czwartek, 18 kwietnia 2013

Three



Nie! To nie możliwe! To nie mógł być on... Poznałabym go! Stałam jak zamurowana wpatrując się w prezenterkę. Czy jestem do cholery aż tak głupia żeby nie poznać Justina BIEBERA?! To stąd ta laska z aparatem przed kawiarnią ... I ta blondyneczka... To wszystko tłumaczy. Pewnie był zdziwiony, że go nie rozpoznałam. Spojrzałamna kawałek papieru, który zwijałam w dłoni. Poczułam mocne ukłucie w okolicach klatki piersiowej i jak moje policzki się rumienią. Dobra, najwyższa pora dowiedzieć się więcej!
Wyjęłam z kieszeni iPhone i spisałam numer...096 ... Schowałam mokrą od potu na dłoniach kartkę do szuflady na kluczyk, żeby nikt, ale to nikt jej nie odnalazł, nawet ta stara Bridget co sprząta u nas co piątek....
-hej piękna, wiedziałem że zadzwonisz - aż podskoczyła kiedy głos chłopaka rozbrzmiał w słuchawce po pierwszym sygnale... 
-Hej, ehmm no dzwonię, bo chciałam żebyś mi coś wytłumaczył, nie rozumiem czemu...
Justin przerwał mi
-Nie pytaj. Po prostu umów się ze mną jeszcze raz, a wszystkiego się dowiesz.
Jestem w gorącej wodzie kąpana, więc oczywiście nie mogłam tyle czekać. Chciałam wiedzieć wszystkiego teraz.
-Powiedz, proszę. Nie lubię tajemnic, a zwłaszcza jeżeli już trochę się dowiedziałam.
Usłyszałam długi sygnał... Justin się rozłączył... 
Cholera! Wiedziałam, że tak będzie. Po tych słowach mój laptop lekko ucierpiał, a moja pięść zrobiła się czerwona.
*Nowa wiadomość tekstowa od : Justin X. *
„Jutro, ta sama kawiarnia co dzisiaj. O 15. Przyjdź, a wszystkiego się dowiesz..."
Fuck! Od razu widać że cwaniak... W sumie czemu nie, mogę się z nim zobaczyć, ale znowu nie pójdę na trening... Lola mnie zabije. Ale zrobiłabym wszystko żeby jeszcze raz zobaczyć te piękne brązowe oczy. 
Tylko w co ja mam się ubrać, żeby wyglądać dość seksownie, ale bez przesady. Zdaje się, że Justin lubi dobrze ubrane dziewczyny, a nie laski, które wyglądają jak po nocy w klubie... Chociaż... JA GO PRZECIEŻ NIE ZNAM. Po chwili zastanowienia stwierdziłam, że to jeszcze nie pora żeby o takie rzeczy się zamartwiać. Zaczęłam chodzić po salonie próbując odtworzyć dzisiejszy dzień. Ughhhh! Powinnam zadzwonić do Loli i po raz kolejny ją przeprosić oraz uprzedzić, że jutro też się z nią nie spotkam.
- Haloo??
- Hej Lola. Jeszcze raz baaardzo mocno cię przepraszam za to co się dzisiaj wydarzyło. Naprawdę wypadło mi coś ważnego i to nie mogło czekać – źle się czułam kłamiąc przyjaciółce, ale co innego mogłam w tej chwili zrobić. – Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
- Spokojnie, mała. Nie gniewam się o takie pierdoły jak jeden odwołany trening. Jutro pójdziemy i będzie ok.
- No i właśnie też w tej sprawie dzwonię. Nie dam rady jutro. Coś mi wypadło. Ale obiecuję, że w środę pójdziemy na 100 %.
- O czymś mi nie mówisz – głos Loli stał się podejrzliwy.
- Czemu tak sądzisz? Mówię ci wszystko, bo jesteś moją najlepszą przyjaciółką – kolejne kłamstwo.
- Nie wiem. Może po prostu jestem zmęczona. Jestem wdzięczna, że zadzwoniłaś teraz odwołać trening, a nie 5 minut przed rozpoczęciem – zaśmiała się. – W każdym razie lepiej już się położę. Dobranoc Suzie.
- Dobranoc.
Dlaczego Lola zawsze musi coś przeczuwać. W pewnym sensie ta cecha jest dobra, ale czasem doprowadza mnie do szału. Nie ważne. Lepiej też się już położę żeby nie wyglądać jutro jak zombie.

---------
Obudziłam się o 9:15. Kocham wakacje, bo nie muszę ustawiać budzika na godzinę tak wczesną, że słońce jest jeszcze nad Azją. Just Kidding.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Kocham uczucie letniej wody z rana. Umyłam włosy morelowym szamponem i wyszłam na zimne kafelki w łazience. Spojrzałam w lustro.
„Jestem naprawdę seksowna.” – pomyślałam. Ubrałam się w spodnie od dresu i jakiś podkoszulek, włosy zawinęłam w ręcznik i wyszłam z łazienki. Przeszłam przez mój pokój zakładając po drodze moje ulubione milutkie różowe kapcie w kwiatuszki. Zeszłam na dół do kuchni. Mama smażyła naleśniki. Jak ja je uwielbiam!
- Zjesz trochę, Suzie? – mama spojrzała na mnie i szeroko się uśmiechnęła.
- Głupie pytanie! – zaśmiałam się. – Gdzie tata?
- Zabrał Katherine na balet. Powinni wrócić na jakieś pół godziny.
No tak. Zapomniałam, że Kathie chodzi we wtorki od rana na balet. I to w wakacje! Aż dziwię się małym dzieciom, że chce im się rano wstawać, a potem jeszcze mają mnóstwo energii.
Mama nałożyła mi naleśnika na talerz i wróciła do smażenia. Posmarowałam placka dżemem malinowym (mój ulubiony) i zjadłam go w oka mgnieniu. Spojrzałam na zegarek. 10:30. Spoko. Jeszcze mam czas. Zjadłam jeszcze 3 naleśniki (szczerze to nie wiem gdzie mi się to mieści), popiłam herbatą i pobiegłam po schodach na górę. Zdjęłam ręcznik z włosów, uczesałam je i zajrzałam do szafy. No dobra! Mam mnóstwo ubrań, ale jak przychodzi co do czego to nie mam się w co ubrać. Po 10 minutach zdecydowałam się na miętowe rurki, białą bluzkę i żakiet w kolorowe kwiaty. Wysuszyłam włosy, ułożyłam je, włożyłam na siebie ubrania i po raz kolejny spojrzałam na siebie w lustrze.
„Teraz wyglądasz jeszcze seksowniej Suzanne Roger” – pomyślałam i uśmiechnęłam się do mojego odbicia. Podeszłam do toaletki, nałożyłam podkład, eyeliner, tusz do rzęs i błyszczyk. To mi zwykle wystarcza żeby przekształcić się z zera do bohatera. Założyłam na nogi sandałki na lekkiej szpilce, do ręki wzięłam moją ukochaną torebkę Louis Viutton, do ręki iPhone i wyszłam z domu. Dzień był dzisiaj troszkę chłodniejszy niż wczoraj, ponieważ wiał lekki wiaterek. Przyjemnie. Ruszyłam ulicą. Mijałam kolejne przecznice. Nuda, nuda, nuda. W końcu doszłam do kawiarni. Weszłam do środka, poprosiłam o miejsce przy tym samym stoliku co wczoraj, usiadłam i czekałam. Minęła 15. Zaczęłam się niecierpliwić. No cóż, może Justin ma w zwyczaju się lekko spóźniać. 15:30. Coś jest nie tak. Zamówiłam sobie latte żeby nie wyglądać dziwnie siedząc samotnie przez pół godziny. Dochodziła 16 kiedy mój iPhone zawibrował w torebce.
„Wybacz mi! Nie mogę się wyrwać. Próbowałem i próbowałem, ale Scooter jest nieugięty. Przez to, że odwołałem dzisiejszy koncert musimy jakoś odpracować stracone pieniądze. Napiszę ;*”
No chyba nie! I jeszcze miał czelność napisać buziaczka! I kim do cholery jest Scooter, żeby dyktować mu co ma robić?? Zapłaciłam za kawę i lekko podenerwowana wyszłam przed kawiarnię. Zaczęło kropić. Lekki deszcz zaczął rozmywać mój tusz do rzęs. Nie obchodziło mnie to w tej chwili. Chciałam odreagować. Nastawiłam się na zobaczenie dzisiaj tych pięknych karmelowych oczu, ale nic z tego nie wyszło. Szkoda. Ruszyłam w drogę powrotną do domu.

------------------------------------------

Myślicie, że Justin powie coś Suzie?



Przepraszam, że tyle czekaliście, ale szkoła ;/
opowiadanie piszą dwie autorki. Mam nadzieję, że tego nie widać. ;)

PRZEPRASZAM, ŻE TEKST JEST NA CZERWONO, ALE COŚ SIĘ ZEPSUŁO. :)

3 komentarze: