Obudziłam się rano we własnym łóżku. Podniosłam głowę i
rozejrzałam się po pokoju. Wspomnienia wczorajszego dnia zaczęły napływać do
mojej głowy. Cholera! Czemu po raz kolejny zasnęłam w jego ramionach? Czemu on
tak na mnie działa? Jakby się dłużej nad tym zastanowić to chyba źle, że jego
towarzystwo mnie usypia, ale nie przykładajmy do tego większej wagi. Kiedy
postawiłam stopy na podłodze, przetarłam oczy i przeczesałam palcami włosy
przyszła mi do głowy jedna myśl – jak znalazłam się we własnym pokoju? Do tego
tylko w bieliźnie podkoszulku. Poszłam do łazienki żeby przemyć twarz wodą.
Spojrzałam na swoje odbicie. Oczy miałam podpuchnięte a na głowie jeden wielki
kołtun. Spryskałam włosy preparatem na rozczesywanie i zaczęłam walkę z
kosmykami. Kiedy doprowadziłam się już do dopuszczalnego stanu, wróciłam do
pokoju. Na szafce spostrzegłam kartkę, której, mogłam się założyć, nie było tam
poprzedniego dnia. Podeszłam do niej i spostrzegłam to samo pismo co na paczce
w serduszka, którą dostałam jakiś czas temu.
Znowu zasnęłaś na moim ramieniu.
Czy z Tobą wszystko w porządku, bo zaczynam się
trochę bać, że twój organizm
tak reaguje na moje towarzystwo haha
Nie martw się, od razu jak zobaczyłem, że odpłynęłaś
zaniosłem Cię do łóżka i szybko wymknąłem tylnym wejściem.
Zadzwoń jak się obudzisz.
J. xx
PS Nie martw się, nie napawałem się twoim widokiem
w bieliźnie ;) ‘rozebrałem Cię’, bo nie wytrzymałbym
z myślą, ze miałabyś się całą noc męczyć w ciasnych rurkach.
Po przeczytaniu liściku trzy razy chwyciłam telefon i
wybrałam numer Justina.
- Witam śpiąca królewno – przywitał mnie miękki głos
chłopaka. – Naprawdę dopiero się obudziłaś?
Dopiero po tych słowach spojrzałam na zegarek stojący na
szafce przy łóżku. Dochodziła 13. Jezus Maria! Naprawdę tyle przespałam?
- Ehmm, no tak – odparłam zawstydzona. – Przepraszam, że ten
wieczór skończył się tak jak się skończył. Obiecuję, że kiedyś postaram się nie
zasnąć!
- Haha – usłyszałam jego śmiech w słuchawce. – No ja myślę!
Bo jeżeli zawsze będziemy kończyć w tym punkcie to ten związek nie będzie zbyt
porywający.
Chwila… Czy on naprawdę użył słowa ‘związek’?
- Suzie? Jesteś tam jeszcze? – po 10 sekundach z rozmyślań
wyrwał mnie głos Justina.
- Tak tak. Emm.. Masz na dziś jakieś plany?
- Szczerze to nie, co jest dziwne przy moim stylu życia –
znowu się zaśmiał. – Obrazisz się, jak przyjadę za pół godziny?
- Nie, tylne drzwi są otwarte.
- Nawet bez tych słów bym o tym wiedział – mruknął i
zakończył połączenie.
Ok Suz, masz pół godziny za zebranie swoich zwłok w całość.
Po dwudziestu minutach byłam już umyta, umalowana, ubrana i
gotowa do pokazania się publicznie. Poczułam burczenie w brzuchu i szybko
przekalkulowałam czy zdążę przygotować sobie coś przed przyjściem Justina.
Byłam w trakcie kończenia robienia kanapki kiedyś jakieś ręce owinęły się wokół
mojej talii, a czyjaś głowa opadła na moje ramię.
- Co tu pysznego przygotowujesz? – Juss szepnął mi do ucha.
- Głodny jesteś? Tobie też mogę zrobić – zaśmiałam się i
przełożyłam kanapkę na talerz.
- Jestem głodny, ale nie chodzi tu o jedzenie – trącił nosem
moje ucho, a palcami zaczął zataczać kółka na moim brzuchu.
- Nie ma pojęcia o co
ci chodzi – zmieszana i z lekkim uśmiechem na ustach wyrwałam się z jego
uścisku i usiadłam przy stole biorąc gryza mojej kanapki.
Chłopak oparł się tylko plecami o kuchenny blat i patrzył
jak spożywam.
- Co się tak patrzysz? – zwróciłam się do chłopaka w połowie
posiłku.
- To już nie mogę się nawet patrzeć? Pff, kobiety – prychnął
ze śmiechem. – Nie zwracasz na nie uwagi to jest źle, patrzysz na nie to też
jest źle. I weź tu je zrozum. – po wypowiedzeniu tych słów otworzył sobie
lodówkę i wyjął sok pomarańczowy. Nalał sobie do szklanki i popijając usiadł
naprzeciwko mnie.
- To jakie mamy plany na dziś? – mruknął.
- To my mamy jakieś plany? – odparłam otrzepując dłonie z
okruszków i zanosząc talerz do zlewu. – Ja mam zamiar zostać dziś w domu,
poleniuchować i popatrzeć jak rośnie trawa.
- Ambitne plany! Chętnie się przyłączę.
Weszłam po schodach do mojego pokoju, a Justin deptał mi po
piętach jak cień. Usiadłam przy biurku, odpaliłam laptopa i zaczęłam przeglądać
twitter’a. Chłopak w tym czasie rzucił się na łóżko i włączył telewizor.
Zapatrzony w ekran nawet nie zauważył kiedy do niego podeszłam. Niczego nie
świadomy chłopak nawet nie spodziewał się tego co miało za chwilę nastąpić.
Rzuciłam się na niego i zaczęłam łaskotać po całym ciele. Przestraszony chłopak
zaczął wywijać się na łóżku we wszystkie strony, krztusząc się ze śmiechu i
krzyku, usiłując mnie złapać. Kiedy w końcu mu się to udało, rzucił mnie na
plecy, załapał rękami nadgarstki, nogami zablokował mi nogi i przycisnął
własnym ciałem, że nie mogłam się ruszyć. Utknęłam.
- Ładnie to tak atakować bez ostrzeżenia? – jego twarz była
tak blisko mojej, że poczułam jego oddech na moich ustach. – Oj kochanie,
będzie kara. – zaśmiał się.
Złapał moje obie ręce w jedną swoją, a drugą zaczął tym
razem mnie łaskotać. Łzy popłynęły mi od panicznego śmiechu, ale chłopak nie
przestawał i śmiał się razem ze mną.
- Justin przestań! Boże, proszę, przestań – krzyczałam.
- Przestanę pod jednym warunkiem.
- Wszystko! – wzdychałam pomiędzy kolejnymi atakami śmiechu.
– Zrobię wszystko! Tylko proszę przestań już.
Chłopak puścił i zeszedł ze mnie. Usiadłam obok niego próbując
uspokoić oddech.
- Gdybym był draniem to twoją deklarację ‘zrobię wszystko’
wykorzystałbym pewnie w jeden sposób.
Prychnęłam, a Justin się zaśmiał.
- Myślę jednak, że to czego chcę nie jest wielką sprawą.*
- No więc? – usiadłam przed nim na swoich kolanach podskakując
jak małe dziecko.
- Pocałuj mnie, Suzanne.
*(it’s not a big deal w angielskim brzmi dużo lepiej… polski
ssie)
Rozdział krótszy, ale dodany po dwóch dniach. Brawa dla
mnie!
Mam ostatnio dużo chęci do pisania i przypływy inspiracji.
Zastanawiam się czy nie wprowadzić do opowiadania innych sławnych osób (np. z
1D, 5sos, The Vamps i innych solowych wykonawców). Pomyślę nad tym.
A tymczasem do następnego ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz