżeli kiedyś go spotkam na ulicy to od razu zapytam o numer.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę gdy zadzwonił telefon Loli.
- Tak mamo. Ale mówiłam ci, że idę do Suzie. Ale… Ale nie krzycz. Już się zbieram. Spokojnie. – rozłączyła się i spojrzała na mnie. – Sory mała, ale muszę już spadać. Do ojca przychodzi jakiś szef czy ktośtam i muszę przy tym być. Już i tak się spóźniłam, więc trzymaj kciuki żebym wyszła z tego w jednym kawałku.
- Fingers crossed. Napisz do mnie jak już będzie po wszystkim. – pocałowałam ja w policzek i zamknęłam drzwi. Skierowałam się w stronę salonu i zaczęłam sprzątać dowody po tym, że Lola tu była. Wstawiłam kubki oraz miskę do zmywarki i poszłam do mojego pokoju. Włączyłam mojego macbooka (bo hajs się musi zgadzać) i otworzyłam przeglądarkę. Weszłam na facebook’a, sprawdziłam powiadomienia. Nic ciekawego. Weszłam na pocztę. O! Maja jakąś wyprzedaż. Nuudaa! Twitter. Hmmm. Nic nowego. Po chwili wpadłam na pomysł, że może sprawdzę profil Justina. Wklepałam @justinbieber i wyskoczyło mi jego konto. Uou! 37 milionów obserwujących. Boże! Popatrzyłam na tweety. Od kilku dni nie wstawił nic nowego. Ostatni tweet brzmiał: „Wybaczcie mi Nowojorczycy, ale sprawy prywatne wzięły górę. Jeszcze kiedyś cię odnajdę.” Serce zabiło mi mocniej. Czy on napisał o mnie? To możliwe? Nie, nie, nie. Nie mógł napisać o mnie. Jest znany na cały świat. Zabiegany. Napisał pewnie o jakimś ważnym dla siebie wydarzeniu. Kliknęłam w komentarze do tweetu. Jego fanki toczyły zażartą dyskusję o co albo kogo chodzi Justinowi. Czytając coraz więcej wpisów, zdawałam sobie sprawę ile ten chłopak dla nich znaczy. On je uszczęśliwia. Nigdy nie byłam jego wieeeelką fanką, ale też nigdy go nie słuchałam. Wzięłam do ręki iPod’a, weszłam w iTunes i ściągnęłam kilka jego piosenek. Wybrałam Boyfriend, Beaty and a Beat, Believe, Take you i Out Of Town Girl. Zaczęłam ich słuchać. Kurcze! Były na prawdę dobre! Wciągnęłam się. Ściągnęłam ich więcej i słuchałam. Kiedy na zewnątrz zrobiło się ciemno, rodzice wrócili do domu. Katherine przybiegła przytulić się do mnie i opowiedzieć jak było w przedszkolu. Wyjęłam słuchawki i z uwagą wysłuchałam jej historii jak to jakaś dziewczynka nie chciała jej dać różowej kredki. Zeszłam na dół, odpowiedziałam na pytania rodziców o to jak spędziłam dzień, nalałam sobie soku pomarańczowego i usiadłam przed telewizorem. W tym momencie zawibrował mój telefon. Wiadomość od Loli: „Ten szefunio ma naprawdę udanego syna J chyba córeczka pomoże swojemu tatusiowi w sukcesach w pracy”. Zaśmiałam się. Cała Lola.
Spojrzałam w telewizor. Znowu dziennik informacyjny. Nuuudaaa. Prezenterka ze słabą trwałą i masakrycznym makijażem gadała i gadała. Pod sam koniec powiedziała: Gwiazda muzyki pop, Justin Bieber, od kilku dni nie daje oznak życia. Wyszedł we wtorek wieczorem ze swojej wytwórni i nadal nie wrócił. Nie można się z nim skontaktować. Fanki są zrozpaczone. Idol nigdy nie robił tak długiej przerwy od informowania fanów o swoim życiu na tweeterze. Jeżeli ktokolwiek, gdziekolwiek go widział prosimy o kontakt”. Dziennik się skończył i leciała reklama jakiegoś szamponu, a ja siedziałam zamurowana na sofie gapiąc się w ekran. Jak to zaginął? Pisał mi tego dnia sms’a! Miał zadzwonić. Nie zadzwonił. Ciekawe gdzie teraz jest. Już miałam wstawać żeby wziąć i Phone’a ze stołu, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zaskoczona tym zjawiskiem (ponieważ była późna pora) podeszłam do drzwi, przekręciłam zamek i otworzyłam. Spojrzałam na gościa i mowę mi odjęło.
- Wiedziałem, że w końcu cię znajdę!
Na progu stał Justin z wielkim uśmiechem na twarzy i różą w ręku.

-------------------------------------

przepraszam, że dodaję w takich odstępach czasowych, ale muszę się uczyć.
po egzaminach obiecuję, że się poprawię. :)

czwartek, 18 kwietnia 2013

Three



Nie! To nie możliwe! To nie mógł być on... Poznałabym go! Stałam jak zamurowana wpatrując się w prezenterkę. Czy jestem do cholery aż tak głupia żeby nie poznać Justina BIEBERA?! To stąd ta laska z aparatem przed kawiarnią ... I ta blondyneczka... To wszystko tłumaczy. Pewnie był zdziwiony, że go nie rozpoznałam. Spojrzałamna kawałek papieru, który zwijałam w dłoni. Poczułam mocne ukłucie w okolicach klatki piersiowej i jak moje policzki się rumienią. Dobra, najwyższa pora dowiedzieć się więcej!
Wyjęłam z kieszeni iPhone i spisałam numer...096 ... Schowałam mokrą od potu na dłoniach kartkę do szuflady na kluczyk, żeby nikt, ale to nikt jej nie odnalazł, nawet ta stara Bridget co sprząta u nas co piątek....
-hej piękna, wiedziałem że zadzwonisz - aż podskoczyła kiedy głos chłopaka rozbrzmiał w słuchawce po pierwszym sygnale... 
-Hej, ehmm no dzwonię, bo chciałam żebyś mi coś wytłumaczył, nie rozumiem czemu...
Justin przerwał mi
-Nie pytaj. Po prostu umów się ze mną jeszcze raz, a wszystkiego się dowiesz.
Jestem w gorącej wodzie kąpana, więc oczywiście nie mogłam tyle czekać. Chciałam wiedzieć wszystkiego teraz.
-Powiedz, proszę. Nie lubię tajemnic, a zwłaszcza jeżeli już trochę się dowiedziałam.
Usłyszałam długi sygnał... Justin się rozłączył... 
Cholera! Wiedziałam, że tak będzie. Po tych słowach mój laptop lekko ucierpiał, a moja pięść zrobiła się czerwona.
*Nowa wiadomość tekstowa od : Justin X. *
„Jutro, ta sama kawiarnia co dzisiaj. O 15. Przyjdź, a wszystkiego się dowiesz..."
Fuck! Od razu widać że cwaniak... W sumie czemu nie, mogę się z nim zobaczyć, ale znowu nie pójdę na trening... Lola mnie zabije. Ale zrobiłabym wszystko żeby jeszcze raz zobaczyć te piękne brązowe oczy. 
Tylko w co ja mam się ubrać, żeby wyglądać dość seksownie, ale bez przesady. Zdaje się, że Justin lubi dobrze ubrane dziewczyny, a nie laski, które wyglądają jak po nocy w klubie... Chociaż... JA GO PRZECIEŻ NIE ZNAM. Po chwili zastanowienia stwierdziłam, że to jeszcze nie pora żeby o takie rzeczy się zamartwiać. Zaczęłam chodzić po salonie próbując odtworzyć dzisiejszy dzień. Ughhhh! Powinnam zadzwonić do Loli i po raz kolejny ją przeprosić oraz uprzedzić, że jutro też się z nią nie spotkam.
- Haloo??
- Hej Lola. Jeszcze raz baaardzo mocno cię przepraszam za to co się dzisiaj wydarzyło. Naprawdę wypadło mi coś ważnego i to nie mogło czekać – źle się czułam kłamiąc przyjaciółce, ale co innego mogłam w tej chwili zrobić. – Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
- Spokojnie, mała. Nie gniewam się o takie pierdoły jak jeden odwołany trening. Jutro pójdziemy i będzie ok.
- No i właśnie też w tej sprawie dzwonię. Nie dam rady jutro. Coś mi wypadło. Ale obiecuję, że w środę pójdziemy na 100 %.
- O czymś mi nie mówisz – głos Loli stał się podejrzliwy.
- Czemu tak sądzisz? Mówię ci wszystko, bo jesteś moją najlepszą przyjaciółką – kolejne kłamstwo.
- Nie wiem. Może po prostu jestem zmęczona. Jestem wdzięczna, że zadzwoniłaś teraz odwołać trening, a nie 5 minut przed rozpoczęciem – zaśmiała się. – W każdym razie lepiej już się położę. Dobranoc Suzie.
- Dobranoc.
Dlaczego Lola zawsze musi coś przeczuwać. W pewnym sensie ta cecha jest dobra, ale czasem doprowadza mnie do szału. Nie ważne. Lepiej też się już położę żeby nie wyglądać jutro jak zombie.

---------
Obudziłam się o 9:15. Kocham wakacje, bo nie muszę ustawiać budzika na godzinę tak wczesną, że słońce jest jeszcze nad Azją. Just Kidding.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Kocham uczucie letniej wody z rana. Umyłam włosy morelowym szamponem i wyszłam na zimne kafelki w łazience. Spojrzałam w lustro.
„Jestem naprawdę seksowna.” – pomyślałam. Ubrałam się w spodnie od dresu i jakiś podkoszulek, włosy zawinęłam w ręcznik i wyszłam z łazienki. Przeszłam przez mój pokój zakładając po drodze moje ulubione milutkie różowe kapcie w kwiatuszki. Zeszłam na dół do kuchni. Mama smażyła naleśniki. Jak ja je uwielbiam!
- Zjesz trochę, Suzie? – mama spojrzała na mnie i szeroko się uśmiechnęła.
- Głupie pytanie! – zaśmiałam się. – Gdzie tata?
- Zabrał Katherine na balet. Powinni wrócić na jakieś pół godziny.
No tak. Zapomniałam, że Kathie chodzi we wtorki od rana na balet. I to w wakacje! Aż dziwię się małym dzieciom, że chce im się rano wstawać, a potem jeszcze mają mnóstwo energii.
Mama nałożyła mi naleśnika na talerz i wróciła do smażenia. Posmarowałam placka dżemem malinowym (mój ulubiony) i zjadłam go w oka mgnieniu. Spojrzałam na zegarek. 10:30. Spoko. Jeszcze mam czas. Zjadłam jeszcze 3 naleśniki (szczerze to nie wiem gdzie mi się to mieści), popiłam herbatą i pobiegłam po schodach na górę. Zdjęłam ręcznik z włosów, uczesałam je i zajrzałam do szafy. No dobra! Mam mnóstwo ubrań, ale jak przychodzi co do czego to nie mam się w co ubrać. Po 10 minutach zdecydowałam się na miętowe rurki, białą bluzkę i żakiet w kolorowe kwiaty. Wysuszyłam włosy, ułożyłam je, włożyłam na siebie ubrania i po raz kolejny spojrzałam na siebie w lustrze.
„Teraz wyglądasz jeszcze seksowniej Suzanne Roger” – pomyślałam i uśmiechnęłam się do mojego odbicia. Podeszłam do toaletki, nałożyłam podkład, eyeliner, tusz do rzęs i błyszczyk. To mi zwykle wystarcza żeby przekształcić się z zera do bohatera. Założyłam na nogi sandałki na lekkiej szpilce, do ręki wzięłam moją ukochaną torebkę Louis Viutton, do ręki iPhone i wyszłam z domu. Dzień był dzisiaj troszkę chłodniejszy niż wczoraj, ponieważ wiał lekki wiaterek. Przyjemnie. Ruszyłam ulicą. Mijałam kolejne przecznice. Nuda, nuda, nuda. W końcu doszłam do kawiarni. Weszłam do środka, poprosiłam o miejsce przy tym samym stoliku co wczoraj, usiadłam i czekałam. Minęła 15. Zaczęłam się niecierpliwić. No cóż, może Justin ma w zwyczaju się lekko spóźniać. 15:30. Coś jest nie tak. Zamówiłam sobie latte żeby nie wyglądać dziwnie siedząc samotnie przez pół godziny. Dochodziła 16 kiedy mój iPhone zawibrował w torebce.
„Wybacz mi! Nie mogę się wyrwać. Próbowałem i próbowałem, ale Scooter jest nieugięty. Przez to, że odwołałem dzisiejszy koncert musimy jakoś odpracować stracone pieniądze. Napiszę ;*”
No chyba nie! I jeszcze miał czelność napisać buziaczka! I kim do cholery jest Scooter, żeby dyktować mu co ma robić?? Zapłaciłam za kawę i lekko podenerwowana wyszłam przed kawiarnię. Zaczęło kropić. Lekki deszcz zaczął rozmywać mój tusz do rzęs. Nie obchodziło mnie to w tej chwili. Chciałam odreagować. Nastawiłam się na zobaczenie dzisiaj tych pięknych karmelowych oczu, ale nic z tego nie wyszło. Szkoda. Ruszyłam w drogę powrotną do domu.

------------------------------------------

Myślicie, że Justin powie coś Suzie?



Przepraszam, że tyle czekaliście, ale szkoła ;/
opowiadanie piszą dwie autorki. Mam nadzieję, że tego nie widać. ;)

PRZEPRASZAM, ŻE TEKST JEST NA CZERWONO, ALE COŚ SIĘ ZEPSUŁO. :)

niedziela, 14 kwietnia 2013

Two


Weszliśmy do kawiarni, której nazwę słyszałam pierwszy raz. Kelner zaprowadził nas do stolika w rogu sali. Przez cały czas czułam się speszona, bo ludzie się na nas patrzyli (nie, gapili!!!), a ja nadal nie wiedziałam z jakiego powodu. Usiedliśmy, wzięłam kartę i szczęka mi opadła. Nie sądziłam, że istnieje tyle rodzajów kaw. Patrzyłam na ich nazwy, które im niżej tym były dziwniejsze. Chłopak przyglądał mi się z uśmiechem na twarzy.
- Co cię tak przeraziło? – zapytał.
- Nie. Nic, nic. – wymierzyłam sobie niewidzialny policzek żeby troszkę się ogarnąć.
Do naszego stolika podeszła kelnerka żeby wziąć zamówienie. Poprosiłam o zwyczajne latte, a mój towarzysz podwójne espresso. Gdy dziewczyna odeszła, chłopak zwrócił się do mnie:
- Spędziłem już z Tobą dobrą godzinę, ale nadal nie wiem jak się nazywasz. Zdradzisz mi swoje imię?
- Jestem Suzie. A właściwie Suzanne, ale wolę krótszą wersję. A twoje imię?
- Nie wiem czy chcesz je znać. I nie wiem czy chcę ci je zdradzić. – zasmucił się. – Ale to byłoby nie w porządku wobec Ciebie, więc… Mam na imię Justin.
- Imię jak imię. Czego się bałeś? – uśmiechnęłam się do niego, a on się rozchmurzył.
Kelnerka przyniosła nasze kawy. Spróbowałam mojej i aż otworzyłam szeroko oczy. Nigdy nie piłam takiego dobrego latte. Justin zaczął się ze mnie śmiać, a ja poczerwieniałam z zażenowania.
- Przepraszam – powiedziałam.
- Za co? Nie ma za co przepraszać. – uśmiechnął się.
Pijąc kawę rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że umie grać na perkusji, gitarze i trąbce. A także tego, że uwielbia naleśniki. Ogólnie mało mówił o sobie. Więcej chciał słyszeć o mnie. Pytał czy mam rodzeństwo (mam siostrę – Katherine, która ma 7 lat), gdzie się uczę, jak długo mieszkam w LA. Moglibyśmy tak rozmawiać bez końca, ale po drugiej latte stwierdziłam, że lepiej będzie już poprosić o rachunek. Kiedy kelnerka nam go przyniosła aż mnie zatkało ile pieniędzy może kosztować zwykła kawa.
- Ja zapłacę – powiedział Justin. – Ja cię tu wyciągnąłem więc ja pokrywam koszty.
- Ale kiedyś ci to zwrócę – zapewniłam i wstałam żeby przed wyjściem pójść do toalety. Umyłam ręce, odświeżyłam się i wróciłam do stolika. Chłopak tam na mnie czekał. Odruchowo zgarnęłam rachunek do torby żeby nie zapomnieć ile mam zwrócić Justinowi. Gdy wychodziliśmy z kawiarni zawibrował mi telefon w torbie. Wyjęłam go i przesunęłam palcem w prawo żeby odebrać połączenie.
- Suzie, gdzie się podziewasz? Mówiłaś, że wychodzisz na godzinę na trening, a później od razu wracasz do domu. Ojciec się niepokoi.
- Spokojnie mamo, właśnie idę w stronę domu. Będę za 10 minut. – rozłączyłam się. Już miałam powiedzieć Justinowi, że muszę lecieć kiedy zobaczyłam, że rozmawia z jakąś blondynką. Po chwili dziewczyna odeszła.
- Kto to był?
- Laska mnie z kimś pomyliła.
Kątem oka zobaczyłam, że dziewczyna z drugiej strony ulicy robi mu zdjęcia.
- Co tu się dzieje? Przez cały dzień ludzie się na ciebie patrzą, robią zdjęcia…
- To jest Los Angeles, tego się nie da pojąć.
Chłopak uśmiechnął się. Znowu się rozpłynęłam. Dlaczego ten uśmiech tak na mnie działa?
- Mama do mnie dzwoniła. Powiedziałam, że będę za 10 minut, więc muszę już lecieć. Jeszcze raz dzięki za bluzkę i kawę.
- Mam nadzieję, że się kiedyś jeszcze spotkamy – puścił do mnie oko.
Wracając do domu myślałam o Justinie. Kiedy z nim rozmawiałam był strasznie tajemniczy, a najdziwniejsza była jego reakcja kiedy spytałam go i imię. Żałuję, że nie podał nazwiska, bo może bym go znalazła na Facebook’u albo Twitter’ze.
Kiedy weszłam do domu, do razu poszłam do mojego pokoju. Wywaliłam rzeczy torby i weszłam pod prysznic. Ciepła woda przyjemnie spływała po moim ciele zmywając koktajl, który przesiąkł przez moją koszulkę. Gdy wyszłam spod prysznica spojrzałam na rzeczy, które leżały teraz na podłodze. Podniosłam rachunek za kawę żeby wsadzić go do pudełka gdy nagle mój wzrok przykuł jakiś napis na odwrocie. Obróciłam paragon i przeczytałam „Dziękuję”, a pod tym widniał numer telefonu. Wcześniej tego nie zauważyłam. Ubrałam się szybko i znowu zaczęłam oglądać kawałek papieru. Położyłam się na łóżku, spojrzałam w sufit i zaczęłam rozmyślać co mam teraz zrobić. Część mnie chciała zadzwonić, druga część mówiła, że to głupi pomysł. Zamknęłam oczy, przykryłam twarz poduszką i krzyknęłam. Wstałam i stwierdziłam, że dla rozluźnienia sprawdzę co leci w telewizji. Włączyłam odbiornik i rozłożyłam się na kanapie. Zaczynał się właśnie serwis informacyjny. Czyli standardowe pieprzenie o polityce i innych pierdołach. Nagle prezenterka powiedziała: „Uwaga! Wiadomość z ostatniej chwili. Wielki gwiazdor odwołał swój jutrzejszy koncert w Nowym Yorku. Nikt nie wie dlaczego”. Sekundę później wyświetlili zdjęcie chłopaka, z którym spędziłam dziś cały dzień. Szczęka mi opadła. Ale ja byłam ślepa! To był Justin Bieber.

-------------------------------------
i jak? ;)

czwartek, 11 kwietnia 2013

One


Dzień był jak co dzień, co tu dużo mówić. Słońce świeci, dzieci biegają, psy szczekają. Czyli znowu to samo. A co się może więcej dziać w środku lata w Los Angeles? Przeprowadziłam się tu 2 miesiące temu, a już zdążyłam znienawidzić to miejsce. Gdzie się nie obejrzę tam paparazzi goniący jakąś kolejną sławę.. Ale przynajmniej warunki dobre. Kluby fitnessu (który swoją drogą uwielbiam) na każdym rogu. Do jednego z nich zmierzałam. Ubrana w sportową bluzę, zwykły biały t-shirt i granatowe rybaczki wolnym tempem przepierzałam kolejną przecznicę do miejsca gdzie miałam spotkać się z Lolą. Umówiłyśmy się na dzisiejszy trening, bo jednak w towarzystwie przyjemniej się ćwiczy. Kolejna ulica. Jeszcze tylko 2 skręty w lewo i będę na miejscu. Minęłam  budkę z koktajlami i nagle stwierdziłam, że od tego gorąca zrobiłam się spragniona. Podeszłam do niej, a miły sprzedawca zapytał się o smak, który lubię. Poprosiłam o czekoladowy, zapłaciłam i ruszyłam dalej. Nagle poczułam wibrację w torbie. Pewnie Lola się niecierpliwi. Wyciągnęłam mojego iPhona i przeczytałam na wyświetlaczu: „Hej! Gdzie jesteś?”. Dotknęłam opcji „Odpisz” i wpisałam „Już prawie jestem”. Właśnie miałam kliknąć „Wyślij” kiedy ktoś z impetem wpadł na mnie i cały mój koktajl znalazł się na mojej koszulce.
- Co do kurwy?????
- O mój boże! Przepraszam! Nie zauważyłem cię! – nieznajomy wyjął chusteczkę i próbował zetrzeć napój który kapał mi na buty.
- To ty ślepy jesteś?!?! Jak ja teraz będę ćwiczyć w całym mokrym i brudnym ubraniu?? – ten człowiek przez cały czas usiłował coś temu zaradzić. – Zostaw mnie w spokoju! Spieszę się.
- Spokojnie. Mogę odkupić ci tą koszulkę. Tu obok jest świetny sklep. Chwila moment i możesz iść tam gdzie idziesz. Nie mogę przecież pozwolić żebyś chodziła po mieście w bluzce zalanej czekoladą.
Rozważałam propozycję chłopaka, który swoją drogą był nieziemsko przystojny i jakby znajomy. Ubrany był w czarne rurki, biały podkoszulek, fullcap i czerwone supry.
- Ok. Ale potem muszę od razu lecieć na trening. Umówiłam się i….
- Oczywiście! Nie ma sprawy. Nie zatrzymuję Cię przecież.
Przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy do butiku Burberry co wydawało mi się dziwne, bo na co dzień nie wchodzę do takich sklepów. Wiedziałam, że tam nawet zwykłe koszulki kosztują niemałe pieniądze.
- Czy naprawdę musimy tu wchodzić? – zapytałam. – Nie stać mnie na takie drogie ubrania.
- A czy ktoś powiedział, że to ty będziesz za nie płacić? Obiecałem, że odkupię ci bluzkę, bo poprzednią ci zniszczyłem, więc dotrzymam słowa.
Zrobiło mi się trochę głupio, że tak go wykorzystuję. Nie chciałam wyłudzać od niego pieniędzy, ale także nie chciałam ćwiczyć w brudnej bluzce. Chłopak spojrzał na mnie określając na oko mój rozmiar, złapał białą bluzkę z krótkim rękawem i podał mi ją.
- Trzymaj. Jak założysz to wyjdź i się pokaż. Chciałbym zobaczyć czy dobrze wybrałem, bo sądzę, że w tym kroju będzie ci do twarzy. - I uśmiechnął się.
Jego uśmiech zwalił mnie z nóg. Zastygłam patrząc na niego osłupiała.
- Co? Mam coś na twarzy? – zapytał.
- Nie, nie. Idę do przymierzalni.
Znalazłam ją na końcu pomieszczenia. Była ogromna. Lustra pięknie zdobione, sofa i cudowne wieszaki. Zdjęłam ubrudzoną bluzkę i rzuciłam na podłogę. „Nie przyda mi się więcej” – pomyślałam. Włożyłam tą, którą wybrał dla mnie chłopak i odwróciłam się do lustra. Leżała jak ulał i musiałam przyznać rację nieznajomemu. W tym kroju było mi nie tyle ładnie, co bardzo komfortowo. Wyszłam z przymierzalni i pokazałam się chłopakowi.
- I jak? – zapytałam.
- Wyglądasz świetnie. Mam do tego oko.
Ludzie wokół się na nas patrzyli i pokazywali na mojego towarzysza palcami. To było dziwne, ale nie warte zachodu. Podeszłam do kobiety, która tu pracowała i zapytałam czy mogłabym nie zdejmować tej bluzki tylko wyjść w niej, ponieważ tamtą mam zniszczoną. Nie było problemu. Chłopak podszedł do kasy, wyjął kartę kredytową i podał ją kobiecie. Nie zdążyłam zauważyć jaka kwota pokazała się na kasie.
- Masz ochotę na kawę? – zapytał.
- Mówiłeś, że nie będziesz mnie zatrzymywał.
- Pomyliłem się. – i znowu się uśmiechnął. Nogi zrobiły mi się jak z waty. Sięgnęłam do torby po iPhona. 5 nieodebranych połączeń od Loli.
- Chętnie, ale zanim pójdziemy muszę wykonać jeden telefon. – nacisnęłam na przycisk „Połącz”. Po drugim sygnale odebrała.
- Gdzie ty do cholery jesteś, Suzie?? Zajęcia zaczęły się 10 minut temu, a ja nadal stoję przed wejściem i czekam na Ciebie!
- Przepraszam Cię kochana, ale coś mnie zatrzymało. Musimy to przełożyć. Przepraszam cię bardzo! – Lola nic nie powiedziała i się rozłączyła. Wiedziałam, że będzie na mnie zła, że ją tak wystawiłam.
- Już możemy iść? – zapytał chłopak.
- Tak tak. Chodźmy.

---------------------------------------------------
I jak wrażenia po pierwszym rozdziale?? ;)
Hej. ;)
Na tym blogu co jakiś czas będą się pojawiać nowe rozdziału opowiadania fanfiction o Justinie Bieberze. Zachęcam do komentowania. ;)