piątek, 15 listopada 2013

Seventeen

Wybiegłam z restauracji na tyle szybko na ile pozwalały mi moje buty na szpilce. Byłam w połowie parkingu, kiedy poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek.
- Suzanne, powiesz mi w końcu o co chodzi? – krzyknął Justin.
Nie miałam siły biec dalej więc odwróciłam się w jego stronę. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać jak mogłam teraz wyglądać. Spojrzałam na piękną twarz chłopaka, wpatrywałam się w każdy szczegół, każdą zmarszczkę, która pojawiła się teraz na jego twarzy ze zdenerwowania. Stałam i po prostu patrzyłam, a on wpatrywał się w moje oczy.
- Suz… - zaczął.
- Nie. Nie mogę o tym rozmawiać. Zabierz mnie do domu – przerwałam mu.
- Ale…
- Po prostu – wyszarpnęłam rękę z jego uścisku. – Zawieź mnie do domu. Proszę. – ostatnie słowo wypowiedziałam z błaganiem w głosie.
- Dobrze – powiedział chłopak, objął mnie i zaprowadził do samochodu.
Opadłam na siedzenie, a po chwili dołączył do mnie Justin. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Chłopak spojrzał na mnie, chwycił moją rękę i lekko ścisnął. Odwróciłam głowę. Nie chciałam teraz na niego patrzeć. Było mi strasznie wstyd. Samochód ruszył, a ja wpatrywałam się w widok za oknem.
- Hej, mała. Czy kiedykolwiek się dowiem o co chodziło?
Pokiwałam tylko głową, a pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Justin od razu starł ją dłonią. Uśmiechnęłam się lekko. To miły gest. Chłopakowi chyba naprawdę na mnie zależy. Spojrzałam kątem oka na jego twarz. Patrzył na mnie ze smutkiem. Czułam jak gładzi palcami po mojej dłoni. Dodawało mi to otuchy.
- Przepraszam – wyszeptałam cicho w jego stronę.
- Dzisiaj zdecydowanie nadużywasz tego słowa – lekko się uśmiechnął. To małe drgnięcie jego warg spowodowało wylew ciepła w moim brzuchu.
- Wiem, ale przepraszam cię za to, że musiałeś patrzeć na mnie w takim stanie i, że musiałeś przez to przechodzić. Nie powinieneś.
- Hej, shawty. Kiedy dzieje ci się coś złego to naturalne, że się martwię. Byłoby łatwiej mi cię zrozumieć gdybym wiedział o co chodzi.
- Nie nalegaj, proszę.
- Dobrze, dobrze. Już siedzę cicho – Justin przejechał palcami po wargach, przekręcił niewidzialny kluczyk i wyrzucił go za siebie.
Kiedy dojechaliśmy pod mój dom, chłopak pierwszy wysiadł z samochodu i otworzył przede mną drzwi. Wysiadłam i skierowałam się w stronę wejścia do mieszkania. Słyszałam kroki Justina za mną. Kiedy stałam już pod drzwiami odwróciłam się w jego stronę. Stał dosłownie kilka minimetrów ode mnie. Czułam jego oddech na moim nosie. Nawet w szpilkach byłam od niego ciut niższa. Staliśmy tak chwilę oddychając spokojnie. Patrzyłam cały czas na jego idealne wargi. Kiedy je zamykał miały kształt niemal serca. Justin chyba zauważył, że wpatruję się w jego usta, bo zrobił krok do przodu tak, że między naszymi ciałami nie było już żadnej odległości. Jego dłonie spoczęły na moich biodrach, nasze ciała idealnie do siebie przylegały. Nie wiedziałam co w tym momencie mam zrobić. Kiedy chłopak przysunął bliżej twarz, aby połączyć nasze wargi w pięknym pocałunku, drzwi za moimi plecami otworzyły się. Momentalnie odsunęłam się od chłopaka żeby spojrzeć w twarz mojemu ojcu.
- Gdzie byłaś młoda damo? Jest już późno. Z matką martwiliśmy się o ciebie. Nie odbierasz telefonu. Kto to jest? – spojrzał na Justina. – Kojarzę cię skądś chłopcze – ojciec przymrużył oczy aby po chwili szeroko je otworzyć. – Wiem! Suzanne! Mówiłaś, że nie znasz tego chłopca, że nic cię z nim nie łączy! Czemu nas okłamałaś? Właź do domu w tej chwili!
- Ale…
- Nie ma żadnego ‘ale’. Raz raz!
Zdążyłam tylko przez sekundę spojrzeć w oczy Justina kiedy ojciec wciągnął mnie za rękę do mieszkania. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a ja tylko stałam i przetwarzałam w głowie całe to zajście.
- Gdzie dzisiaj byłaś? – z zamyślenia wyrwał mnie głos taty.
- Słucham?
- Powiedziałem GDZIE BYŁAŚ – dał nacisk na dwa ostatnie słowa.
- W restauracji.
- A ten chłopak to kto i czemu obściskiwaliście się na naszej wycieraczce.
- To był Justin, zaprosił mnie na kolację. Nie ‘obściskiwaliśmy się’ tylko po prostu żegnaliśmy.
- Wiem co widziałem. Chodź za mną, matka się niepokoi.
Podreptałam za tatą do salonu. Na kanapie siedziała mama ze śpiącą Kathie na kolanach.
- O kochanie, jesteś już. Gdzie byłaś? – mama jak zwykle zatroskanym głosem zwróciła się do mnie. – Frank, zanieś Katherine do łóżka.
Tata wziął moją małą siostrę na ręce i poszedł po schodach na górę.
- To gdzie byłaś, kochanie?
- W restauracji mamusiu – usiadłam naprzeciwko niej. – Ze znajomym.
- Co to za znajomy?
- Ma na imię Justin.
- Czekaj, czekaj – mama zawahała się i sięgnęła pod ławę ręką. – TEN Justin??? – pokazała mi artykuł o lunaparku.
- Ehm, tak mamo.
- Ależ Suzanne! Mówiłaś nam, że nic cię z nim nie łączy!
- Bo tak było! Wtedy.
- Suzanne, bardzo mi się nie podoba fakt iż nie mówisz nam co robisz całymi dniami. Znikasz kiedy jesteśmy w pracy, wracasz późnymi wieczorami…
- Mamono – jęknęłam. – Są wakacje.
- Mogłabyś chociaż napisać mi sms’a, zadzwonić…
- Obiecuję, że będę cię o wszystkim informować. A teraz, czy mogę już iść do pokoju? Jestem zmęczona.
- Suzanne, czy ty płakałaś? – mama przyjrzała się mojej twarzy i musiała zobaczyć podpuchnięte oczy.
- Nie mamo, nie – czułam jak łzy znowu zbierają się w kącikach moich oczu. – Po prostu jestem zmęczona. – wstałam i chciałam już iść w stronę schodów kiedy mama dodała jeszcze:
- A! I jeszcze jedno. Austin O’Donnell dzwonił pół godziny temu. Chyba wrócił z Europy. Zapisałam jego numer na wypadek gdybyś chciała oddzwonić. Podać ci go?
Po usłyszeniu tych słów wybuchłam niepohamowanym płaczem i pobiegłam do mojego pokoju. Upadłam na łóżko twarzą do dołu, a łzy wylewały się spod moich powiek strumieniami dopóki nie zmorzył mnie sen.

Obudziłam się rano w bardzo niewygodnej pozycji, w sukience i szpilkach z wczoraj. Wspomnienia w poprzedniego dnia uderzyły mnie jak piorun. Podeszłam do lustra i zobaczyłam w nim zmęczoną dziewczynę, z potarganymi włosami, zapuchniętymi oczami i rozmazanym makijażem. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Spływająca woda przyniosła mi ulgę. Kiedy już się jako tako ogarnęłam zeszłam do kuchni i zjadłam wielką miskę płatków.
- Dzisiaj zostaję w domu. Nigdzie nie wychodzę – powiedziałam do siebie i usiadłam przed telewizorem.
W telewizji, jak zwykle, nie było niczego ciekawego. Jakiś stary odcinek ‘Plotkary’ i inne bzdety typu ‘Moje problemy’ itd.
Wzięłam do ręki iPhone i zaczęłam grać w jakąś grę. Tak mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłam, że minęły 3 godziny. Przypomniał mi o tym mój brzuch, który domagał się kolejnej porcji jedzenia. Zajrzałam do lodówki. Pusto. Dosłownie pusto. Nic nie było. Brzuch zaburczał mi jeszcze raz. Muszę iść do sklepu, bo zemdleję, a nie lubię tego. Weszłam do mojego pokoju, założyłam dres, związałam włosy w kucyk i wyszłam z domu. Do najbliższego spożywczego miałam 2 minuty spacerkiem. Weszłam do sklepu i skierowałam się na dział z mrożonkami. Hmm, mam ochotę na pizzę? A może na zapiekankę? Wzięłam oby dwa pudełka i podeszłam do kasy. Szybko zapłaciłam i wyszłam na powietrze. Sięgnęłam do kieszeni spodni i poczułam, że coś tam mam. Wyciągnęłam papierosa. Był trochę pognieciony, ale dałoby się go zapalić. Jak dawno tego nie robiłam. Wróciłam do sklepu po zapalniczkę i odpaliłam szluga. Zaciągnęłam się mocno i wypuściłam dym z płuc. Wielka ulga, spokój. Szłam z zakupami w ręku paląc papierosa. Dogasiłam go przed wejściem do budynku. Zmierzałam w stronę moich drzwi kiedy mój wzrok przykuło coś co leżało na wycieraczce. Podeszłam bliżej i okazało się, że to bukiet róż oraz małe pudełeczko. Zabrałam to szybko do mieszkania i położyłam na blacie w kuchni. Najpierw zrobię sobie jeść, później zobaczę od kogo to. Odpakowałam pizzę, wsadziłam ją do piekarnika i spojrzałam na kwiaty. Do ręki wzięłam najpierw pudełeczko. Otworzyłam je a ze środka wyleciał piękny, duży motyl. Po chwili straciłam go z oczu. Zajrzałam do pudełeczka jeszcze raz. Na dnie leżała jakaś karteczka. Wyjęłam ją i obróciłam, żeby przeczytać co jest na niej napisane.

Ja to pamiętam. I nigdy nie zapomnę.
I jeżeli zrobisz coś nie tak – wykorzystam to.
A.


Podarłam karteczkę i wyrzuciłam jak najszybciej do kosza. Spojrzałam na kwiaty, a one po chwili wylądowały tam gdzie liścik. Austin gorzko tego pożałuje.



__________________________________________

Witam z kolejnym. znowu duży odstęp czasu, ale chyba zdążyliście się do tego przyzwyczaić. 
Buziaki ;)