Weszliśmy do kawiarni, której nazwę słyszałam pierwszy raz.
Kelner zaprowadził nas do stolika w rogu sali. Przez cały czas czułam się
speszona, bo ludzie się na nas patrzyli (nie, gapili!!!), a ja nadal nie
wiedziałam z jakiego powodu. Usiedliśmy, wzięłam kartę i szczęka mi opadła. Nie
sądziłam, że istnieje tyle rodzajów kaw. Patrzyłam na ich nazwy, które im niżej
tym były dziwniejsze. Chłopak przyglądał mi się z uśmiechem na twarzy.
- Co cię tak przeraziło? – zapytał.
- Nie. Nic, nic. – wymierzyłam sobie niewidzialny policzek
żeby troszkę się ogarnąć.
Do naszego stolika podeszła kelnerka żeby wziąć zamówienie.
Poprosiłam o zwyczajne latte, a mój towarzysz podwójne espresso. Gdy dziewczyna
odeszła, chłopak zwrócił się do mnie:
- Spędziłem już z Tobą dobrą godzinę, ale nadal nie wiem jak
się nazywasz. Zdradzisz mi swoje imię?
- Jestem Suzie. A właściwie Suzanne, ale wolę krótszą
wersję. A twoje imię?
- Nie wiem czy chcesz je znać. I nie wiem czy chcę ci je
zdradzić. – zasmucił się. – Ale to byłoby nie w porządku wobec Ciebie, więc…
Mam na imię Justin.
- Imię jak imię. Czego się bałeś? – uśmiechnęłam się do
niego, a on się rozchmurzył.
Kelnerka przyniosła nasze kawy. Spróbowałam mojej i aż
otworzyłam szeroko oczy. Nigdy nie piłam takiego dobrego latte. Justin zaczął
się ze mnie śmiać, a ja poczerwieniałam z zażenowania.
- Przepraszam – powiedziałam.
- Za co? Nie ma za co przepraszać. – uśmiechnął się.
Pijąc kawę rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że umie grać na
perkusji, gitarze i trąbce. A także tego, że uwielbia naleśniki. Ogólnie mało
mówił o sobie. Więcej chciał słyszeć o mnie. Pytał czy mam rodzeństwo (mam
siostrę – Katherine, która ma 7 lat), gdzie się uczę, jak długo mieszkam w LA.
Moglibyśmy tak rozmawiać bez końca, ale po drugiej latte stwierdziłam, że lepiej
będzie już poprosić o rachunek. Kiedy kelnerka nam go przyniosła aż mnie
zatkało ile pieniędzy może kosztować zwykła kawa.
- Ja zapłacę – powiedział Justin. – Ja cię tu wyciągnąłem
więc ja pokrywam koszty.
- Ale kiedyś ci to zwrócę – zapewniłam i wstałam żeby przed
wyjściem pójść do toalety. Umyłam ręce, odświeżyłam się i wróciłam do stolika.
Chłopak tam na mnie czekał. Odruchowo zgarnęłam rachunek do torby żeby nie
zapomnieć ile mam zwrócić Justinowi. Gdy wychodziliśmy z kawiarni zawibrował mi
telefon w torbie. Wyjęłam go i przesunęłam palcem w prawo żeby odebrać
połączenie.
- Suzie, gdzie się podziewasz? Mówiłaś, że wychodzisz na
godzinę na trening, a później od razu wracasz do domu. Ojciec się niepokoi.
- Spokojnie mamo, właśnie idę w stronę domu. Będę za 10
minut. – rozłączyłam się. Już miałam powiedzieć Justinowi, że muszę lecieć
kiedy zobaczyłam, że rozmawia z jakąś blondynką. Po chwili dziewczyna odeszła.
- Kto to był?
- Laska mnie z kimś pomyliła.
Kątem oka zobaczyłam, że dziewczyna z drugiej strony ulicy
robi mu zdjęcia.
- Co tu się dzieje? Przez cały dzień ludzie się na ciebie
patrzą, robią zdjęcia…
- To jest Los Angeles, tego się nie da pojąć.
Chłopak uśmiechnął się. Znowu się rozpłynęłam. Dlaczego ten
uśmiech tak na mnie działa?
- Mama do mnie dzwoniła. Powiedziałam, że będę za 10 minut,
więc muszę już lecieć. Jeszcze raz dzięki za bluzkę i kawę.
- Mam nadzieję, że się kiedyś jeszcze spotkamy – puścił do
mnie oko.
Wracając do domu myślałam o Justinie. Kiedy z nim
rozmawiałam był strasznie tajemniczy, a najdziwniejsza była jego reakcja kiedy
spytałam go i imię. Żałuję, że nie podał nazwiska, bo może bym go znalazła na
Facebook’u albo Twitter’ze.
Kiedy weszłam do domu, do razu poszłam do mojego pokoju.
Wywaliłam rzeczy torby i weszłam pod prysznic. Ciepła woda przyjemnie spływała
po moim ciele zmywając koktajl, który przesiąkł przez moją koszulkę. Gdy
wyszłam spod prysznica spojrzałam na rzeczy, które leżały teraz na podłodze.
Podniosłam rachunek za kawę żeby wsadzić go do pudełka gdy nagle mój wzrok
przykuł jakiś napis na odwrocie. Obróciłam paragon i przeczytałam „Dziękuję”, a
pod tym widniał numer telefonu. Wcześniej tego nie zauważyłam. Ubrałam się
szybko i znowu zaczęłam oglądać kawałek papieru. Położyłam się na łóżku,
spojrzałam w sufit i zaczęłam rozmyślać co mam teraz zrobić. Część mnie chciała
zadzwonić, druga część mówiła, że to głupi pomysł. Zamknęłam oczy, przykryłam
twarz poduszką i krzyknęłam. Wstałam i stwierdziłam, że dla rozluźnienia
sprawdzę co leci w telewizji. Włączyłam odbiornik i rozłożyłam się na kanapie.
Zaczynał się właśnie serwis informacyjny. Czyli standardowe pieprzenie o
polityce i innych pierdołach. Nagle prezenterka powiedziała: „Uwaga! Wiadomość
z ostatniej chwili. Wielki gwiazdor odwołał swój jutrzejszy koncert w Nowym
Yorku. Nikt nie wie dlaczego”. Sekundę później wyświetlili zdjęcie chłopaka, z
którym spędziłam dziś cały dzień. Szczęka mi opadła. Ale ja byłam ślepa! To był
Justin Bieber.
-------------------------------------
i jak? ;)
pisz daleej : )
OdpowiedzUsuńSUPER ! KIEDY KOLEJNY? :>
OdpowiedzUsuńooo Wiktoria :)
UsuńBOŻE ŚWIETNY ! NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ ! ♥
OdpowiedzUsuń