Tydzień minał szybko i gładko. Nic ciekawego się nie działo.
Codziennie fitness i jakaś kawa z Lolą. Wieczorami oglądałyśmy razem komedie
romantyczne. Czyli robiłyśmy to, co robiłyśmy do tej pory. W poniedziałek rano
obudziło mnie słońce wpadające przez okno. Zapowiadał się miły dzień. Napisałam
do Loli sms’a: „Odpuśćmy sobie dzisiaj fitness. Muszę trochę odpocząć. Wpadnij
do mnie za pół godziny.” Wstałam z łóżka, wzięłam szybki prysznic, ubrałam i
uczesałam się. Kiedy kończyłam myć zęby usłyszałam dzwonek do drzwi i zbiegłam
na dół by otworzyć Loli. Dziewczyna weszła do domu, a w nim od razu rozniósł
się zapach świeżych ciastek cynamonowych, które ze sobą przyniosła.
- Mijałam cukiernię i wzięła mnie ochota na ciastka. Nie
masz nic przeciwko?
- Czy kiedykolwiek odmówiłam ciastek cynamonowych?
Obie się zaśmiałyśmy. Lola weszła do kuchni, wzięła miskę i
wsypała do niej zawartość torebki. Postawiła ją na stoliku przed telewizorem, a
następnie sięgnęła po coś do swojej torebki. Wyciągnęła jakieś stare, lekko zniszczone
pudełko.
- Patrz co znalazłam u moich rodziców w szafie! Śniadanie u
Tiffaniego na płycie! Obejrzymy? Proszę, proszę, proszę! Wiesz jak to
uwielbiam.
Zaśmiałam się co ona uznała za zgodę i rzuciła się do
telewizora, aby podłączyć dvd. W tym czasie weszłam do kuchni żeby zrobić nam
obu kawę. Rodziców nie było na szczczęście w domu, bo pojechali do pracy, a
Kathy zawieźli do wakacyjnego przedszkola, czy jakoś tak. Nie wnikam. Kiedy
Lola skończyła walkę z dvd, ja akurat niosłam kawy na stolik.
- Zrobiłaś kawę? Jej! Wiesz jak cię kocham?? – rozwaliła się
na sofie i kliknęła na pilocie start.
Następne dwie godziny spędziłyśmy na oglądaniu Audrey
Hepburn, zajadaniu się ciastkami i popijaniu kawy. Kiedy film się skończył Lola
się przeciągnęła i spojrzała na mnie. Jej mina spoważniała.
- Suzie. Obiecaj, że będziesz ze mną teraz 100% szczera!
- OK. – uśmiechnęłam się.. Nie przemyślałam konsekwencji
wypowiedzianych słów.
- Gdzie byłaś i co robiłaś kiedy nie mogłaś pójść ze mną na
fitness tydzień temu?
- Czemu o to pytasz? To jest chyba moja sprawa.
- A ty CHYBA jesteś moją przyjaciółką i mam prawo się
dopytywać. Obiecałaś, że będziesz szczera!
Nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. Nie mogłam jej
powiedzieć o Justinie, bo by mnie chyba udusiła. I on też.
- Nic istotnego nie robiłam. Nic wartego uwagi.
- Kłamiesz.
- Nie!
- Kłamiesz. Widzę to po twoich oczach. Teraz mi powiedz jak
było naprawdę.
Kurcze! Lola i jej 6 zmysł.
- No dobra. Kiedy szłam na trening kupiłam sobie koktajl.
Kiedy już dochodziłam do ostatniej przecznicy wpadł na mnie chłopak i wszystko
na nie wylał – Lola ze skupieniem słuchała. – Zaproponował, że kupi mi nową
bluzkę. Kupił. Ale później zaprosił mnie na kawę. Nie mogłam odmówić.
- Przystojny? – Lola jak zwykle tylko o jednym.
- Taaak! Bardzo. – uśmiechnęłam się.
- Jak się nazywa? Masz jego numer? – już miałam otworzyć
usta żeby odpowiedzieć, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę.
- Miał… eee… Na imię miał… eeeeee… Louis. Bardzo miły był,
ale nie w moim typie.
- Ale może w moim tak! Nie pomyślałaś o tym? – obie
zaczęłyśmy się śmiać.
- Oj, nie spodobałby ci się. Takie mam przeczucie. Ale
obiecuje, że jeżeli kiedyś go spotkam na ulicy to od razu zapytam o numer.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę gdy zadzwonił telefon Loli.
- Tak mamo. Ale mówiłam ci, że idę do Suzie. Ale… Ale nie
krzycz. Już się zbieram. Spokojnie. – rozłączyła się i spojrzała na mnie. –
Sory mała, ale muszę już spadać. Do ojca przychodzi jakiś szef czy ktośtam i
muszę przy tym być. Już i tak się spóźniłam, więc trzymaj kciuki żebym wyszła z
tego w jednym kawałku.
- Fingers crossed. Napisz do mnie jak już będzie po
wszystkim. – pocałowałam ja w policzek i zamknęłam drzwi. Skierowałam się w
stronę salonu i zaczęłam sprzątać dowody po tym, że Lola tu była. Wstawiłam
kubki oraz miskę do zmywarki i poszłam do mojego pokoju. Włączyłam mojego
macbooka (bo hajs się musi zgadzać) i otworzyłam przeglądarkę. Weszłam na
facebook’a, sprawdziłam powiadomienia. Nic ciekawego. Weszłam na pocztę. O!
Maja jakąś wyprzedaż. Nuudaa! Twitter. Hmmm. Nic nowego. Po chwili wpadłam na
pomysł, że może sprawdzę profil Justina. Wklepałam @justinbieber i wyskoczyło
mi jego konto. Uou! 37 milionów obserwujących. Boże! Popatrzyłam na tweety. Od
kilku dni nie wstawił nic nowego. Ostatni tweet brzmiał: „Wybaczcie mi Nowojorczycy,
ale sprawy prywatne wzięły górę. Jeszcze kiedyś cię odnajdę.” Serce zabiło mi
mocniej. Czy on napisał o mnie? To możliwe? Nie, nie, nie. Nie mógł napisać o
mnie. Jest znany na cały świat. Zabiegany. Napisał pewnie o jakimś ważnym dla
siebie wydarzeniu. Kliknęłam w komentarze do tweetu. Jego fanki toczyły zażartą
dyskusję o co albo kogo chodzi Justinowi. Czytając coraz więcej wpisów,
zdawałam sobie sprawę ile ten chłopak dla nich znaczy. On je uszczęśliwia.
Nigdy nie byłam jego wieeeelką fanką, ale też nigdy go nie słuchałam. Wzięłam
do ręki iPod’a, weszłam w iTunes i ściągnęłam kilka jego piosenek. Wybrałam Boyfriend, Beaty and a
Beat, Believe, Take you i Out Of Town Girl. Zaczęłam ich słuchać.
Kurcze! Były na prawdę dobre! Wciągnęłam się. Ściągnęłam ich więcej i
słuchałam. Kiedy na zewnątrz zrobiło się ciemno, rodzice wrócili do domu.
Katherine przybiegła przytulić się do mnie i opowiedzieć jak było w
przedszkolu. Wyjęłam słuchawki i z uwagą wysłuchałam jej historii jak to jakaś
dziewczynka nie chciała jej dać różowej kredki. Zeszłam na dół, odpowiedziałam
na pytania rodziców o to jak spędziłam dzień, nalałam sobie soku pomarańczowego
i usiadłam przed telewizorem. W tym momencie zawibrował mój telefon. Wiadomość
od Loli: „Ten szefunio ma naprawdę udanego syna J chyba córeczka pomoże
swojemu tatusiowi w sukcesach w pracy”. Zaśmiałam się. Cała Lola.
Spojrzałam w telewizor. Znowu dziennik informacyjny.
Nuuudaaa. Prezenterka ze słabą trwałą i masakrycznym makijażem gadała i gadała.
Pod sam koniec powiedziała: Gwiazda muzyki pop, Justin Bieber, od kilku dni nie
daje oznak życia. Wyszedł we wtorek wieczorem ze swojej wytwórni i nadal nie
wrócił. Nie można się z nim skontaktować. Fanki są zrozpaczone. Idol nigdy nie
robił tak długiej przerwy od informowania fanów o swoim życiu na tweeterze.
Jeżeli ktokolwiek, gdziekolwiek go widział prosimy o kontakt”. Dziennik się
skończył i leciała reklama jakiegoś szamponu, a ja siedziałam zamurowana na
sofie gapiąc się w ekran. Jak to zaginął? Pisał mi tego dnia sms’a! Miał
zadzwonić. Nie zadzwonił. Ciekawe gdzie teraz jest. Już miałam wstawać żeby
wziąć i Phone’a ze stołu, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zaskoczona tym
zjawiskiem (ponieważ była późna pora) podeszłam do drzwi, przekręciłam zamek i
otworzyłam. Spojrzałam na gościa i mowę mi odjęło.
- Wiedziałem, że w końcu cię znajdę!
Na progu stał Justin z wielkim uśmiechem na twarzy i różą w
ręku.
-------------------------------------
przepraszam, że dodaję w takich odstępach czasowych, ale muszę się uczyć.
po egzaminach obiecuję, że się poprawię. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz