niedziela, 28 kwietnia 2013

Six

CZYTASZ = KOMENTUJESZ (chcę widzieć ile osób to czyta i czy warto dalej pisać)



Spojrzałam na kartkę jeszcze raz. Charakter pisma był lekko niechlujny. Rozejrzałam się wokoło i ruszyłam w stronę drzwi z myślą, że trochę dziwnie by wyglądało gdybym tak stała obok skrzynki na listy czytając coś. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, weszłam po schodach i usiadłam na krześle. Zaczęłam od nowa czytać.
„Nie wiem, czemu to robię. Nie wiem też, czy gdy czytasz te słowa, wiesz, kto pisze. Pewnie twoje serce chce się teraz wyrwać, a twój ciepły oddech odbija się o tą kartkę. Przepraszam też za motylki w brzuchu. Chciałaś wiedzieć, czemu cię szukałem. Zaintrygowało mnie coś w tobie. Byłaś inna niż wszystkie dziewczyny, które dotąd poznałem. I jako jedyna mnie nie rozpoznałaś! Kiedy rozstaliśmy się wtedy pod kawiarnią, czułem pewien niedosyt. Wiedziałem, że będę musiał się z tobą jeszcze kiedyś spotkać. Dlatego właśnie napisałem na rachunku mój numer telefonu. Wiedziałem, że rozsądnie go wykorzystasz. I wtedy właśnie dowołałem koncert, co pociągnęło za sobą ogromną odpowiedzialność. Myślałem, że będę mógł na spokojnie się z tobą spotkać, porozmawiać, ale musiałem odpracować koszty. Straciłem nadzieję czy mi wybaczysz. Czekałaś na mnie godzinę, a ja nic nie pisałem. Żałuję. Więc postanowiłem, że odnajdę cię zwykłym sposobem. Przez tydzień chodziłem od drzwi do drzwi pytając o ciebie. Wczoraj wieczorem zacząłem rezygnować, zrozumiałem, że tak cię nie znajdę. Twoje drzwi miały być ostatnimi, do których miałem zapukać. Udało się. Ale ty nie chciałaś mnie widzieć. Zdawałem sobie sprawę, która jest godzina, ale fakt ten przyćmiewała świadomość, że w końcu mogę cię ponownie zobaczyć. Wracając do domu myślałem o tobie. Nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny. Masz w sobie coś wyjątkowego. Coś, co mnie inspiruje. Daje silnego kopa. Kiedy wszedłem do mojego mieszkania od razu sięgnąłem po kawałek papieru i spisałem natłok słów, który nazbierał się w drodze powrotnej. Mam nadzieję, że ci się spodoba. I, że zechcesz się jeszcze kiedyś ze mną spotkać. J.
PS O tych światłach w ogrodzie mówiłem poważnie :)”
Skończyłam czytać i pusto wpatrywałam się w kartkę. O co chodziło z natłokiem słów? Co ma mi się spodobać? Spojrzałam na pudełko w serduszka. Sięgnęłam po nie, a ze środka wypadła kartka. Spojrzałam na duży napis w górze strony, który brzmiał „FALL”. Spojrzałam niżej i zaczęłam czytać. Czy to możliwe żeby napisał dla mnie piosenkę?

Well let me tell you a story
About a girl and a boy
He fell in love with his best friend
When she's around, he feels nothing but joy
But she was already broken, and it made her blind
But she could never believe that love would ever treat her right
But did you know that I love you? or were you not aware?
You're the smile on my face
And I ain't going nowhere
I'm here to make you happy, i'm here to see you smile
I've been wanting to tell you this for a long while

What's gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh my love
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let yourself fall

Tekst był piękny. Musiałam to przyznać.

Well I can tell you're afraid of what this might do
Cause we got such an amazing friendship and that you don't wanna lose
Well I don't wanna lose it either
I don't think I can stay sitting around while you're hurting babe
So take my hand
Well did you know you're an angel? who forgot how to fly
Did you know that it breaks my heart everytime to see you cry
Cause I know that a piece of you's gone everytime he done wrong, I'm the shoulder you're crying on
And I hope by the time that i'm done with this song that I've figured out

Who's gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh my love
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let yourself fall

I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
But if you spread your wings
You can fly away with me
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let yourself,

What's gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh my love
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let

Yourself fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh my love
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let yourself fall

I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall

If you spread your wings
You can fly away with me
But you can't fly unless you let ya,
Let yourself fall

Odłożyłam obie kartki na bok i zajrzałam do pudełka. W środku znajdowało się coś jeszcze. Sięgnęłam po to ręką i wyciągnęłam małą szkatułkę. Uchyliłam wieczko i ujrzałam najpiękniejszy naszyjnik, jaki kiedykolwiek widziałam. Wysadzany był kamieniami (modliłam się żeby to były cyrkonie. Byle nie brylanty albo diamenty!). Delikatnie chwyciłam go w dwa palce i uniosłam. Był przepiękny! Zapięłam go na szyi i spojrzałam w lustro. Pasował do mnie idealnie. Po chwili z zadumy wyrwał mnie fakt, że przecież nie mogę przyjąć takiego prezentu. To za dużo! Zdjęłam naszyjnik, schowałam go do szkatułki i sięgnęłam po iPhone’a. Wystukałam: „Musimy się spotkać” i wysłałam do Justina. Po minucie dostałam odpowiedź: „O 13 bądź pod kawiarnią. Mój kierowca cię zgarnie”. Spojrzałam na zegarek – 12:15. Cholera! Wrzuciłam szkatułkę do torby, przebrałam się, uczesałam i umalowałam. Na nogi szybko wsunęłam pierwsze lepsze conversy, chwyciłam torbę w jedną rękę, telefon w drugą i zbiegłam ze schodów. Kiedy dochodziłam już do umówionego miejsca spojrzałam na godzinę – 12:55. Zdążyłam! Pod kawiarnią stał duży czarny samochód z przyciemnionymi szybami. Obok niego stał mizerny mężczyzna.
- Panna Roger? – zwrócił się do mnie.
- Tak – odparłam. Skąd Justin znał moje nazwisko?
- Pójdzie pani za mną.
Mężczyzna obszedł samochód i otworzył mi tylnie drzwi. Grzecznie wślizgnęłam się na siedzenie, a tam od razu jakieś ręce złapały mnie w pasie. Powstrzymałam się żeby nie krzyknąć – naprawdę się wystraszyłam.
- Witaj piękna.
- Nigdy więcej tak nie rób! – spojrzałam w rozbawione oczy Justina.
- Wybacz – uniósł ręce w przepraszającym geście. – Więc, co słychać? Co to była w końcu za paczka?
- Nie udawaj niewiniątka – uśmiechnęłam się krzywo. – A! Mam coś dla ciebie.
Sięgnęłam do torby po szkatułkę i podałam ją Justinowi.
- Prezentów się nie oddaje!
- Ale to nie jest zwykły prezent. Jest za drogi jak na zwykły!
- To nie zmienia faktu, że prezentów się nie oddaje – spojrzał na mnie z poważną miną.
W tej chwili nie mogłam zrobić nic innego jak schować szkatułkę z powrotem do torby.
- Panie Bieber. Mamy problem – kierowca zwrócił się do Justina.
- Huh?
- Paparazzi jada za nami już połowę drogi. Starałem się ich zgubić, ale to nic nie daje. Są nieugięci.
- Cholera! – warknął Justin i uderzył ręką w siedzenie. – Kurwa mać! Nie mogli wybrać lepszego momentu.
- Co się stało? – zapytałam.
- Posłuchaj mnie. Znajomość ze mną wiążę się z wielkim ryzykiem i wieloma niemiłymi faktami.
- To znaczy…?
- To znaczy, że jeżeli cię zobaczą, będą o tobie wypisywać niestworzone historie. Nie tylko o tobie, ale także o twojej rodzinie. Przepraszam. Nie chciałem cię tak narażać. Byłem pewny, że nas dziś nie znajdą.
Przetwarzałam jego słowa. Jakie historie? W gazetach? O mnie? Nie!!! Siedziałam i myślałam kiedy samochód nagle się zatrzymał.
- Jesteśmy na miejscu – rzucił kierowca.
Justin odpiął pas, zdjął bluzę i podał mi ją.
- Załóż ja na siebie, a twarz szczelnie okryj kapturem.
Bez pytań zrobiłam, o co prosił.
- Patrick. Podjedź pod samo wejście – powiedział Justin do kierowcy.
Kiedy samochód ponownie się zatrzymał chłopak spojrzał na mnie i powiedział:
- Bez względu na wszystko nie stawaj. Idź za mną.
Przytaknęłam głową, a Justin otworzył drzwi. Moje oczy od razu oślepił blask fleszy, a do uszy doszedł krzyk wielu osób.
-Bieber! Tutaj! Justin! Justin! Spójrz tutaj!
Chłopak wyskoczył z samochodu i pociągnął za sobą mnie. Szedł na prawdę szybko. Ciężko było mi za nim nadążyć. Paparazzi zachłannie próbowali przebić się jak najbliżej. Justin stanął na chwilę żeby otworzyć furtkę, a później wepchnął mnie na zagrodzony teren. Reporterzy z aparatami przykleili się do płotu i nadal krzyczeli. To była udręka. Chłopak wyjął klucze, wsadził je do zamka i przekręcił. Złapał mnie za rękę i pociągnął do środka. Zamknął za nami drzwi, a ja od razu odczułam przyjemną ciszę.
- Przepraszam za nich. Naprawdę byłem pewny, że się dziś nie zjawią. Ale w sumie z nimi nic nie wiadomo – zdjął z mojej głowy bluzę i powiesił na wieszaku.
Rozejrzałam się. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę gdzie jestem. Byłam w miejscu, w którym pragnęły się znaleźć miliony dziewczyn na całym świecie. Stałam w holu domu Justina Biebera. 

----------------------------------------------------------

Przepraszam, że tyle czasu nie dodawałam nowego rozdziału, ale miałam egzaminy, a później tyle się działo, że praktycznie nie włączałam laptopa.
Jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału i postaram się go wstawić jeszcze w tym tygodniu :)

PRZEPRASZAM ZA TO, ŻE TEKST JEST BIAŁO-CZERWONY. NIE UMIEM TEGO NAPRAWIĆ.

WIEM, ŻE TO UTRUDNIA CZYTANIE, ALE ŻEBY BYŁO ŁATWIEJ TO ZAZNACZCIE SOBIE TEKST I BĘDZIE BARDZIEJ CZYTELNIEJSZY :*

1 komentarz: