Justin ! Zerwałam się na proste nogi, aż rozwalił mi się kok na głowie.
Ona nie może Cię zobaczyć, zabije mnie !
Położyłam Justinowi jedną rękę na brzuchu, drugą na ramieniu, po czym lekko go odepchnęłam. Rozejrzałam się po pokoju, i jedyne co mi przyszło do głowy to ..
Jus, OKNO ! Chłopak złapał mnie za biodra, przysunął twarz do mojej.
Poczułam ciepło na brzuchu, jego rękę. Lekko musnął moje usta swoimi, i bez słowa wyszedł, a ja stałam wpatrzona w pustą przestrzeń. To musiało wyglądać komicznie z jego punktu obserwacji.
- Hej Suzie, wyszeptała mama. Schodząc na dół zastałam ją rozłożoną przed telewizorem, ze śpiącą Kathy na kolanach.
- Oo, jak było na placu ? Wymamrotałam równie cicho jak ona.
- Mała zdarła sobie kolano, stąd tak szybko jesteśmy w domu. Ojciec nas podrzucił, a sam pojechał jeszcze do wujka Zayna. U Ciebie coś się działo? Jakie masz plany na jutro?
- Nie, tylko porządkowałam komodę. Jutro chyba spotkam się ze znajomymi z klasy, tylko nie mam w co się ubrać Mamo...
W mojej szafie są same koszule, swetry, bluzy, długie spodnie... Nie mam żadnych topów, t-shirtów, szortów...
- Jak tata wróci, da Ci kieszonkowe, ile to tym razem chcesz ?
- Hm. Biorąc pod uwagę że potrzebuję na chwilę obecną koło piętnastu koszulek, i sześć par spodenek, plus brzoskwiniowe krótkie conversy... koło 400 $.
- Powiedz to ojcu, a dostaniesz dolara. Na ten moment ja mogę Ci dać 120 $, bo udało mi się sprzedać ten stary projekt, tata pewnie koło 100 $
- Dobre i to. Idę do pokoju i zejdę jak wróci.
Pobiegłam na górę, zahaczając po drodze o toaletę,
i otworzyłam w przeglądarce kilka kart w tym reserved, zara, h&m i pull&bear.
Zrobiłam zdjęcia kilku ubrań, które mi się spodobały i spisałam ceny.
Wystukałam na telefonie sms'a do Loli : Ej, nie gniewaj się już... Może małe zakupy ? Spotkajmy się pod skrzyżowaniem obok Ciebie za 10 minut.
(tyle zajmowało mi dojście do niej).
Założyłam moje ciemne legginsy z motywem galaxy, i dżinsową koszulę, do tego bransoletkę z ćwiekami i granatowe conversy za kostkę.
Chwyciłam telefon, który od razu wylądował w tylnej kieszeni moich legginsów, i klucze.
Tata akurat przyjechał.
Wybiegłam z pokoju, po drodze biorąc od mamy obiecane pieniądze.
- Tato, Tatusiu, Tatku !
- Dobra, mów co chcesz.
- Kochanie, daj Suz 100 $, idzie po jakieś ubrania bo nie ma w czym chodzić. Wtrąciła mama.
Tata zrobił minę zrzędłego dziadka, ale dał mi pieniądze, które również zawędrowały do mojej kieszeni.
Oboje dostali buzi w policzek, po czym co sił w nogach pobiegłam do Loli, przy okazji rozplątując zniszczonego koka, który dziwnie zwisał w połowie głowy.
- Jesteś ! Myślałam, że nie przyjdziesz... Podbiegłam i przytuliłam ją mocno.
- Dobra, dobra. Ile wzięłaś kasy ? Mi dali tylko 200 $.
- 220! Za te 20 kupimy sobie małe mrożone w coffe.
Lola uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę, szłyśmy tak do przystanku.
- Jedziemy do centrum, nie ?
- Myślę, że tak. Widziałam spore obniżki ! Suz, byłaś dzisiaj na stronce reserved ?
- Tak, i wyczaiłam świetne ciuchy !
Podjechał bus, który po 20 minutach wysadził nas pod samo centrum handlowe.
W trakcie drogi ani razu nie poruszyła tematu Justina... To było bardzo dziwne...
Do czasu.
- Ej Suzie, nie gniewaj się że tak reaguję na imię Twojego chłopaka.
Puknęłam ją w ramię.
- Grabisz sobie ! To nie jest mój chłopak.. Znam go bardzo krótko, i szczerze...
Nigdzie i do niczego mi się nie spieszy. Ale nie mówmy o nim, dzisiaj jest nasz dzień.
Ścisnęła usta w jedną linię i podniosła kąciki, ruszając oczami w prawą stronę wskazała mi kawiarnie.
- Dzień Dobry, czym mogę służyć ?
- Poprosimy dwie małe, miętowe mrożone.
Podałam pieniądze i usiadłyśmy przy stolikach czekając na zamówienie.
Po dwóch minutach Pani przyniosła kawy, a my ruszyłyśmy w stronę sklepów.
Omijając kilka, podziwiałyśmy ubrania na manekinach, lecz dopóki nie dopijemy napojów, nici z wejścia do jakiegokolwiek z nich.
Ok, kawy wypite, kubki wyrzucone. Pierwszy w kolejce H&M.
Chwytałyśmy w ręce wszystko co nam się spodobało, oczywiście w odpowiednich dla nas rozmiarach i weszłyśmy do przymierzalni z toną różnorakich ciuchów.
Tak było w każdym z odwiedzonych przez nas sklepie.
W ostateczności ja wyszłam z ośmioma topami, trzema parami szortów, a Lola z czterema topami, sandałkami i jedną parą szortów.
Po drodze do domu wspominałyśmy czasy, kiedy w głowach miałyśmy lalki, nie chłopaków.
Odprowadziłam ją do domu, rzucając "Do zobaczenia niedługo." i skierowałam się w stronę domu.
Na podwórku Kathy bawiła się kucykami, a rodzice siedzieli przy kawie rozmawiając.
Nawet nie zauważyli, że weszłam.
Wychylając się zza okna w mojej łazience miałam widok na ogród, również na nich, poniekąd też słyszałam co mówią.
Wyrzuciłam ubrania z toreb na łóżko, przymierzając każde z nich po kolei.
Obcięłam metki. Dobry dzień, wiele korzyści.
Nagle coś mnie tknęło. Moje palce sunęły po ustach, a oczy się oszkliły.
To się stało, on mnie pocałował. Ja sama nie wiem, czemu się tak poddałam.
Prawie wcale go nie znam.
Zawsze sobie wmawiałam, że jestem na tyle brzydka, że będę forever alone do końca życia...
Uszczypnęłam się w myślach i aż krzyknęłam.
Przecież ja nie mam chłopaka.
- Suzanne wcale nie masz chłopaka, wcale go nie chcesz, to sława, zostawi Cię dla pierwszej lepszej gwiazdy. - mój mózg. Serce zaś krzyżowało plany rozumowi i czułam, że muszę coś zrobić.
Nie mogę tego tak zostawić.. Choć może, moje nadzieje są zbyt duże ? Może Justin traktuje mnie jak chwilową zabawkę... Niee. To nie w jego stylu. Cholera... z resztą co ja wiem o jego stylu bycia.
Gówno.
Wyjęłam z kieszeni legginsów telefon, i napisałam : " Hej, jak mija dzień ?"Błyskawiczna odpowiedź. " Hej Suu, źle, bo bez Ciebie .. widzimy się niedługo?"
To słodkie, ale muszę go trochę pohamować.
" Ze mną nie było by lepiej Justin :) Możemy się spotkać za 15 minut u mnie ? Wejdź ostrożnie tylnym wejściem"
" <3"
Nagle słyszę skrzypienie schodów prowadzących na górę. Moje serce zamarło, czyżby rodzice już wrócili z podwórka? Moim oczom ukazał się Justin.
Był ubrany dość nietypowo bo w bokserkę, i spodnie wywinięte do połowy łydki. Złoty wisior zdobił jego szyję, a czarne kolczyki uszy.
Grzywka perfekcyjnie wywinięta do góry, a karmelowe oczy skierowane na mnie...
- Przestań.
- Przestań co ?
- Się gapić !
- Nie powinno Ci to przeszkadzać. Jesteś piękna.
- Nie mów mi tego, wiem, że tak nie jest.
Uciszył mnie.
Jego usta znowu musnęły moje, tym razem na dłużej. Splotłam nasze dłonie, które były między brzuchami. Oparł swoje czoło o bok mojej głowy i wyszeptał :
" jesteś piękna, uwierz w to"...
Podoba się ? Zostaw ślad na dole <3