Chciałam się teraz zapaść pod ziemię. Justin podniósł się
szybko i energicznym ruchem poderwał mnie do góry. Moja kostka strasznie mnie
bolała i dałam o tym znać chłopakowi. On szybko wziął mnie na ręce i pobiegła
dalej, lecz jego wysiłki poszły na marne. Fanki zaalarmowane krzykiem
paparazzich były już wszędzie. Okrążyli nas. Justin postawił mnie na ziemię,
wyjął iPhone’a i wykonał połączenie.
- Kenny, słuchaj. Wpakowałem się w gówno. Mógłbyś przyjechać
do lunaparku i mnie stąd zgarnąć? Paparazzi są wszędzie! – rozłączył się i
spojrzał na mnie.
- Przepraszam – szepnęłam.
- Nie! To ja przepraszam. To przeze mnie jest to
zamieszanie.
- Ale gdybym się nie wywróciła to zdążylibyśmy uciec.
- Tak ci się tylko wydaje. Miałem już wiele razy do
czynienia z fankami i reporterami. Ich się nie da tak po prostu spławić.
W tym momencie kilka dziewczyn rzuciło się na Justina oddzielajac
mnie od niego. Widać było, że chłopak jest na to dobrze przygotowany, bo
zgrabnie je odepchnął. W tym momencie poczułam silne szarpnięcie za moją lewą
rękę. Ktoś wciągnął mnie w tłum. Zaniepokoiłam się, ale kiedy pochwyciłam
wzrokiem Justina, który był ciągnięty przez tą samą osobę, lekko się
uspokoiłam. Mężczyzna wepchnął nas na tylnie siedzenia samochodu, który od razu
rozpoznałam. Spojrzałam na siedzenie kierowcy.
- Hej Patrick. Miło mi cię znowu widzieć – uśmiechnęłam się.
- I wzajemnie.
Mężczyzna, który nas ciągnął wpakował się na miejsce
pasażera.
- Justin, brachu. Popieprzyło cię do reszty? Masz szczęście,
że byłem w okolicy, bo te laski mogły cię zjeść!
- Sory Kenny. Nie przemyślałem tego.
- Pora zacząć myśleć, młody.
Justin odwrócił się w moją stronę.
- Przepraszam, że zepsułem ci dzień. Chcesz wracać do domu?
- Żartujesz sobie? Było świetnie i chętnie będę to
kontynuować.
Chłopak się uśmiechnął i zwrócił się do kierowcy.
- Patrick, zawieź nas na wzgórze.
Nie jechaliśmy długo aż samochód się zatrzymał. Justin
wyskoczył z samochodu i przytrzymał mi drzwi. Podszedł do bagażnika, otworzył
go i wyciągnął koc i koszyk.
- Zawsze wozisz takie rzeczy w samochodzie? – zapytałam.
- Miałem to zaplanowane. Myślałem, że sprawy potoczą się
inaczej, ale cieszę się, że nie zważając na nic, mamy warunki do spełnienia
tego punktu programu dzisiejszego dnia.
- To ile jest tych punktów?
- Zobaczysz – uśmiechnął się figlarnie.
Ruszyliśmy wydeptaną ścieżką wśród drzew. Byliśmy sami.
Słychać było tylko śpiew ptaków i szum fal. Ale.. Czekaj.. JAK FAL? Nagle
drzewa się przerzedziły. Ujrzałam widok zapychający dech w piersiach. Staliśmy
na wysokim klifie, u podnóża skały woda obijała się o brzeg, słońce przyjemnie
świeciło.
- Długo będziesz jeszcze tak stać? – odwróciłam się i
zobaczyłam Justina siedzącego na rozłożonym już kocu. Podeszłam do niego i
usiadłam obok.
- Pięknie tu – szepnęłam.
- Wiem – westchnął, zamknął oczy i odwrócił głowę w stronę
słońca.
- Mogę o coś zapytać? Czemu właściwie mnie tu przywiozłeś?
- Wyjątkowe dziewczyny powinny zwiedzać wyjątkowe miejsca. A
oto jedno z nich.
Zarumieniłam się. To dziwne, ale czułam się głupio, kiedy
ktoś prawił mi komplementy. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu napawając się
ciepłem.
- Jesteś głodna? – zapytał Justin, wyrywając mnie z
zamyślenia.
- Hmm.. Troszkę.
Chłopak sięgnął do koszyka i wyciągnął dwie kanapki. Jedną z
nich podał mi. Odpakowałam ją. Mmmm! Z nutellą! Skąd wiedział, że ją uwielbiam?
Wzięłam gryza i się rozpłynęłam. Ten orzechowo-kakaowy krem to moje
błogosławieństwo. Uleczy każdą z ran.
- Smakuje ci? – zapytał Justin i ugryzł swoją kanapkę z
szynką.
- Uhmuuuhhmmm – chciałam powiedzieć, że bardzo, ale z całą
pełną buzią było ciężko.
Chłopak zaśmiał się i zbliżył swoją dłoń do mojej twarzy,
żeby zetrzeć mi z policzka trochę czekolady. Znowu się zarumieniłam. Spojrzał
mi głęboko w oczy. Rozpłynęłam się po raz kolejny. Po chwili wstał i ruszył w
stronę drzew. Po minucie wrócił z gitarą w ręku.
- Ale.. Skąd? Jak? Eeee..
- Powiedzmy, że odwiedzam to miejsce od jakiegoś czasu –
uśmiechnął się.
Usiadł obok mnie, wyjął kostkę i zaczął grać pierwsze
akordy. Tej melodii nie znałam. Wsłuchiwałam się w nią w skupieniu. Chłopak
zaczął śpiewać. To było cudowne!
If I was your boyfriend, I’d never let you go
I can take you places you ain’t never been
before
Baby take a chance or you’ll never ever know
I got money in my hands that I really like to
blow
Swag, swag, swag, on you
Chillin by the fire while we eatin’ founde
I dunno about me but I know about you
So say hello to falsetto in three, two, swag.
I’d like to be everything you want
Hey girl, let me talk to you
Dlaczego miałam wrażenie, że tą piosenką Justin mnie o coś
prosił? Przerwał grę i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się i kontynuował.
If I was your boyfriend, never let you go
Keep you on my arm girl, you’d never be alone
I can be a gentleman, anything you want
If I was your boyfriend, I’d never let you go,
I’d never let you go
So give me a chance, cause you’re all i need
girl
Spend a week with your boy I’ll call you my
girlfriend
If I was your man, I’d never leave you girl
I just want to love you, and treat you right
If I was your boyfriend, never let you go
Keep you on my arm girl, you’d never be alone
I can be a gentleman, anything you want
If I was your boyfriend, I’d never let you go,
I’d never let you go
Skończył i odłożył gitarę na bok. Znowu na mnie spojrzał.
- I jak?
- Jest świetna!
- Napisałem ją dawno. W przypływie rozpaczy, w samotności.
Nie kierowałem jej do nikogo, bo nie miałem do kogo. Ale teraz już wiem. Kiedy
śpiewam ją tobie, czuję, że pasuje jak ulał.
Znowu się zarumieniłam. Co ze mną nie tak? Justin złapał
mnie za rękę, a drugą położył na moim kolanie (tak samo jak to zrobił u siebie
w domu).
- Nie wiem, co się ze mną dzieje. Przy tobie czuję się
pełniejszy, weselszy, lepszy – przysunął się. – Czy kiedykolwiek będzie szansa
to, o co prosiłem w piosence?
- Ehm.. Myślę, że….
W tym momencie telefon Justina zawibrował. Puścił moją rękę
i podniósł telefon.
- Lepszego momentu nie mógł sobie znaleźć? – przeciągnął
palcem po ekranie. – Hej Fredo! Co słychać? Na wzgórzu, a co? Nie, nie
przyjeżdżaj! Nie jestem sam. Alfredo! Skoro nalegasz. – rozłączył się,
odetchnął i spojrzał na mnie. – Alfredo będzie tu na 10 minut. Przepraszam, ale
on nalegał, że chce cię poznać bla bla.
- W porządku. A kto to?
- Mój najlepszy przyjaciel. Właśnie wrócił z Europy.
Mieliśmy się spotkać w domu, ale widocznie nie mógł czekać.
Wstałam, przeciągnęłam się i sięgnęłam po papierki po
kanapkach. Podeszłam do koszyka i wrzuciłam je tam. Spojrzałam na słońce,
powoli zachodziło.
- Suz?
- Hm?
- Nie odpowiedziałaś mi na pytanie – podszedł do mnie. –
Byłaby szansa?
- Sądzę, że….
- SIEMA MŁODY!!!!!!!!! – zza naszych pleców rozniósł się
czyjś krzyk.
Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka trochę od nas starszego w
fullcapie, luźnej białej koszulce, spodniach ¾ i czarnych krótkich conversach.
Justin podszedł do niego, a Fredo uśmiechnął się szeroko. Kiedy chłopak
wypuścił Justina z uścisku, spojrzał na mnie.
- A ty jesteś..?
- Suzie. Miło mi – uśmiechnęłam się. Alfredo podszedł do
mnie i zamknął w niedźwiedzim uścisku.
- To ty jesteś nową laską naszego małego Bieberka. Widziałem
was w gazetach. W całej Europie o tym dudni – uśmiechnął się, a ja się
zarumieniłam.
- Brachu, mówiłem ci żebyś nie wierzył temu, co wypisują w
gazetach. Nie jesteśmy razem.
- JESZCZE nie jesteście. To tylko kwestia czasu – zaśmiał
się Fredo. – Macie coś do żarcia, bo umieram z głodu?
Justin wyciągnął z koszyka jedną kanapkę i rzucił ją
chłopakowi, a ten pochłonął ją w trzech kęsach i spojrzał na zegarek.
- Ej, słuchajcie. Robi się późno. Wracamy?
Oboje przytaknęliśmy i zaczęliśmy zbierać rzeczy. Kiedy
szliśmy między drzewami do samochodu Alfredo, Justin złapał mnie lekko za rękę.
Uśmiechnęłam się. Gdy już weszliśmy do auta poprosiłam o to żeby podwieźli mnie
do domu. Wyjęłam iPhone i spojrzałam na wyświetlacz. 7 nieodebranych połączeń
od Loli. Oddzwonię do niej jak wrócę.
- Jesteśmy na miejscu – dał mi znać Fredo. Pocałowałam
Justina w policzek, rzuciłam „Cześć” Alfredo i wyskoczyłam z samochodu. Kiedy
weszłam do domu, od razu poszłam do mojego pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam
się w piżamę i owinęłam głowę ręcznikiem. Zeszłam na dół po sok. Zobaczyłam
rodziców siedzących na sofie i jakby na mnie czekających.
- No jesteś w końcu.
- Nie jest wcale tak późno.
- Gdzie byłaś?
- Mówiłam, że idę no lunaparku.
- A z kim tam byłaś?
- Ze znajomymi.
- To jak wyjaśnisz nam – mama przesunęła w moją stronę
gazetę codzienną – TO???
Spojrzałam na przednią stronę i przestałam oddychać. Na
stronie widniał wielki nagłówek „Nikt nie wie kim ona jest, a dali się razem
przyłapać kolejny raz!”. Pod nim było ogromne zdjęcie mnie i Justina z
lunaparku. To na, którym on mnie przytula żeby ukryć mnie przed paparazzi.
Niestety moja twarz była bardzo wyraźnie widoczna.
_____________________________________________________
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
cudowne, czekam na następny *,*
OdpowiedzUsuńŚwietne czekam na nowe
OdpowiedzUsuń