Dzień był jak co dzień, co tu dużo mówić. Słońce świeci,
dzieci biegają, psy szczekają. Czyli znowu to samo. A co się może więcej dziać
w środku lata w Los Angeles? Przeprowadziłam się tu 2 miesiące temu, a już
zdążyłam znienawidzić to miejsce. Gdzie się nie obejrzę tam paparazzi goniący
jakąś kolejną sławę.. Ale przynajmniej warunki dobre. Kluby fitnessu (który
swoją drogą uwielbiam) na każdym rogu. Do jednego z nich zmierzałam. Ubrana w
sportową bluzę, zwykły biały t-shirt i granatowe rybaczki wolnym tempem
przepierzałam kolejną przecznicę do miejsca gdzie miałam spotkać się z Lolą.
Umówiłyśmy się na dzisiejszy trening, bo jednak w towarzystwie przyjemniej się
ćwiczy. Kolejna ulica. Jeszcze tylko 2 skręty w lewo i będę na miejscu. Minęłam budkę z koktajlami i nagle stwierdziłam, że
od tego gorąca zrobiłam się spragniona. Podeszłam do niej, a miły sprzedawca
zapytał się o smak, który lubię. Poprosiłam o czekoladowy, zapłaciłam i
ruszyłam dalej. Nagle poczułam wibrację w torbie. Pewnie Lola się niecierpliwi.
Wyciągnęłam mojego iPhona i przeczytałam na wyświetlaczu: „Hej! Gdzie jesteś?”.
Dotknęłam opcji „Odpisz” i wpisałam „Już prawie jestem”. Właśnie miałam kliknąć
„Wyślij” kiedy ktoś z impetem wpadł na mnie i cały mój koktajl znalazł się na
mojej koszulce.
- Co do kurwy?????
- O mój boże! Przepraszam! Nie zauważyłem cię! – nieznajomy
wyjął chusteczkę i próbował zetrzeć napój który kapał mi na buty.
- To ty ślepy jesteś?!?! Jak ja teraz będę ćwiczyć w całym
mokrym i brudnym ubraniu?? – ten człowiek przez cały czas usiłował coś temu
zaradzić. – Zostaw mnie w spokoju! Spieszę się.
- Spokojnie. Mogę odkupić ci tą koszulkę. Tu obok jest
świetny sklep. Chwila moment i możesz iść tam gdzie idziesz. Nie mogę przecież
pozwolić żebyś chodziła po mieście w bluzce zalanej czekoladą.
Rozważałam propozycję chłopaka, który swoją drogą był
nieziemsko przystojny i jakby znajomy. Ubrany był w czarne rurki, biały
podkoszulek, fullcap i czerwone supry.
- Ok. Ale potem muszę od razu lecieć na trening. Umówiłam
się i….
- Oczywiście! Nie ma sprawy. Nie zatrzymuję Cię przecież.
Przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy do butiku Burberry co
wydawało mi się dziwne, bo na co dzień nie wchodzę do takich sklepów. Wiedziałam,
że tam nawet zwykłe koszulki kosztują niemałe pieniądze.
- Czy naprawdę musimy tu wchodzić? – zapytałam. – Nie stać
mnie na takie drogie ubrania.
- A czy ktoś powiedział, że to ty będziesz za nie płacić?
Obiecałem, że odkupię ci bluzkę, bo poprzednią ci zniszczyłem, więc dotrzymam
słowa.
Zrobiło mi się trochę głupio, że tak go wykorzystuję. Nie
chciałam wyłudzać od niego pieniędzy, ale także nie chciałam ćwiczyć w brudnej
bluzce. Chłopak spojrzał na mnie określając na oko mój rozmiar, złapał białą
bluzkę z krótkim rękawem i podał mi ją.
- Trzymaj. Jak założysz to wyjdź i się pokaż. Chciałbym
zobaczyć czy dobrze wybrałem, bo sądzę, że w tym kroju będzie ci do twarzy. - I
uśmiechnął się.
Jego uśmiech zwalił mnie z nóg. Zastygłam patrząc na niego
osłupiała.
- Co? Mam coś na twarzy? – zapytał.
- Nie, nie. Idę do przymierzalni.
Znalazłam ją na końcu pomieszczenia. Była ogromna. Lustra
pięknie zdobione, sofa i cudowne wieszaki. Zdjęłam ubrudzoną bluzkę i rzuciłam
na podłogę. „Nie przyda mi się więcej” – pomyślałam. Włożyłam tą, którą wybrał
dla mnie chłopak i odwróciłam się do lustra. Leżała jak ulał i musiałam
przyznać rację nieznajomemu. W tym kroju było mi nie tyle ładnie, co bardzo
komfortowo. Wyszłam z przymierzalni i pokazałam się chłopakowi.
- I jak? – zapytałam.
- Wyglądasz świetnie. Mam do tego oko.
Ludzie wokół się na nas patrzyli i pokazywali na mojego
towarzysza palcami. To było dziwne, ale nie warte zachodu. Podeszłam do
kobiety, która tu pracowała i zapytałam czy mogłabym nie zdejmować tej bluzki
tylko wyjść w niej, ponieważ tamtą mam zniszczoną. Nie było problemu. Chłopak
podszedł do kasy, wyjął kartę kredytową i podał ją kobiecie. Nie zdążyłam
zauważyć jaka kwota pokazała się na kasie.
- Masz ochotę na kawę? – zapytał.
- Mówiłeś, że nie będziesz mnie zatrzymywał.
- Pomyliłem się. – i znowu się uśmiechnął. Nogi zrobiły mi
się jak z waty. Sięgnęłam do torby po iPhona. 5 nieodebranych połączeń od Loli.
- Chętnie, ale zanim pójdziemy muszę wykonać jeden telefon.
– nacisnęłam na przycisk „Połącz”. Po drugim sygnale odebrała.
- Gdzie ty do cholery jesteś, Suzie?? Zajęcia zaczęły się 10
minut temu, a ja nadal stoję przed wejściem i czekam na Ciebie!
- Przepraszam Cię kochana, ale coś mnie zatrzymało. Musimy
to przełożyć. Przepraszam cię bardzo! – Lola nic nie powiedziała i się
rozłączyła. Wiedziałam, że będzie na mnie zła, że ją tak wystawiłam.
- Już możemy iść? – zapytał chłopak.
- Tak tak. Chodźmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz