piątek, 17 maja 2013

Eleven


Po godzinie spokojnego spaceru postanowiłam wrócić do domu. Chciałam porozmawiać z rodzicami o artykule w gazecie. Weszłam do domu i zamknęłam drzwi. Zastałam ich w salonie, bawili się z Kathie.
- Hejka – powiedziałam, a ich głowy obróciły się w moją stronę.
- O, witaj córciu – mama uśmiechnęła się promiennie. – Gdzie byłaś?
- Poszłam się przejść. Było mi źle z tym, że myślicie, że coś mnie łączy z tym chłopakiem. Musiałam sobie to poukładać w głowie. Ale stwierdziłam, że lepiej będzie z Wami po prostu porozmawiać.
- Ale kotku, nie ma o czym rozmawiać. Wczoraj sobie wszystko wyjaśniliśmy i temat zamknięty.
- Naprawdę?
- Tak kochanie. A! I ktoś czeka na ciebie na górze – mama wskazała schody.
Wstałam z kanapy i idąc po stopniach zastanawiałam się, kto to może być. Uchyliłam drzwi mojego pokoju i zauważyłam dziewczynę z brązowymi lokami. Lola. Weszłam do pokoju, a ona od razu się odwróciła.
- Suzie! – przytuliła mnie. – Nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz…
- Co ty tu robisz? – przerwałam jej.
- Nie można było się z tobą skontaktować, więc została mi jedna opcja. W ogóle to jestem na ciebie zła!
- Tak?
- Justin Bieber? Serio? Kochana! Czemu mi nic nie powiedziałaś? Jestem twoją najlepszą przyjaciółką, a zataiłaś przede mną OGROMNĄ informację. Ja bym ci powiedziała jakby mi się coś takiego przydarzyło!
- Przepraszam Lolu, ale mam tyle na głowie, że nie miałam czasu zadzwonić. A z Justinem mnie nic nie łączy.
- Czyżby? Bo widziano was razem w lunaparku i POD JEGO DOMEM! Wiesz ile dziewczyn chciałoby go chociaż dotknąć, nie mówiąc już o zaproszeniu do jego domu! Jestem jedną z nich! Jestem Belieber i nawet nie wiesz jak mnie zabolało jak zobaczyłam wasze wspólne zdjęcia.
- Bel… CO?
- Belieber, czyli coś więcej niż fanka. Wspieramy go. Gdy jest smutny, to za wszelką cenę staramy się go pocieszyć itp.
- Lola! Nic mnie z nim nie łączy! To, że byliśmy razem w kawiarni, lunaparku, na wzgórzu i w jego domu to nie znaczy, że jesteśmy RAZEM! Jest bardzo sympatyczny, więc miło mi się z nim spędza czas.
- Czekaj! Na jakim wzgórzu?
- Zabrał mnie na jakieś wzgórze, klif, cokolwiek to było i jedliśmy kanapki. Nie byliśmy tam długo, bo przyszedł Alfredo i…
- ZNASZ ALFREDO??? O boże! Poznasz mnie z nimi? Proszę, proszę, proszę!
- Jak będzie okazja – uśmiechnęłam się, a Lola rzuciła się na mnie i zaczęła przytulać. W tym momencie mój iPhone zawibrował. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Justin. Chwyciłam telefon i schowałam szybko do tylniej kieszeni.
- Nie odbierzesz sms’a?
- To tylko reklama – zapewniłam Lolę. – Wiesz, muszę iść do toalety. Zaraz wracam.
Weszłam do łazienki, która znajdywała się w moim pokoju, zamknęłam za sobą drzwi na zamek, wyjęłam iPhone’a i usiadłam na (zakrytej!) toalecie. Przesunęłam palcem, by odczytać wiadomość.
Od Justin:
„Hej piękna. Co dzisiaj robisz? ;* ”
Wklepałam szybkie „Lola jest u mnie. Nie mogę się spotkać ;/ ” i kliknęłam przycisk na toalecie żeby spuścić wodę, bo przecież Lola myśli, że przyszłam tu załatwić swoje potrzeby. Telefon znowu zawibrował: „Lola? o_O”. Uśmiechnęłam się. Wysłałam mu krótkie: „Moja przyjaciółka”, umyłam ręce i wyszłam z łazienki. Spojrzałam na Lolę siedzącą na łóżku i wpatrującą się w swoje paznokcie. Podeszłam do niej po cichu i objęłam ją od tyłu.
- Dziękuję, że jesteś – wyszeptałam jej do ucha i dałam buziaka w policzek.
Lola zaśmiała się.
- Wiesz kicia… - zaczęła. – Zastanawia mnie jeden fakt. Czemu nie mogłabyś teraz zadzwonić do Justina i od razu nas umówić!
- To nie takie proste. On jest gwiazdą i nie ma wolnego cały czas tak jak my. Poza tym… Nie mam do niego numeru – skłamałam, ale co miałam zrobić? Chciałam tylko chronić Justina. I siebie żeby Lola nie urwała mi głowy pytając, kiedy się z nim spotkamy.
- Jak to nie masz numeru? To jak wy się umawialiście?
- Justin tu przychodził – powiedziałam i od razu tego pożałowałam.
- O MÓJ BOŻE!!! JUSTIN BIEBER CHODZIŁ PO TEJ PODŁODZE! – krzyknęła i położyła się na panelach. – O boże! Nie wierzę!
- Lola, wstań! – podniosła się. – Justin to normalny człowiek, więc nie rób z tego takiej afery!
- Ale to Bieber!!!
- Czyli zwykły chłopak, który umie śpiewać! Pamiętam jak mi kiedyś o nim opowiadałaś. Że nie miał pieniędzy i musiał grać pod teatrem. Ale miał szczęście i mu się ułożyło w życiu. Mogę się założyć, że gdyby nie był taki popularny to byś go nawet nie dotknąć nie chciała!
- Co się z tobą dzieje? Kocham go i mam prawo do jarania się wszystkim, co z nim związane!
- Nawet go nie znasz! Jeżeli masz nadal mieć takie podejście to wyjdź stąd, bo nie chcę tego słuchać. To tak samo jakbyś mówiła o Thomas’ie z równoległej klasy!
- Fuuu! Thomas? To ten z pryszczami na całej twarzy? Bleee. Justin jest przynajmniej ładny. Dobra! Sory! Nie chcę się kłócić o takie głupoty.
- Ja też nie – uśmiechnęłyśmy się obie i wpadłyśmy sobie w ramiona. Po chwili uścisku oddaliłyśmy się od siebie na 3 cm.
- Obiecaj, że zawsze będziesz przy mnie – powiedziałam.
- Obiecuję – Lola przyciągnęła mnie do siebie, cmoknęła w usta i znowu zamknęła w niedźwiedzim uścisku.
- Dusisz mnie! – krzyknęłam.
- Zdarza się – zaśmiała się.
Przez następne pół godziny siedziałyśmy na łóżku plotkując i zajadając się czekoladkami. W pewnym momencie stwierdziłam, że muszę do toalety.
- Zaraz wracam – mruknęłam do Loli i weszłam do łazienki. Zrobiłam, co miałam zrobić, umyłam ręce, ochlapałam twarz zimną wodą i chwyciłam za klamkę. Za drzwiami stała zdenerwowana Lola.
- Mówiłaś, że nie masz do niego numeru! – podniosła rękę, w której trzymała mojego iPhone’a. Na wyświetlaczu widniała nowa wiadomość od Justina.
 ________________________

- Lola!
- Przestań się tłumaczyć! – jej brązowe loki podskakiwały od nerwowego chodzenia po moim pokoju. – Skłamałaś! Znowu! Co się z tobą dzieje?
- Musiałam skłamać. Justin nie pozwala mi nic mówić.
- Jestem twoją przyjaciółką!
- Nikomu nie mówić!
- Nawet mi?
- Nawet tobie.
- Świetnie! – klasnęła w dłonie. – To teraz on jest dla ciebie ważniejszy niż ja?
- Powiedziałam coś takiego? Nie wydaje mi się!
- Co się z tobą dzieje? – zapytała po raz kolejny. – Odkąd go spotkałaś jesteś jakaś inna!
- Słucham? Ja przynajmniej nie wkurzam się o jedno małe kłamstewko!
- Jedno? Małe? A, przepraszam, kto mi wmówił, że poznał jakiegoś Louis’a?
- Wiedziałam jakbyś zareagowała! Musiałam!
- Nic nie musiałaś, Suzanne! Teraz wychodzę i mam nadzieję, że przemyślisz swoje zachowanie.
- O! Mówisz jak moja matka!
- Nie prawda!
- Udowodnij!
- Twoja matka nigdy by tak do ciebie nie powiedziała, bo jesteś grzeczniutką córeczką, która nigdy nie zrobiła nic złego.
- Przekonałaś mnie.
Lola wywróciła oczami i zbiegła ze schodów. Przy drzwiach jeszcze na sekundę się odwróciła żeby rzucić mi zabójcze spojrzenie i wyszła. Odetchnęłam. Nienawidziłam się z nią kłócić. Do mojej głowy wpadła myśl – gdzie do diaska są rodzice? Weszłam do kuchni i ujrzałam karteczkę na blacie:

Wyszliśmy z Kathy na plac zabaw.
Jak będziesz głodna, to w lodówce masz makaron.
Mama :* 

Plac zabaw? Aha! Wyszłam z kuchni chwytając po drodze butelkę soku pomarańczowego i już miałam iść w stronę schodów, gdy nagle usłyszałam głos za sobą:
- Myślałem, że już nigdy nie wyjdzie! - aż podskoczyłam. Odwróciłam się i ujrzałam Justina w drzwiach prowadzących do ogrodu. – Nigdy ich nie zamykacie, co?
-Justin!! Długo tu stałeś?
- Na tyle długo żeby usłyszeć, że nieźle się na siebie wydzierałyście. O co poszło? – oparł się o framugę.
- O ciebie.
- O mnie? Jakbym teraz jadł, to bym się zakrztusił! Co?
- No tak! Powiedziałam jej, że nie mam twojego numeru, a ona zobaczyła ostatnią wiadomość od ciebie, której swoją drogą nie przeczytałam, i się wkurzyła.
- Ale… Czekaj! Gadałyście... o mnie?
- To takie dziwne? Masz miliony fanów, którzy mówią o tobie przez cały czas.
- W sumie racja – uśmiechnął się. – Będziemy tak stać, czy coś robimy?
- Hmmm… Masz coś konkretnego na myśli? – zaśmiałam się i spojrzałam na niego seksownie.
Podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów.
- Może zaczniemy od pójścia do twojego pokoju.
Weszliśmy na górę. Justin puścił moją rękę i od razu rzucił się na łóżko. Chwycił w rękę pilota i włączył telewizor. Wywróciłam oczami i podeszłam do szafki żeby sprzątnąć opakowanie po żelkach, które jadła Lola. Wyrzuciłam folię, usiadłam przy biurku i otworzyłam mojego MacBook’a. Weszłam na mail żeby sprawdzić pocztę. Miałam 200 nowych maili! Od rana! Weszłam w pierwszy i głośno wciągnęłam powietrze do płuc.
- Coś nie tak? – zapytał z troską w głosie Justin.
- Nie. Wszystko w porządku – wróciłam do czytania maila.
Justin tylko spojrzał na mnie podejrzliwie i ułożył się wygodniej między poduszkami.
„Ty suko! Zabierasz nam naszego Justina! Jak możesz? Odczep się od niego! On nigdy nie będzie twój!”
Mail trafił do kosza. Otworzyłam kolejnego i jęknęłam. Ten był jeszcze gorszy.
- Co jest? – Justin podniósł się z łóżka i ruszył w moją stronę.
- Naprawdę nic! – próbowałam zakryć laptopa własnym ciałem.
- Nie wierzę ci – chłopak złapał laptopa i zabrał mi go. Usiadł z powrotem na łóżku i zaczął czytać. Wszystko po kolei.
- Kurwa, co? Nikt ci nie będzie groził! – odłożył laptopa na bok i chwycił za telefon.
- Co robisz? – zapytałam.
- Dodaję wpis na twitter’a.
Wzięłam MacBook’a i położyłam go na biurku. Załogowałam się na twitter’a i od razu zobaczyłam nowy post Justina: „Jeżeli jakaś Belieber nie akceptuje moich wyborów i decyzji, to nie ma prawa nazywać się prawdziwą Belieber”. Pod nim znajdowało się już 1000 odpowiedzi typu:
„Zawsze będziemy z Tobą”
„Akceptujemy twoje decyzje w 100%”
Spojrzałam na niego. Minę miał poważną.
- Nie chcę ich ranić, ale musiałem to napisać. Nikt nie będzie robił ci krzywdy!
- Czemu tak ci na tym zależy?
- Bo… Mówiłem, że jesteś wyjątkowa – chwycił moją rękę i zaczął się bawić moimi palcami. – Inna… Czuję się przy tobie lepszy – lekko się przysunął.
- Już to słyszałam – zaśmiałam się.
- Wiem – zbliżył swoją twarz do mojej. – Ale lubię to powtarzać – zaśmiał się.
Nasze nosy się stykały. Już Justin miał przysunąć do siebie nasze wargi, gdy nagle usłyszeliśmy:
- Suzie! Jesteśmy w domu!
DZIĘKI MAMO! GENIALNY MOMENT!

_________________________________________________________

Przepraszam, że musieliście tyle czekać! Problemy z weną i brak czasu ;/

Mmmmm.. prawie się pocałowali, ale znowu coś nie wyszło :p

1 komentarz: