Wiele dziewczyn dałoby się zabić żeby choć dotknąć ściany
tego budynku. A ja tu byłam. I to z samym Justinem. O boże!
- Wszystko w porządku? – zapytał chłopak zdejmując buty.
- Tak, tak – musiałam bardzo ambitnie wyglądać rozglądając
się wokoło z otwartymi ustami. Poszłam w ślady Justina i też zdjęłam buty.
Chłopak spojrzał na mnie i wskazał mi wejście głębiej do domu. Zrozumiałam, że
kazał mi pójść dalej. Zrobiłam kilka kroków, a on ruszył za mną. Weszłam do
ogromnego salonu. Wszystko wyglądało tu na drogie: trzy kanapy z białej skóry,
wielka plazma na ścianie, kryształowy żyrandol, dwie konsole do gier.
- Chcesz coś zjeść?
- Eeee… - w tym momencie poczułam lekkie burczenie w
brzuchu. – Mhm.
Justin zaprowadził mnie do kuchni, która była równie duża i
designerska jak salon. Otworzył lodówkę i zajrzał do środka.
- Hmmm. Mogę ci zaoferować…
- Zjadłabym naleśniki – wypaliłam bez namysłu. Od razu
zrobiłam się czerwona.
- Naleśniki? Uwielbiam je! – wyjął z lodówki składniki,
sięgnął do szuflady po patelnię, miskę i blender. Zmieszał wszystko ze sobą i
zaczął smażyć. Cudowny zapach rozniósł się w pomieszczeniu.
- Z czym chcesz je zjeść? – zapytał przewracając naleśnika
na drugą stronę.
- Uhm. Masz dżem malinowy?
Uśmiechnął się i sięgnął do lodówki po słoik. Wyjął dwa
talerze, sztućce i postawił na blacie. Podał mi dżem i talerz z naleśnikami.
Nałożyłam sobie dwa (żeby nie pomyślał sobie, że jestem jakimś żarłokiem –
którym niestety jestem), posmarowałam je dżemem i zaczęłam jeść. Przez cały
posiłek Justin mi się przyglądał.
- Ubrudziłam się?
- Nie, nie. To może zabrzmieć dziwnie, ale wyglądasz
ślicznie jak jesz.
Zakrztusiłam się ostatnim kęsem mojej porcji. Ślicznie?
Justin podał mi szklankę z wodą. Wypiłam całą jednym tchem.
- Ehm. Dzięki?
Chłopak wziął nasze talerze i zaniósł do zlewu. Zauważyłam,
że sam zjadł tylko jednego naleśnika.
- Justin.. Jesteś pewien, że nie będziesz jadł więcej?
Zmarnuje się.
- Nie jestem głodny. Chcesz zobaczyć resztę domu?
Nie wiedziałam co mam powiedzieć więc tylko kiwnęłam głową,
a on podał mi rękę i pomógł zejść z wysokiego stołka. Zaprowadził mnie po
schodach na górę. Weszliśmy do pokaźniej łazienki. Wanna, prysznic, trzy
umywalki. I to wszystko tylko dla jednego chłopaka. No cóż, wszystko jest
łatwiejsze, kiedy zarabia się niewyobrażalnie duże pieniądze. Z łazienki
przeszliśmy do małej siłowni. Dużo różnego rodzaju sprzętu tu stało. Większość
nie wiedziałam do czego służy. Doszliśmy do dużych białych drzwi, a Justin się
przy nich zatrzymał.
- A tutaj… - nacisnął klamkę. - … jest moje królestwo.
Przekroczyłam próg i ujrzałam ogromny (na prawdę ogromny)
pokój z wielkim łóżkiem na środku. Zobaczyłam przeszkloną garderobę, w której
prezentowała się niezła kolekcja supr i fullcapów. Pod ścianami pomieszczenia
stały regały wypełnione książkami, z sufitu zwisały dwa fotelo-krzesła (nigdy
nie wiem jak to nazwać), na wolnych ścianach powieszone były znane obrazy.
Całość prezentowała się zjawiskowo. Podeszłam do dużego biurka, na którym
oczywiście stał iMac i MacBook Pro. Spojrzałam na walające się wszędzie kartki.
Na większości był zapisany ten sam tekst, który dostałam rano w paczce, tylko,
że linijki były pokreślone, pozamazywane. Justin podszedł do mnie od tyłu,
dotknął rękami moich bioder i spojrzał czemu się przyglądam. Zabrał mi z ręki
kartkę i ruszył w róg pokoju. Stała tam gitara. Wziął ją do ręki, usiadł na
łóżku i zaczął grać pierwsze akordy. Melodia była cudowna, ale kiedy chłopak
zaczął śpiewać nie dało się tego opisać słowami.
What’s gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped all the way
around your heart
Usiadłam obok Justina na łóżku. Wyśpiewane przez niego słowa
pieściły moje uszy, na moim ciele pojawiły się ciarki, coś drgnęło w sercu. Z
zamkniętymi oczami wsłuchiwałam się w ostatnie linijki tekstu piosenki.
If you spread your wings
You can fly awal with me
But you can’t fly unless you let ya,
Let yourself fall
Justin skończył grać i odłożył gitarę na bok. Nawet z
zamkniętymi oczami poczułam jego wzrok na sobie. Zamrugałam powiekami i
odwróciłam głowę w jego stronę.
- To było piękne – wyszeptałam.
- Napisałem ją dla ciebie. Tak jak przeczytałaś w liście,
inspirujesz mnie – złapał mnie za rękę. – Dzięki tobie czuję się lepszy,
dopełniasz mnie.
Patrzyłam w jego niesamowite oczy nie wiedząc co zrobić.
Chłopak położył drugą rękę na moim kolanie.
- Jesteś wspaniała. Od kiedy tylko cię pierwszy raz
ujrzałem, wiedziałem, że będziesz pełnić jakąś rolę w moim życiu.
- Ale ja nie pełnię żadnej roli!
- Jesteś moją muzą. Nawet nie wiesz ile pomysłów na piosenki
mam dzięki tobie.
Przysunął się bliżej. Nasze nosy prawie się ze sobą stykały.
Pachniał wodą po goleniu i jakimiś dobrymi perfumami, których zapach był ciężki
do zidentyfikowania. Czułam jego oddech na moich ustach. Po chwili chłopak
przysunął się jeszcze bliżej i chciał mnie pocałować, ale ja niekontrolowanie
odwróciłam głowę.
- Przepraszam.
- W porządku, rozumiem – Justin zabrał rękę z mojego kolana
i usiadł prosto.
- Zrozum, po prostu ja… my.. no znamy się tydzień! Spędzamy
ze sobą dopiero drugi dzień. To troszkę dziwne. Nie chcę się spieszyć. Ale nie
zrozum tego w ten sposób, że ja cię nie lubię!! Po prostu chcę poczekać.
- Rozumiem. Żałuję, że to zrobiłem. Nie wiem dlaczego to się
stało. Tak na mnie wpływasz – wstał, wyjął z kieszeni swojego iPhone’a i
nacisnął przycisk. – Dochodzi 21. Chcesz wracać do domu?
- Ehm…. Mhm. – pokiwałam głową.
- Patrick cię odwiezie.
Zeszliśmy na dół. Zakładałam buty w czasie, kiedy Justin
wyglądał przez okno.
- Wszystko wygląda na to, że paparazzi się już zwinęli.
Myślę, że jesteś bezpieczna.
Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.
- No to na razie.
- Miłej podróży – uśmiechnął się i dał mi buziaka w
policzek. W moim brzuchu coś się wywróciło. Miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję
(w dobrym sensie). Nacisnęłam klamkę i wyszłam na świeże powietrze. Wieczór był
ciepły, ale wiał lekki wiaterek. Przeszłam przez furtkę i już miałam otworzyć
sobie drzwi samochodu kiedy naglę ujrzałam rażący błysk flesza.
- Tak! Wiedziałem, że warto będzie siedzieć tu do późna.
Uśmiechnij się mała. – nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że cały czas cykał
mi zdjęcia. Zamurowało mnie. Po chwili ocknęłam się i jak najprędzej wskoczyłam
na tylnie siedzenie auta. Patrick był już w środku i kiedy tylko zamknęłam
drzwi, nacisnął pedał gazu.
Podróż minęła mi bardzo szybko. Nawet nie zauważyłam kiedy
podjechaliśmy pod mój dom.
- Dziękuję Patrick’u. Miło było cię poznać. Spokojnego
wieczoru. – wyskoczyłam z samochodu, pobiegłam do drzwi i z ulgą zamknęłam je
za sobą. To był szalony dzień. Już miałam zacząć wchodzić po schodach kiedy
usłyszałam:
- Gdzie byłaś młoda damo? – mama jeszcze nie spała i
widocznie czekała na mnie.
- Ja? Ehm.. Byłam.. U kolegi byłam – w sumie trochę prawda.
- U jakiego kolegi?
- Nie znasz. Poznałam go ostatnio na fitnessie. Jest w moim
wieku. Zaprosił mnie do siebie na kawę.
- Do siebie?
- Tak. Byliśmy już wcześniej w kawiarni, ale on się chwalił,
że umie robić smaczniejszą kawę i chciałam się przekonać.
- Suzie. Zdajesz sobie sprawę z tego, że masz 17 lat i
powinnaś nas uprzedzać, dokąd idziesz i o której wrócisz. Mogło ci się coś
stać. Ten chłopiec mógł cię zgwałcić, nie znasz go przecież długo.
- O gwałt bym się nie martwiła.
- Czemuż to?
- On jest gejem mamo. No dobrze, przepraszam. Następnym
razem zadzwonię albo wyślę sms’a. Teraz jestem zmęczona. Mogę już iść?
- Idź. Dobranoc.
Weszłam po schodach do pokoju. Nie lubiłam oszukiwać mamy.
Ale co miałam jej powiedzieć? Międzynarodowy gwiazdor zabrał mnie do swojej
willi i gonili nas paparazzi? To by nie przeszło. Włączyłam mojego MacBook’a i
weszłam na facebook’a. Miliony powiadomień. Nuda, nuda, nuda. Była też
wiadomość. Od Loli. Przysłała mi jakiś link z podpisem: „Powinnaś to zobaczyć.
Od kiedy to się ciągnie? Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? Zadzwoń jak
najszybciej!”. Nie wiedziałam, o co jej chodziło. Kliknęłam w link i otworzyła
się nowa karta jakiegoś portalu plotkarskiego. Nagłówek głosił: „Nowa
dziewczyna Biebera??”. Zjechałam niżej, a w moich oczach automatycznie zebrały
się łzy. Pod tekstem były umieszczone trzy zdjęcia: na jednym dziewczyna
wsiadała do czarnego samochodu, na drugim zakryta bluzą wbiegała na ogrodzony
teren, na trzecim zamurowana wpatrywała się w obiektyw fotografa. Na wszystkich
była ja!
___________________________________________________________
wyrobiłam się szybciej i macie rozdział już dzisiaj :)