czwartek, 23 maja 2013

Twelve




Justin ! Zerwałam się na proste nogi, aż rozwalił mi się kok na głowie.
Ona nie może Cię zobaczyć, zabije mnie !
Położyłam Justinowi jedną rękę na brzuchu, drugą na ramieniu, po czym lekko go odepchnęłam. Rozejrzałam się po pokoju, i jedyne co mi przyszło do głowy to ..
Jus, OKNO ! Chłopak złapał mnie za biodra, przysunął twarz do mojej.
Poczułam ciepło na brzuchu, jego rękę. Lekko musnął moje usta swoimi, i bez słowa wyszedł, a ja stałam wpatrzona w pustą przestrzeń. To musiało wyglądać komicznie z jego punktu obserwacji.
- Hej Suzie, wyszeptała mama. Schodząc na dół zastałam ją rozłożoną przed telewizorem, ze śpiącą Kathy na kolanach.
- Oo, jak było na placu ? Wymamrotałam równie cicho jak ona.
- Mała zdarła sobie kolano, stąd tak szybko jesteśmy w domu. Ojciec nas podrzucił, a sam pojechał jeszcze do wujka Zayna. U Ciebie coś się działo? Jakie masz plany na jutro?
- Nie, tylko porządkowałam komodę. Jutro chyba spotkam się ze znajomymi z klasy, tylko nie mam w co się ubrać Mamo...
W mojej szafie są same koszule, swetry, bluzy, długie spodnie... Nie mam żadnych topów, t-shirtów, szortów...
- Jak tata wróci, da Ci kieszonkowe, ile to tym razem chcesz ?
- Hm. Biorąc pod uwagę że potrzebuję na chwilę obecną koło piętnastu koszulek, i sześć par spodenek, plus brzoskwiniowe krótkie conversy... koło 400 $.
- Powiedz to ojcu, a dostaniesz dolara. Na ten moment ja mogę Ci dać 120 $, bo udało mi się sprzedać ten stary projekt, tata pewnie koło 100 $
- Dobre i to. Idę do pokoju i zejdę jak wróci.
Pobiegłam na górę, zahaczając po drodze o toaletę,
i otworzyłam w przeglądarce kilka kart w tym reserved, zara, h&m i pull&bear.
Zrobiłam zdjęcia kilku ubrań, które mi się spodobały i spisałam ceny.
 Wystukałam na telefonie sms'a do Loli : Ej, nie gniewaj się już... Może małe zakupy ? Spotkajmy się pod skrzyżowaniem obok Ciebie za 10 minut.
(tyle zajmowało mi dojście do niej).

Założyłam moje ciemne legginsy z motywem galaxy, i dżinsową koszulę, do tego bransoletkę z ćwiekami i granatowe conversy za kostkę.
Chwyciłam telefon, który od razu wylądował w tylnej kieszeni moich legginsów, i klucze.
Tata akurat przyjechał.
Wybiegłam z pokoju, po drodze biorąc od mamy obiecane pieniądze.
- Tato, Tatusiu, Tatku !
- Dobra, mów co chcesz.
- Kochanie, daj Suz 100 $, idzie po jakieś ubrania bo nie ma w czym chodzić. Wtrąciła mama.
Tata zrobił minę zrzędłego dziadka, ale dał mi pieniądze, które również zawędrowały do mojej kieszeni.
Oboje dostali buzi w policzek, po czym co sił w nogach pobiegłam do Loli, przy okazji rozplątując zniszczonego koka, który dziwnie zwisał w połowie głowy.
- Jesteś ! Myślałam, że nie przyjdziesz... Podbiegłam i przytuliłam ją mocno.
- Dobra, dobra. Ile wzięłaś kasy ? Mi dali tylko 200 $.
- 220! Za te 20 kupimy sobie małe mrożone w coffe.
Lola uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę, szłyśmy tak do przystanku.
- Jedziemy do centrum, nie ?
- Myślę, że tak. Widziałam spore obniżki ! Suz, byłaś dzisiaj na stronce reserved ?
- Tak, i wyczaiłam świetne ciuchy !
Podjechał bus, który po 20 minutach wysadził nas pod samo centrum handlowe.
W trakcie drogi ani razu nie poruszyła tematu Justina... To było bardzo dziwne...
Do czasu.
- Ej Suzie, nie gniewaj się że tak reaguję na imię Twojego chłopaka.
Puknęłam ją w ramię.
- Grabisz sobie ! To nie jest mój chłopak.. Znam go bardzo krótko, i szczerze...
Nigdzie i do niczego mi się nie spieszy. Ale nie mówmy o nim, dzisiaj jest nasz dzień.
Ścisnęła usta w jedną linię i podniosła kąciki, ruszając oczami w prawą stronę wskazała mi kawiarnie.
- Dzień Dobry, czym mogę służyć ?
- Poprosimy dwie małe, miętowe mrożone.
 Podałam pieniądze i usiadłyśmy przy stolikach czekając na zamówienie.
Po dwóch minutach Pani przyniosła kawy, a my ruszyłyśmy w stronę sklepów.
Omijając kilka, podziwiałyśmy ubrania na manekinach, lecz dopóki nie dopijemy napojów, nici z wejścia do jakiegokolwiek z nich.
Ok, kawy wypite, kubki wyrzucone. Pierwszy w kolejce H&M.
Chwytałyśmy w ręce wszystko co nam się spodobało, oczywiście w odpowiednich dla nas rozmiarach i weszłyśmy do przymierzalni z toną różnorakich ciuchów.
Tak było w każdym z odwiedzonych przez nas sklepie.
W ostateczności ja wyszłam z ośmioma topami, trzema parami szortów, a Lola z czterema topami, sandałkami i jedną parą szortów.
Po drodze do domu wspominałyśmy czasy, kiedy w głowach miałyśmy lalki, nie chłopaków.
Odprowadziłam ją do domu, rzucając "Do zobaczenia niedługo." i skierowałam się w stronę domu.
Na podwórku Kathy bawiła się kucykami, a rodzice siedzieli przy kawie rozmawiając.
 Nawet nie zauważyli, że weszłam.
Wychylając się zza okna w mojej łazience miałam widok na ogród, również na nich, poniekąd też słyszałam co mówią.
Wyrzuciłam ubrania z toreb na łóżko, przymierzając każde z nich po kolei.
Obcięłam metki. Dobry dzień, wiele korzyści.
Nagle coś mnie tknęło. Moje palce sunęły po ustach, a oczy się oszkliły.
To się stało, on mnie pocałował. Ja sama nie wiem, czemu się tak poddałam.
Prawie wcale go nie znam.
Zawsze sobie wmawiałam, że jestem na tyle brzydka, że będę forever alone do końca życia...
Uszczypnęłam się w myślach i aż krzyknęłam.

Przecież ja nie mam chłopaka.

- Suzanne wcale nie masz chłopaka, wcale go nie chcesz, to sława, zostawi Cię dla pierwszej lepszej gwiazdy. - mój mózg. Serce zaś krzyżowało plany rozumowi i czułam, że muszę coś zrobić.
 Nie mogę tego tak zostawić.. Choć może, moje nadzieje są zbyt duże ? Może Justin traktuje mnie jak chwilową zabawkę... Niee. To nie w jego stylu. Cholera... z resztą co ja wiem o jego stylu bycia.

Gówno.
Wyjęłam z kieszeni legginsów telefon, i napisałam : " Hej, jak mija dzień ?"
Błyskawiczna odpowiedź. " Hej Suu, źle, bo bez Ciebie .. widzimy się niedługo?"
To słodkie, ale muszę go trochę pohamować.
" Ze mną nie było by lepiej Justin :) Możemy się spotkać za 15 minut u mnie ? Wejdź ostrożnie tylnym wejściem"
" <3"

Nagle słyszę skrzypienie schodów prowadzących na górę. Moje serce zamarło, czyżby rodzice już wrócili z podwórka? Moim oczom ukazał się Justin.
 Był ubrany dość nietypowo bo w bokserkę, i spodnie wywinięte do połowy łydki. Złoty wisior zdobił jego szyję, a czarne kolczyki uszy.
Grzywka perfekcyjnie wywinięta do góry, a karmelowe oczy skierowane na mnie...
- Przestań.
- Przestań co ?
- Się gapić !
- Nie powinno Ci to przeszkadzać. Jesteś piękna.
- Nie mów mi tego, wiem, że tak nie jest.
Uciszył mnie.
Jego usta znowu musnęły moje, tym razem na dłużej. Splotłam nasze dłonie, które były między brzuchami. Oparł swoje czoło o bok mojej głowy i wyszeptał :
" jesteś piękna, uwierz w to"...


Podoba się ? Zostaw ślad na dole <3

piątek, 17 maja 2013

Eleven


Po godzinie spokojnego spaceru postanowiłam wrócić do domu. Chciałam porozmawiać z rodzicami o artykule w gazecie. Weszłam do domu i zamknęłam drzwi. Zastałam ich w salonie, bawili się z Kathie.
- Hejka – powiedziałam, a ich głowy obróciły się w moją stronę.
- O, witaj córciu – mama uśmiechnęła się promiennie. – Gdzie byłaś?
- Poszłam się przejść. Było mi źle z tym, że myślicie, że coś mnie łączy z tym chłopakiem. Musiałam sobie to poukładać w głowie. Ale stwierdziłam, że lepiej będzie z Wami po prostu porozmawiać.
- Ale kotku, nie ma o czym rozmawiać. Wczoraj sobie wszystko wyjaśniliśmy i temat zamknięty.
- Naprawdę?
- Tak kochanie. A! I ktoś czeka na ciebie na górze – mama wskazała schody.
Wstałam z kanapy i idąc po stopniach zastanawiałam się, kto to może być. Uchyliłam drzwi mojego pokoju i zauważyłam dziewczynę z brązowymi lokami. Lola. Weszłam do pokoju, a ona od razu się odwróciła.
- Suzie! – przytuliła mnie. – Nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz…
- Co ty tu robisz? – przerwałam jej.
- Nie można było się z tobą skontaktować, więc została mi jedna opcja. W ogóle to jestem na ciebie zła!
- Tak?
- Justin Bieber? Serio? Kochana! Czemu mi nic nie powiedziałaś? Jestem twoją najlepszą przyjaciółką, a zataiłaś przede mną OGROMNĄ informację. Ja bym ci powiedziała jakby mi się coś takiego przydarzyło!
- Przepraszam Lolu, ale mam tyle na głowie, że nie miałam czasu zadzwonić. A z Justinem mnie nic nie łączy.
- Czyżby? Bo widziano was razem w lunaparku i POD JEGO DOMEM! Wiesz ile dziewczyn chciałoby go chociaż dotknąć, nie mówiąc już o zaproszeniu do jego domu! Jestem jedną z nich! Jestem Belieber i nawet nie wiesz jak mnie zabolało jak zobaczyłam wasze wspólne zdjęcia.
- Bel… CO?
- Belieber, czyli coś więcej niż fanka. Wspieramy go. Gdy jest smutny, to za wszelką cenę staramy się go pocieszyć itp.
- Lola! Nic mnie z nim nie łączy! To, że byliśmy razem w kawiarni, lunaparku, na wzgórzu i w jego domu to nie znaczy, że jesteśmy RAZEM! Jest bardzo sympatyczny, więc miło mi się z nim spędza czas.
- Czekaj! Na jakim wzgórzu?
- Zabrał mnie na jakieś wzgórze, klif, cokolwiek to było i jedliśmy kanapki. Nie byliśmy tam długo, bo przyszedł Alfredo i…
- ZNASZ ALFREDO??? O boże! Poznasz mnie z nimi? Proszę, proszę, proszę!
- Jak będzie okazja – uśmiechnęłam się, a Lola rzuciła się na mnie i zaczęła przytulać. W tym momencie mój iPhone zawibrował. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Justin. Chwyciłam telefon i schowałam szybko do tylniej kieszeni.
- Nie odbierzesz sms’a?
- To tylko reklama – zapewniłam Lolę. – Wiesz, muszę iść do toalety. Zaraz wracam.
Weszłam do łazienki, która znajdywała się w moim pokoju, zamknęłam za sobą drzwi na zamek, wyjęłam iPhone’a i usiadłam na (zakrytej!) toalecie. Przesunęłam palcem, by odczytać wiadomość.
Od Justin:
„Hej piękna. Co dzisiaj robisz? ;* ”
Wklepałam szybkie „Lola jest u mnie. Nie mogę się spotkać ;/ ” i kliknęłam przycisk na toalecie żeby spuścić wodę, bo przecież Lola myśli, że przyszłam tu załatwić swoje potrzeby. Telefon znowu zawibrował: „Lola? o_O”. Uśmiechnęłam się. Wysłałam mu krótkie: „Moja przyjaciółka”, umyłam ręce i wyszłam z łazienki. Spojrzałam na Lolę siedzącą na łóżku i wpatrującą się w swoje paznokcie. Podeszłam do niej po cichu i objęłam ją od tyłu.
- Dziękuję, że jesteś – wyszeptałam jej do ucha i dałam buziaka w policzek.
Lola zaśmiała się.
- Wiesz kicia… - zaczęła. – Zastanawia mnie jeden fakt. Czemu nie mogłabyś teraz zadzwonić do Justina i od razu nas umówić!
- To nie takie proste. On jest gwiazdą i nie ma wolnego cały czas tak jak my. Poza tym… Nie mam do niego numeru – skłamałam, ale co miałam zrobić? Chciałam tylko chronić Justina. I siebie żeby Lola nie urwała mi głowy pytając, kiedy się z nim spotkamy.
- Jak to nie masz numeru? To jak wy się umawialiście?
- Justin tu przychodził – powiedziałam i od razu tego pożałowałam.
- O MÓJ BOŻE!!! JUSTIN BIEBER CHODZIŁ PO TEJ PODŁODZE! – krzyknęła i położyła się na panelach. – O boże! Nie wierzę!
- Lola, wstań! – podniosła się. – Justin to normalny człowiek, więc nie rób z tego takiej afery!
- Ale to Bieber!!!
- Czyli zwykły chłopak, który umie śpiewać! Pamiętam jak mi kiedyś o nim opowiadałaś. Że nie miał pieniędzy i musiał grać pod teatrem. Ale miał szczęście i mu się ułożyło w życiu. Mogę się założyć, że gdyby nie był taki popularny to byś go nawet nie dotknąć nie chciała!
- Co się z tobą dzieje? Kocham go i mam prawo do jarania się wszystkim, co z nim związane!
- Nawet go nie znasz! Jeżeli masz nadal mieć takie podejście to wyjdź stąd, bo nie chcę tego słuchać. To tak samo jakbyś mówiła o Thomas’ie z równoległej klasy!
- Fuuu! Thomas? To ten z pryszczami na całej twarzy? Bleee. Justin jest przynajmniej ładny. Dobra! Sory! Nie chcę się kłócić o takie głupoty.
- Ja też nie – uśmiechnęłyśmy się obie i wpadłyśmy sobie w ramiona. Po chwili uścisku oddaliłyśmy się od siebie na 3 cm.
- Obiecaj, że zawsze będziesz przy mnie – powiedziałam.
- Obiecuję – Lola przyciągnęła mnie do siebie, cmoknęła w usta i znowu zamknęła w niedźwiedzim uścisku.
- Dusisz mnie! – krzyknęłam.
- Zdarza się – zaśmiała się.
Przez następne pół godziny siedziałyśmy na łóżku plotkując i zajadając się czekoladkami. W pewnym momencie stwierdziłam, że muszę do toalety.
- Zaraz wracam – mruknęłam do Loli i weszłam do łazienki. Zrobiłam, co miałam zrobić, umyłam ręce, ochlapałam twarz zimną wodą i chwyciłam za klamkę. Za drzwiami stała zdenerwowana Lola.
- Mówiłaś, że nie masz do niego numeru! – podniosła rękę, w której trzymała mojego iPhone’a. Na wyświetlaczu widniała nowa wiadomość od Justina.
 ________________________

- Lola!
- Przestań się tłumaczyć! – jej brązowe loki podskakiwały od nerwowego chodzenia po moim pokoju. – Skłamałaś! Znowu! Co się z tobą dzieje?
- Musiałam skłamać. Justin nie pozwala mi nic mówić.
- Jestem twoją przyjaciółką!
- Nikomu nie mówić!
- Nawet mi?
- Nawet tobie.
- Świetnie! – klasnęła w dłonie. – To teraz on jest dla ciebie ważniejszy niż ja?
- Powiedziałam coś takiego? Nie wydaje mi się!
- Co się z tobą dzieje? – zapytała po raz kolejny. – Odkąd go spotkałaś jesteś jakaś inna!
- Słucham? Ja przynajmniej nie wkurzam się o jedno małe kłamstewko!
- Jedno? Małe? A, przepraszam, kto mi wmówił, że poznał jakiegoś Louis’a?
- Wiedziałam jakbyś zareagowała! Musiałam!
- Nic nie musiałaś, Suzanne! Teraz wychodzę i mam nadzieję, że przemyślisz swoje zachowanie.
- O! Mówisz jak moja matka!
- Nie prawda!
- Udowodnij!
- Twoja matka nigdy by tak do ciebie nie powiedziała, bo jesteś grzeczniutką córeczką, która nigdy nie zrobiła nic złego.
- Przekonałaś mnie.
Lola wywróciła oczami i zbiegła ze schodów. Przy drzwiach jeszcze na sekundę się odwróciła żeby rzucić mi zabójcze spojrzenie i wyszła. Odetchnęłam. Nienawidziłam się z nią kłócić. Do mojej głowy wpadła myśl – gdzie do diaska są rodzice? Weszłam do kuchni i ujrzałam karteczkę na blacie:

Wyszliśmy z Kathy na plac zabaw.
Jak będziesz głodna, to w lodówce masz makaron.
Mama :* 

Plac zabaw? Aha! Wyszłam z kuchni chwytając po drodze butelkę soku pomarańczowego i już miałam iść w stronę schodów, gdy nagle usłyszałam głos za sobą:
- Myślałem, że już nigdy nie wyjdzie! - aż podskoczyłam. Odwróciłam się i ujrzałam Justina w drzwiach prowadzących do ogrodu. – Nigdy ich nie zamykacie, co?
-Justin!! Długo tu stałeś?
- Na tyle długo żeby usłyszeć, że nieźle się na siebie wydzierałyście. O co poszło? – oparł się o framugę.
- O ciebie.
- O mnie? Jakbym teraz jadł, to bym się zakrztusił! Co?
- No tak! Powiedziałam jej, że nie mam twojego numeru, a ona zobaczyła ostatnią wiadomość od ciebie, której swoją drogą nie przeczytałam, i się wkurzyła.
- Ale… Czekaj! Gadałyście... o mnie?
- To takie dziwne? Masz miliony fanów, którzy mówią o tobie przez cały czas.
- W sumie racja – uśmiechnął się. – Będziemy tak stać, czy coś robimy?
- Hmmm… Masz coś konkretnego na myśli? – zaśmiałam się i spojrzałam na niego seksownie.
Podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów.
- Może zaczniemy od pójścia do twojego pokoju.
Weszliśmy na górę. Justin puścił moją rękę i od razu rzucił się na łóżko. Chwycił w rękę pilota i włączył telewizor. Wywróciłam oczami i podeszłam do szafki żeby sprzątnąć opakowanie po żelkach, które jadła Lola. Wyrzuciłam folię, usiadłam przy biurku i otworzyłam mojego MacBook’a. Weszłam na mail żeby sprawdzić pocztę. Miałam 200 nowych maili! Od rana! Weszłam w pierwszy i głośno wciągnęłam powietrze do płuc.
- Coś nie tak? – zapytał z troską w głosie Justin.
- Nie. Wszystko w porządku – wróciłam do czytania maila.
Justin tylko spojrzał na mnie podejrzliwie i ułożył się wygodniej między poduszkami.
„Ty suko! Zabierasz nam naszego Justina! Jak możesz? Odczep się od niego! On nigdy nie będzie twój!”
Mail trafił do kosza. Otworzyłam kolejnego i jęknęłam. Ten był jeszcze gorszy.
- Co jest? – Justin podniósł się z łóżka i ruszył w moją stronę.
- Naprawdę nic! – próbowałam zakryć laptopa własnym ciałem.
- Nie wierzę ci – chłopak złapał laptopa i zabrał mi go. Usiadł z powrotem na łóżku i zaczął czytać. Wszystko po kolei.
- Kurwa, co? Nikt ci nie będzie groził! – odłożył laptopa na bok i chwycił za telefon.
- Co robisz? – zapytałam.
- Dodaję wpis na twitter’a.
Wzięłam MacBook’a i położyłam go na biurku. Załogowałam się na twitter’a i od razu zobaczyłam nowy post Justina: „Jeżeli jakaś Belieber nie akceptuje moich wyborów i decyzji, to nie ma prawa nazywać się prawdziwą Belieber”. Pod nim znajdowało się już 1000 odpowiedzi typu:
„Zawsze będziemy z Tobą”
„Akceptujemy twoje decyzje w 100%”
Spojrzałam na niego. Minę miał poważną.
- Nie chcę ich ranić, ale musiałem to napisać. Nikt nie będzie robił ci krzywdy!
- Czemu tak ci na tym zależy?
- Bo… Mówiłem, że jesteś wyjątkowa – chwycił moją rękę i zaczął się bawić moimi palcami. – Inna… Czuję się przy tobie lepszy – lekko się przysunął.
- Już to słyszałam – zaśmiałam się.
- Wiem – zbliżył swoją twarz do mojej. – Ale lubię to powtarzać – zaśmiał się.
Nasze nosy się stykały. Już Justin miał przysunąć do siebie nasze wargi, gdy nagle usłyszeliśmy:
- Suzie! Jesteśmy w domu!
DZIĘKI MAMO! GENIALNY MOMENT!

_________________________________________________________

Przepraszam, że musieliście tyle czekać! Problemy z weną i brak czasu ;/

Mmmmm.. prawie się pocałowali, ale znowu coś nie wyszło :p

środa, 8 maja 2013

Ten


***

- Mamo, spokojnieee...( Specjalnie przedłużyłam ostatnią literę, żeby mieć więcej czasu na wymyślenie dobrego kłamstwa. )
- Suzanne proszę Cię, streszczaj się bo chcemy z ojcem za 15 minut iść na wieczorną premierę do kina.
- Więc byłam w lunaparku z Eve, Kayrą, Michelem i Hubertem, jak mówiłam szłam ze znajomymi, no i ...
- Na zdjęciu jesteście sami. - Wtrąciła po cichu.
- Mamo, daj mi skończyć. Ty nie lubisz jak Ci przerywam, to nie rób drugiemu co Tobie nie miłe.-
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, że takie słowa mogą wypłynąć z moich ust (dość mądre jak na moje codzienne wypowiedzi do rodziców.)
-Więc już wracaliśmy do domu, Hubert w stronę metra, Eve i Kayra mieszkają obok siebie, a Michel został jeszcze na kolejce. Nagle przewróciłam się o nóżkę od stoiska z hot-dogami, która jak widzisz, też załapała się na zdjęcie. - Wskazałam palcem na nieszczęsny kołek, a mama przyjrzała się z bliska. - No i upadłam, zobaczył to ten chłopak i mi pomógł.
- To czemu on Cię tu obejmuje ?
- To chyba logiczne mamo. Pomógł mi wstać, moja kostka i kolano było tak obolałe, że musiał mnie dosłownie podnieść.
J-U-S-T-I-N   B-I-E-B-E-R  M-A   N-O-W-Ą    D-Z-I-E-W-C-Z-Y-N-Ę
Mama zaczęła literować pierwsze zdanie zaraz po nagłówku.
- Co na to powiesz Suzanne ?
- Mamo, to paparazzi. Oni wcisną nawet najbardziej zakłamany kit, byle by coś mieć na sławnych ludzi. A to w końcu jakiś Viever czy jak mu tam..
- Bieber córcia, Bieber. Nawet ja to wiem.
- Mamo.. słucham rapu, rocka nie takich bzdetów jak ... Co on właściwie śpiewa ?
- Pop. - Zaśmiała się i rzuciła gazetę na stolik do kawy. - Idź na górę, my wrócimy koło północy. Macie już wtedy obie spać ! - Przytuliła mnie mocno i szepnęła w ucho- Nie szalej z tym upadaniem na gwiazdy młoda.
Zaśmiałam się w duchu.
- Mamo.. idźcie już, bo się spóźnicie.
- Spojrzała na mnie spod włosów i mrugnęła. ( Na prawde dobra "przyjaciółka" z mojej mamy - bo tak siebie nazywałyśmy. )
Weszłam na górę, sprawdzając przez okno czy samochód nadal stoi na podjeździe, czy już wyjechali. Właśnie białe Suzuki odjechało, a ja mogłam sobie pozwolić na odpoczynek.
Zasłoniłam moje śliwkowe rolety, zapaliłam świece, i puściłam jakiś kawałek Papa Roach z mojej nowej płyty. Dzisiaj postanowiłam wykąpać się w wannie. Puściłam wodę, zakryłam odpływ korkiem, i poszłam po gumkę do włosów. Związałam je wysoko w koka, żeby się nie zmoczyły, bo włosy umyję jutro rano pod prysznicem, by były świerze przez dłuższy czas.
Do wody wrzuciłam musującą kulę. Płyn zabarwił się na pomarańczowo, a łazienkę wypełnił zapach brzoskwini. Rozebrałam się kładąc rzeczy pod zlewem, na koszu z brudnymi ciuchami, po czym wślizgnęłam się do wanny. Z wody wystawała mi tylko głowa, a całe ciało było zanurzone w pomarańczowej, pachnącej cieczy. Zaczęłam się zastanawiać co jutro założę, aż nie usłyszałam dzwoniącego telefonu. Zostawiłam go na komodzie w pokoju.
Aktualnie byłam w stanie "jestem w wannie, mam wszystko w dupie", więc znów układałam w głowie stylówki na następny dzień.
Woda zaczęła się ochładzać, a na nową nie było miejsca, bo by się przelała. Wyszłam, wytarłam ciało różowym ręcznikiem z Hello Kitty, chyba Katherine... Pokremowałam ciało kakaową ziają, włożyłam majtki i koszulkę.
Para wydobyła się z łazienki do mojego pokoju, a ja wybrałam piżamę grzebiąc w dolnej półce szafy. Włożyłam na siebie czarną, za dużą koszulkę, i krótkie fioletowe spodenki.


***


W łóżku zaczęłam przeglądać maila, jakieś nowe pytania na Ask'u.
- TY I JUSTIN ?! CZY TO PRAWDA ?!
- BOŻE SUKO ODDAJ NAM JUSTINA
- ON KOCHA BELIEBERS NIE CIEBIE

Łzy pojawiły się na powierzchni oczu, oślepiając mnie. Zaakceptowałam pytania - bo wyszłabym na idiotkę, odpisując każdemu - ok.
Zaczęłam się trzęść myśląc co jeszcze mogą mi zrobić jego fanki, i dobijały mnie myśli, że to dopiero początek. Zamknęłam klapę komputera, odłożyłam go pod łóżko, i wtuliłam się w poduszki i kołdrę. Nie mogłam pochamować łez, szczypały mnie oczy, i zaczęłam zaciągać nosem. Dla swojego dobra, ale pewnie też dla Justina, powinnam zerwać z nim kontakt. Tak będzie najlepiej.


Usłyszałam śmiech i głuchą rodziców, którzy właśnie weszli do domu. Zerknęłam na podświetlany zegarek na stoliku nocnym, było 30 minut po północy, a ja nadal nie zamknęłam oka.
Nie myślałam świadomie. Byłam wykończona. Nikt nigdy nie nazwał mnie tak chamsko, nie znając mojej osoby.  Byłam wdzięczna Justinowi za to, że nie zostawił mnie wtedy wśród dzikich fanek, narażając również siebie, ale i zła na los, że tak się to skończyło. Czy ja musiałam go poznać ? Czy musiał na mnie wylać picie ? Akurat on, właśnie na mnie.

____________________________________________________________________________


Wstałam koło 12, odsypiając wczorajszy dzień. Wstałam, a moje oczy były czerwone, całe w popękanych żyłkach. Bolała mnie szyja i kostka. Czułam się jednym słowem chujowo. Prysznic, te sprawy, bez żadnych emocji. Całkowicie potraktowałam to jako obowiązek, nie porę na relaks. Nie miałam na to czasu.
Chwyciłam iPhone, stojąc przy komodzie w samej bieliźnie, w mokrych włosach z których woda zsuwała się na podłogę.
Nieodebrane połączenie 7.
W dupie miałam to, kto dzwonił. Jedyne co teraz chciałam to napisać smsa do Justina.

Em, Hej Justin. Przepraszam, ale nie mogę się spotkać dzisiaj, jutro, ani w najbliższym czasie. Nie pytaj, nie pisz i nie dzwoń.

Kliknęłam wyślij, a moje oczy znów utonęły w ciepłych, słonawych łzach. Stracę go, dam radę. Będę silna, i się nie poddam. Wszystko wróci do normy.
Wrzuciłam na siebie legginsy w kropki, i dżinsową koszulę. Na dole czekało na mnie świeże pieczywo i serki. Zjadłam co trzeba i wyszłam się przewietrzyć. Wkładając słuchawki w uszy, klikałam "next" w odtwarzaczu. Last Resort, Breathe Carolyna, Never Say Never....

See I never thought that I could walk through fire
I never thought that I could take the burn
I never had the strength to take it higher
Until I reached the point of no return 

And there’s just no turning back
When your hearts under attack
Gonna give everything I have
It’s my destiny
I will never say never

Skąd to się tu wzięło ? Nie mam pojęcia, ale przysprawiło mnie o ciarki. Idealnie się do tego szło. Włożyłam okulary, i zaczęłam sobie wmawiać, że wcale nie go nie znam, a piosenka jest do kitu. "next" ....
Idealne słowo na moją sytuację. Chciałabym mieć taki obok siebie, żeby działał cuda...


NEXT.

środa, 1 maja 2013

Nine


Chciałam się teraz zapaść pod ziemię. Justin podniósł się szybko i energicznym ruchem poderwał mnie do góry. Moja kostka strasznie mnie bolała i dałam o tym znać chłopakowi. On szybko wziął mnie na ręce i pobiegła dalej, lecz jego wysiłki poszły na marne. Fanki zaalarmowane krzykiem paparazzich były już wszędzie. Okrążyli nas. Justin postawił mnie na ziemię, wyjął iPhone’a i wykonał połączenie.
- Kenny, słuchaj. Wpakowałem się w gówno. Mógłbyś przyjechać do lunaparku i mnie stąd zgarnąć? Paparazzi są wszędzie! – rozłączył się i spojrzał na mnie.
- Przepraszam – szepnęłam.
- Nie! To ja przepraszam. To przeze mnie jest to zamieszanie.
- Ale gdybym się nie wywróciła to zdążylibyśmy uciec.
- Tak ci się tylko wydaje. Miałem już wiele razy do czynienia z fankami i reporterami. Ich się nie da tak po prostu spławić.
W tym momencie kilka dziewczyn rzuciło się na Justina oddzielajac mnie od niego. Widać było, że chłopak jest na to dobrze przygotowany, bo zgrabnie je odepchnął. W tym momencie poczułam silne szarpnięcie za moją lewą rękę. Ktoś wciągnął mnie w tłum. Zaniepokoiłam się, ale kiedy pochwyciłam wzrokiem Justina, który był ciągnięty przez tą samą osobę, lekko się uspokoiłam. Mężczyzna wepchnął nas na tylnie siedzenia samochodu, który od razu rozpoznałam. Spojrzałam na siedzenie kierowcy.
- Hej Patrick. Miło mi cię znowu widzieć – uśmiechnęłam się.
- I wzajemnie.
Mężczyzna, który nas ciągnął wpakował się na miejsce pasażera.
- Justin, brachu. Popieprzyło cię do reszty? Masz szczęście, że byłem w okolicy, bo te laski mogły cię zjeść!
- Sory Kenny. Nie przemyślałem tego.
- Pora zacząć myśleć, młody.
Justin odwrócił się w moją stronę.
- Przepraszam, że zepsułem ci dzień. Chcesz wracać do domu?
- Żartujesz sobie? Było świetnie i chętnie będę to kontynuować.
Chłopak się uśmiechnął i zwrócił się do kierowcy.
- Patrick, zawieź nas na wzgórze.
Nie jechaliśmy długo aż samochód się zatrzymał. Justin wyskoczył z samochodu i przytrzymał mi drzwi. Podszedł do bagażnika, otworzył go i wyciągnął koc i koszyk.
- Zawsze wozisz takie rzeczy w samochodzie? – zapytałam.
- Miałem to zaplanowane. Myślałem, że sprawy potoczą się inaczej, ale cieszę się, że nie zważając na nic, mamy warunki do spełnienia tego punktu programu dzisiejszego dnia.
- To ile jest tych punktów?
- Zobaczysz – uśmiechnął się figlarnie.
Ruszyliśmy wydeptaną ścieżką wśród drzew. Byliśmy sami. Słychać było tylko śpiew ptaków i szum fal. Ale.. Czekaj.. JAK FAL? Nagle drzewa się przerzedziły. Ujrzałam widok zapychający dech w piersiach. Staliśmy na wysokim klifie, u podnóża skały woda obijała się o brzeg, słońce przyjemnie świeciło.
- Długo będziesz jeszcze tak stać? – odwróciłam się i zobaczyłam Justina siedzącego na rozłożonym już kocu. Podeszłam do niego i usiadłam obok.
- Pięknie tu – szepnęłam.
- Wiem – westchnął, zamknął oczy i odwrócił głowę w stronę słońca.
- Mogę o coś zapytać? Czemu właściwie mnie tu przywiozłeś?
- Wyjątkowe dziewczyny powinny zwiedzać wyjątkowe miejsca. A oto jedno z nich.
Zarumieniłam się. To dziwne, ale czułam się głupio, kiedy ktoś prawił mi komplementy. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu napawając się ciepłem.
- Jesteś głodna? – zapytał Justin, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Hmm.. Troszkę.
Chłopak sięgnął do koszyka i wyciągnął dwie kanapki. Jedną z nich podał mi. Odpakowałam ją. Mmmm! Z nutellą! Skąd wiedział, że ją uwielbiam? Wzięłam gryza i się rozpłynęłam. Ten orzechowo-kakaowy krem to moje błogosławieństwo. Uleczy każdą z ran.
- Smakuje ci? – zapytał Justin i ugryzł swoją kanapkę z szynką.
- Uhmuuuhhmmm – chciałam powiedzieć, że bardzo, ale z całą pełną buzią było ciężko.
Chłopak zaśmiał się i zbliżył swoją dłoń do mojej twarzy, żeby zetrzeć mi z policzka trochę czekolady. Znowu się zarumieniłam. Spojrzał mi głęboko w oczy. Rozpłynęłam się po raz kolejny. Po chwili wstał i ruszył w stronę drzew. Po minucie wrócił z gitarą w ręku.
- Ale.. Skąd? Jak? Eeee..
- Powiedzmy, że odwiedzam to miejsce od jakiegoś czasu – uśmiechnął się.
Usiadł obok mnie, wyjął kostkę i zaczął grać pierwsze akordy. Tej melodii nie znałam. Wsłuchiwałam się w nią w skupieniu. Chłopak zaczął śpiewać. To było cudowne!

If I was your boyfriend, I’d never let you go
I can take you places you ain’t never been before
Baby take a chance or you’ll never ever know
I got money in my hands that I really like to blow

Swag, swag, swag, on you
Chillin by the fire while we eatin’ founde
I dunno about me but I know about you
So say hello to falsetto in three, two, swag.

I’d like to be everything you want
Hey girl, let me talk to you

Dlaczego miałam wrażenie, że tą piosenką Justin mnie o coś prosił? Przerwał grę i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się i kontynuował.

If I was your boyfriend, never let you go
Keep you on my arm girl, you’d never be alone
I can be a gentleman, anything you want
If I was your boyfriend, I’d never let you go, I’d never let you go

So give me a chance, cause you’re all i need girl
Spend a week with your boy I’ll call you my girlfriend
If I was your man, I’d never leave you girl
I just want to love you, and treat you right

If I was your boyfriend, never let you go
Keep you on my arm girl, you’d never be alone
I can be a gentleman, anything you want
If I was your boyfriend, I’d never let you go, I’d never let you go

Skończył i odłożył gitarę na bok. Znowu na mnie spojrzał.
- I jak?
- Jest świetna!
- Napisałem ją dawno. W przypływie rozpaczy, w samotności. Nie kierowałem jej do nikogo, bo nie miałem do kogo. Ale teraz już wiem. Kiedy śpiewam ją tobie, czuję, że pasuje jak ulał.
Znowu się zarumieniłam. Co ze mną nie tak? Justin złapał mnie za rękę, a drugą położył na moim kolanie (tak samo jak to zrobił u siebie w domu).
- Nie wiem, co się ze mną dzieje. Przy tobie czuję się pełniejszy, weselszy, lepszy – przysunął się. – Czy kiedykolwiek będzie szansa to, o co prosiłem w piosence?
- Ehm.. Myślę, że….
W tym momencie telefon Justina zawibrował. Puścił moją rękę i podniósł telefon.
- Lepszego momentu nie mógł sobie znaleźć? – przeciągnął palcem po ekranie. – Hej Fredo! Co słychać? Na wzgórzu, a co? Nie, nie przyjeżdżaj! Nie jestem sam. Alfredo! Skoro nalegasz. – rozłączył się, odetchnął i spojrzał na mnie. – Alfredo będzie tu na 10 minut. Przepraszam, ale on nalegał, że chce cię poznać bla bla.
- W porządku. A kto to?
- Mój najlepszy przyjaciel. Właśnie wrócił z Europy. Mieliśmy się spotkać w domu, ale widocznie nie mógł czekać.
Wstałam, przeciągnęłam się i sięgnęłam po papierki po kanapkach. Podeszłam do koszyka i wrzuciłam je tam. Spojrzałam na słońce, powoli zachodziło.
- Suz?
- Hm?
- Nie odpowiedziałaś mi na pytanie – podszedł do mnie. – Byłaby szansa?
- Sądzę, że….
- SIEMA MŁODY!!!!!!!!! – zza naszych pleców rozniósł się czyjś krzyk.
Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka trochę od nas starszego w fullcapie, luźnej białej koszulce, spodniach ¾ i czarnych krótkich conversach. Justin podszedł do niego, a Fredo uśmiechnął się szeroko. Kiedy chłopak wypuścił Justina z uścisku, spojrzał na mnie.
- A ty jesteś..?
- Suzie. Miło mi – uśmiechnęłam się. Alfredo podszedł do mnie i zamknął w niedźwiedzim uścisku.
- To ty jesteś nową laską naszego małego Bieberka. Widziałem was w gazetach. W całej Europie o tym dudni – uśmiechnął się, a ja się zarumieniłam.
- Brachu, mówiłem ci żebyś nie wierzył temu, co wypisują w gazetach. Nie jesteśmy razem.
- JESZCZE nie jesteście. To tylko kwestia czasu – zaśmiał się Fredo. – Macie coś do żarcia, bo umieram z głodu?
Justin wyciągnął z koszyka jedną kanapkę i rzucił ją chłopakowi, a ten pochłonął ją w trzech kęsach i spojrzał na zegarek.
- Ej, słuchajcie. Robi się późno. Wracamy?
Oboje przytaknęliśmy i zaczęliśmy zbierać rzeczy. Kiedy szliśmy między drzewami do samochodu Alfredo, Justin złapał mnie lekko za rękę. Uśmiechnęłam się. Gdy już weszliśmy do auta poprosiłam o to żeby podwieźli mnie do domu. Wyjęłam iPhone i spojrzałam na wyświetlacz. 7 nieodebranych połączeń od Loli. Oddzwonię do niej jak wrócę.
- Jesteśmy na miejscu – dał mi znać Fredo. Pocałowałam Justina w policzek, rzuciłam „Cześć” Alfredo i wyskoczyłam z samochodu. Kiedy weszłam do domu, od razu poszłam do mojego pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i owinęłam głowę ręcznikiem. Zeszłam na dół po sok. Zobaczyłam rodziców siedzących na sofie i jakby na mnie czekających.
- No jesteś w końcu.
- Nie jest wcale tak późno.
- Gdzie byłaś?
- Mówiłam, że idę no lunaparku.
- A z kim tam byłaś?
- Ze znajomymi.
- To jak wyjaśnisz nam – mama przesunęła w moją stronę gazetę codzienną – TO???
Spojrzałam na przednią stronę i przestałam oddychać. Na stronie widniał wielki nagłówek „Nikt nie wie kim ona jest, a dali się razem przyłapać kolejny raz!”. Pod nim było ogromne zdjęcie mnie i Justina z lunaparku. To na, którym on mnie przytula żeby ukryć mnie przed paparazzi. Niestety moja twarz była bardzo wyraźnie widoczna.


_____________________________________________________

CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

Eight


K*RWA.. Normalnie staram się nie przeklinać, ale ta sytuacja tego wymagała. „Nowa dziewczyna Biebera??” Niech tylko znajomi to zobaczą... Niech tylko moi rodzice chcą obejrzeć dziennik, bo pewnie i tam coś wspomną o naszym "romansie"... Pewnie mamy dzieci ! Bóg wie, czego nie wymyślą ludzie. Czemu nagle teraz, kiedy jest dobrze musi się coś spieprzyć.
Wyjęłam telefon z torby i .. Zapomniałam co miałam zrobić, więc zmieniłam okładkę iPhone z ciasteczkowej, na czarną z ćwiekami na górze. Przebrałam się w szare legginsy, i luźną koszulkę, możliwe że taty. Nie wnikam. Oczywiście przez ten cały czas moje dłonie lekko krwawiły, bo gdy się stresuję zawsze obgryzam skórki. Nakleiłam plaster na najbardziej zaczerwieniony palec wskazujący, i znów przyssałam się do swojego telefonu. Zrobiłam sobie kilka zdjęć, tą kamerą z przodu i wstawiłam na instagram. Od razu 5 like'ów i 2 followersów, TAK ! Nie wiem czemu, ale bardzo lubię gdy widzę, że ktoś dodał mnie do obserwowanych. Przez to wszystko na chwilę mogłam odpłynąć od życia i gówna w którym właśnie tkwiłam... Ta przyjemność nie trwała długo, bo ktoś zaszczycił mnie telefonem.
-Halo... - powiedziałam dość markotnie
-Su, wiem, że się wściekniesz, może i mnie znienawidzisz, ale muszę Ci coś powiedzieć
- Wszystko wiem... Co tam mój chłopaku ?- Zadrwiłam
- Nie gniewasz się ? Swoją drogą, lubię jak tak mówisz mała..
- Oh, ogarnij się.

*około 20 sekundowa cisza*

- BU !
- Jesteś cholernym dupkiem...- zaśmiałam się pod nosem.
- Kiedy się widzimy ? Muszę się spotkać z moją dziewczyną..
- Oo poznaj mnie z nią, pewnie jest zajebiście ładna
- Nie pochlebiaj sobie kochanie
- Justin, pamiętaj to żarty.. Znamy się bardzo krótko.
- Musisz zawsze wszystko psuć Suzie ? - wyobraziłam sobie jego minę..
- Haha, no dobra kolego, ja lecę. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś posłucham jak dla mnie śpiewasz.
- Pomyślę, koleżanko. - Oczywiście nacisnął na słowo koleżanko.

Po rozmowie z nim, od razu poprawił mi się humor. Czemu ten idiota tak na mnie działa. Poszłam do łazienki i odkręciłam wodę, żeby mi zleciała zimna, wyjęłam z komody różowe spodenki, i czarną koszulkę.
Wskoczyłam pod prysznic, wszystko ze mnie zeszło... Tak momentalnie poczułam się jak w niebie. Zapach kokosowego mydła pod prysznic rozszedł się po kabinie, w końcu trafiając i do mnie, co sprawiło, że było jeszcze lepiej.
Zamknęłam oczy i pozwoliłam się kołysać mojemu ciału.
Nagle na zaciśniętych powiekach pojawił mi się obraz śpiewającego dla mnie Justina... Dla czego go wtedy nie pocałowałam.. Co mnie powstrzymało. - Przygryzłam górną wargę lekko ją ssając.
Może dla tego, że nigdy tego nie robiłam. Dobijałam się tak dobre pięć minut, kiedy nagle zaskoczyła mnie i moje ciało lodowata woda. Wytarłam się, nakremowałam ciało, ubrałam się w piżamę, umyłam zęby i w końcu, gdy z końcówek zaczęła mi kapać woda, związałam włosy w wysokiego koka.
Moje łóżko przypominało pobojowisko, ale lubię spać w mętliku poduszek, kocy i kołder. Wtedy czuję się bezpieczna.
Postanowiłam napisać temu pajacowi tym razem pierwsza "miłej nocy"
Odpisał dosłownie po 5 sekundach, "spodziewasz się kogoś ?"
Podniosłam brwi i podrapałam się z tyłu głowy. Co on pieprzy ?
"LOL" - to jedyne co mi przychodziło do głowy. Nic nie odpisał, więc uznałam, że pora spać.
Usłyszałam skrzypienie moich drzwi, była godzina 01.24. Oczywiście jak to ja, schowałam głowę pod kołdrę. Dziecinne, ale z drugiej strony całkiem urocze jak się patrzy z boku.
Usłyszałam ciche kroki... Myślałam że to Katherine, dla tego udawałam, że śpię i jestem nie do obudzenia. Czasami przychodziła do mnie w nocy żeby mi podłożyć sztucznego pająka pod twarz.. - Przejedzone i to dopiero dziecinada.
Nagle poczułam, że ktoś próbuje odkryć kołdrę, którą dzielnie trzymałam.
Kochanie, nie opieraj się, to ja.
Znajomy głos...
- JUSTIN ?! Co tu robisz, jak tu wlazłeś głupku !
- Pytałem czy się kogoś spodziewasz.. Wszedłem tym drugim wejściem najciszej jak mogłem.
Zapaliłam lampkę, spojrzałam na niego, miał na sobie snapbacka z napisem "bad boy"
czarną koszulkę w serek, niższe spodnie, i czerwone połyskujące supry. Wstałam zamknęłam drzwi na klucz i zaproponowałam mu, żeby został.
- Nie wiem jak Ty, ale ja idę spać Jus.
- Ja jeszcze chwilę popiszę z Brianem
Wygodnie położyłam się na boku, otulona poduszkami i przykryta kołdrą. Justin siedział mi w zgięciu przy brzuchu i pisał z kumplem.
Znużona, w końcu zasnęłam.


Obudziłam się otulona ręką Justina, który spał przytulony do mnie. Odwróciłam się i wtuliłam głowę pod jego brodą.
SUZIE ! Głos mojej matki dobiegł z dołu.
Wstałam mamo ! Justin się skrzywił i zakrył rękoma uszy.
-Hej, wstawaj śpiochu, pomożesz mi wybrać ubrania i pójdziemy razem do lunaparku, ok ? Usłyszałam tylko mruczenie z jego strony, gdy wtulał się w moje włosy.
Swawolnie podeszłam do szafy, wyciągnęłam dwie sukienki, jedna biała z kołnierzykiem wysadzonym drobnymi ćwiekami, druga w bardzo delikatne kwiaty, z małym otworem na plecach. Pokazałam mu też zestawy z koszulkami i szortami, które zdecydowanie przypadły mu do gustu. W końcu miałam na sobie czarną koszulkę oversize z kołnierzykiem i rękawami podwiniętymi nad łokcie i szorty z motywem tygrysa na pupie.
- Mrr Ty kocico, usłyszałam z łazienki.
Spojrzałam jak na idiotę spod włosów które właśnie zwisały do dołu, a ja byłam wypięta do niego tyłem. Moje policzki automatycznie się zaróżowiły.
- Spadaj i się szykuj.
Wciągnęłam na siebie czarne conversy za kostkę, on już był gotowy. Poszłam umyć zęby i umalować rzęsy. No i oczywiście perfumy, które Justin od razu poczuł.
- Czekaj tu. Zejdę na dół i napiszę Ci smsa "OK". Wtedy masz szybko wyjść i poczekać na mnie w ogrodzie.
Zeszłam po schodach zagadałam mamę w kuchni, i szybko wysłałam mu wiadomość.
- Suzie, co dzisiaj porabiasz ? Ja z ojcem jedziemy do Obbels'ów na obiad, zabieramy Katherine ze sobą.
- emm idę z kumplami do lunaparku, przy okazji, dasz mi pieniądze ?
- Masz tu 50 dolarów, tylko nie szalejcie za bardzo.
Zauważyłam, że drzwi wyjściowe się zamknęły. Sprytny chłopak z niego...
-Dobra, pa mamoooo. - Przytuliłam ją i wyszłam

-spisałeś się. Dobra, nie wiesz kiedy kursuje bus do parku ?
- Wiem tyle, że od 6.30 co pół godziny.
- Okej, to mam nadzieję, że się nie spóźnimy.
Nagle Justin wplótł swoje palce między moje i zaczął bujać naszymi rękoma.
Ledwo zdążyliśmy na busa. Kiedy dojechaliśmy do lunaparku, otaczała nas masa kolorowych sprzętów i dużo rodzin.
- Na co idziemy pierwsze ? Kolejka ? Nigdy nie jeździłam, ale chciałam mu pokazać, że jestem odważna proponując to.
- Wow, no jak życzysz !
Pobiegliśmy nadal trzymając się za ręce. Zapłaciłam i weszliśmy do wagonu. Zaczęłam się trząść gdy tylko usłyszałam głośny gwizd oznaczający start. Justin objął mnie ręką i przycisnął do siebie tak, że moja głowa uderzyła o jego klatkę. Strasznie się bałam i on dobrze to wyczuł. Krzyczałam i ściskałam go tak mocno jak tylko potrafiłam. Zwolniliśmy, usłyszałam dwa gwizdy oznaczające koniec.
Wyszliśmy, chodziłam jak pijana. Justin się ze mnie śmiał, ale i przytulał i głaskał po głowie.
Nagle słyszymy że ktoś nas woła. Justin się odwrócił i natychmiast zakrył mi głowę i przycisnął do siebie.
- Idź przy mnie, to paparazzi. Nic się nie odzywaj.
TAM JEST ! MAM GO ! JUSTIN ODWRÓĆ SIĘ, POROZMAWIAJ Z NAMI !
Nagle potknęłam się o budkę z hotdogami... Justin wywrócił się razem ze mną. Z oczu płynęły mi łzy, zawaliłam...