poniedziałek, 14 lipca 2014

Eighteen

O nie! Austin tego pożałuje! Czułam jak narasta we mnie wściekłość. Kopnęłam kosz na śmieci i wszystko wysypało się dookoła. Nie zważając na to, powtórzyłam tę czynność jeszcze kilka razy robiąc jeszcze większy bałagan w kuchni.
- Kurwa! Kurwa! Kurwa! Ku-u-u – po chwili moja wściekłość przerodziła się w rozpacz. Upadłam na podłogę i zaczęłam głośno szlochać. Dławiłam się własnymi łzami leżąc pośród wyrzuconej zawartości kosza. Łzy spływały mi po policzkach, łkałam i po prostu leżałam. Po chwili doszłam do wniosku, że muszę usłyszeć znajomy głos, który doda mi otuchy. Wstałam, otrzepałam się i sięgnęłam po telefon. Otarłam łzy z oczu żeby lepiej widzieć i dotknęłam ikonki połączenia.
- Halo? – usłyszałam słaby i dobrze mi znany głos w słuchawce.
- Lola?
- O boże, Suz. Co się stało?
- Ni-ic – załkałam do telefonu. – Chciałam tylko usłyszeć twój gło-os.
- Nie kłam. Wiem kiedy to robisz. Poza tym, słyszę, że płaczesz. Jesteś w domu?
- Ta-ak..
- Będę za 10 minut. Nigdzie się nie ruszaj – moja przyjaciółka rozłączyła się, a pode mną ugięły się kolana. ‘A gdzie niby miałabym pójść’ pomyślałam. Nie wiem czemu tak reagowałam na to wszystko ale tak wyszło. Wydawało mi się, że minęła minuta kiedy drzwi nagle się otworzyły. Z twarzą przy podłodze zobaczyłam czarne szpilki w progu.
- O mój boże, Suz! – Lola podbiegła do mnie i chwyciła w ramiona. – Kochanie, co się stało? Boże święty, jak ty wyglądasz!
Spojrzałam na nią. W jej oczach widać było troskę i coś jeszcze, ale nie wiem dokładnie co. Zamrugałam trzy razy i przytuliłam ją mocno.
- Lola, przepraszam.
- Za co?
- Za wszystko. Za wszystkie te złe rzeczy, które ci zrobiłam. Za wszystkie sytuacje kiedy nie powiedziałam ci prawdy, kiedy cię okłamałam. Za wszystko! Tylko proszę, nigdy nie odwracaj się ode mnie, to będzie za bardzo bolało. Proszę!
- Czemu miałabym to robić, Suzanne? Przecież wiesz, że za bardzo cię kocham, głuptasku. Tylko dlatego płaczesz? Bo wyobraziłaś sobie to, że się zostawiam?
- Nie… Nie zupełnie. Oj Lol! Jestem idiotką, jestem wielką idiotką. Nie ma głupszej osoby na świecie! Najpierw robię, później myślę. Cze-e-emuuu – łzy trysnęły z moich oczu nowym strumieniem.
Moja przyjaciółka nic nie powiedziała. Pogłaskała mnie po głowie i wstała.
- Przyniosę ci chusteczkę – powiedziała i odeszła w stronę kuchni.
Nie minęła minuta kiedy usłyszałam krzyk:
- Cholera jasna! Ja pierdolę, Suz! Co tu się stało???
Dopiero po chwili doszłam do wniosku, że pewnie zobaczyła bałagan w kuchni. Wstałam i poszłam w jej stronę. Moja przyjaciółka właśnie podnosiła kosz i wrzucała śmieci z powrotem.
- Co to? Od kogo? Czemu to leży w śmieciach? – wyciągnęła w moją stronę rękę z kwiatami od Austina. Nie były w dobrym stanie.
- To A-a-a-austiiiin – i kolejny potok łez. Czy one nigdy się nie kończą?
- Coooo? – Lola spojrzała na mnie z niedowierzaniem. – Austin? Ten sukinsyn? Co on robi w Los Angeles?
- Wrócił.
- Kiedy?
- Kilka dni temu. Nie pamiętam kiedy dokładnie.
- I dlatego płaczesz? – spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Oj Lol, to nie o to chodzi. Jestem po prostu głupia! Mam szansę na idealnego chłopaka, którego pożąda wiele dziewczyn na świecie. Szansa jest tak blisko, a ja oczywiście muszę wszystko spierdolić…
Lola spojrzała na mnie pytająco. Musiałam jej wszystko opowiedzieć. Prędzej czy później i tak by to ze mnie wyciągnęła.
- Byłam na kolacji z Justinem i…
- Bieberem??? – spojrzała na mnie z  błyskiem w oczach.
- Tak – Lola, jęknęła. – Nie przerywaj mi proszę, bo nie dowiesz się o co chodzi.
Moja przyjaciółka pokazała gest zawiązywania ust.
- Byłam na kolacji z Justinem. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że naszym kelnerem okazał się Austin. Kiedy go zobaczyłam cos mnie tknęło. Może fakt, iż to była nasza restauracja, nie wiem. W każdym razie, poszłam za nim do kuchni. Znalazłam go i chciałam porozmawiać, ale nie wiem co we nie wstąpiło. Pocałowałam go, Lola, pocałowałam! Nie wiem czemu! – łzy pojawiły się w moich oczach już nie wiem, który raz tego dnia. – Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam. Wybiegłam z restauracji, a Justin wybiegł za mną. Pytał się o co chodzi, ale mu nie powiedziałam. Bo co miałabym mu powiedzieć? ‘Jem z tobą kolację, ale w międzyczasie wychodzę do kuchni żeby przelizać się z kelnerem’? Płakałam w jego ramię cały czas. Po tym pewnie nie będzie chciał mnie znać.
- Oj Suz. Nie wiem co mam teraz powiedzieć. Zatkało mnie. Powalił mnie fakt, że pocałowałaś Austina. Będąc jednocześnie na randce z Justinem Bieberem! Taka szansa! Co on ci mówił, jak wracaliście do domu?
- Pytał się, co się stało, czemu płaczę, głaskał po głowie, trzymał mnie za rękę. Troszczył się po prostu.
- O kochana! A co jeżeli mu się spodobałaś?
- Jak ‘co jeżeli’? Nie będzie chciał mnie znać jak się dowie.
- Ale na razie nic nie wie. Więc ciesz się chwilą! Chwytaj póki masz okazję! Jejciu, ale ci zazdroszczę – spojrzała na mnie z podnieceniem w oczach. – A teraz posprzątajmy ten burdel, który tu zrobiłaś. Chyba nie chcę wiedzieć co tu się stało – uśmiechnęła się i po chwili zbierałyśmy już śmieci z podłogi.


20 minut później kuchnia była czysta, błyszcząca i pachnąca. Umyłyśmy z Lolą podłogę i blaty. Zadowolone z naszego dzieła zrobiłyśmy sobie popcorn i usiadłyśmy przed telewizorem. Włączyłyśmy jakiś film i śmiejąc się oraz rozmawiając oglądałyśmy go. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk nadchodzącej wiadomości. Wzięłam iPhone do ręki i przeczytałam:

Od. Justin
Jesteś w domu?

Szybko wklepałam odpowiedź:

Do: Justin
Tak

Usiadłam z powrotem obok Loli, wzięłam garść popcornu i zaczęłam myśleć, czemu do mnie napisał. Ostatnio jak mnie widział, nie byłam w dobrym stanie. Spoglądałam co chwilę na mój telefon, milczał. Justin nie odpisał. O co mu chodziło? Pół godziny później usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
- Ciekawe kto to. Pójdę otworzyć – rzuciłam do Loli.
- Pewnie pizza. Zamówiłam ją 15 minut temu. Powinna już być.
Podeszłam do drzwi, przekręciłam klucz i otworzyłam je na oścież. Na progu stał Justin z pudełkiem pizzy.
- Hej – powiedział i obdarzył mnie idealnym uśmiechem. – Spotkałem dostawcę pod drzwiami. Zapłaciłem, mam nadzieję, że się nie gniewasz? Wybacz, że wpadam tak, bez zapowiedzi, ale musiałem sprawdzić czy wszystko już z tobą w porządku. Jesteś sama?
- Tak… To znaczy nie! Jest Lola – zatkało mnie kiedy zobaczyłam go w wejściu więc nie umiałam skleić logicznego zdania.
- Ah… Mogę wejść? – spojrzał na mnie pytająco z rozbawieniem w oczach.
- Tak tak – przesunęłam się, żeby zrobić mu miejsce.
- Suz, co tak długo. Umieram z głodu – usłyszałam głos przyjaciółki dochodzący z salonu, a po chwili dźwięk podnoszenia się z kanapy i kroki. – Co ci zajmuje tyle cza… O mój boże! – Lola nie dokończyła zdania, bo zobaczyła Justina. Zasłoniła sobie usta dłonią, a w oczach miała niedowierzanie.
- Lol, spokojnie. Musisz przywyknąć, proszę.
- Przywyknąć? – chłopak podniósł brwi. – Czyli masz zamiar zapraszać mnie częściej?
- Nic takiego nie powiedziałam.
- Zaprosiłaś go i nic mi nie powiedziałaś? – Lola otrząsnęła się lekko z szoku.
- Nie zapraszałam go. Otwierałam drzwi będąc pewna, że to dostawca pizzy.
- To co tam ciekawego robicie, dziewczęta?
- Oglądamy film! Dołączysz się? – Lola wyrzuciła z siebie trochę za szybko.
- Jasne! W końcu zapłaciłem za tą pizzę, więc powinienem dostać chociaż kawałek – Justin uśmiechnął się szeroko, a ja zamknęłam drzwi i ruszyłam do kuchni.
Byłam zdenerwowana faktem, że Justin wpadł bez ostrzeżenia i nie mogłam się na to psychicznie nastawić po tym co zrobiłam w restauracji. Jednak moje zdenerwowanie przykrywało teraz zażenowanie moją przyjaciółką, która latała wokół chłopaka jak natrętna mucha i co chwilę coś wykrzykiwała albo popiskiwała. Kiedy Juss w końcu się od niej uwolnił i usiadł na krześle naprzeciwko mnie miał rozbawioną minę.
- Ona ma tyle energii co 5-latek – powiedział patrząc na Lolę. – Ona zawsze się tak zachowuje?
- Nie, ta sytuacja jest wyjątkowa. Wiesz, nie codziennie światowej sławy bóg seksu wbija ci do domu nieproszony.
- Czy ty właśnie stwierdziłaś, że jestem seksowny? – rzucił mi zalotne spojrzenie.
- Nie łap mnie za słowa – rzuciłam w niego ścierką, którą akurat trzymałam w ręce. – Powiedziałam tak, bo wszystkie twoje fanki tak uważają, a Lola jest jedną z nich więc…mówiłam tak jakby w jej imieniu.
- Szkoda – spuścił oczy na swoje dłonie. – Ale co ja się będę martwił jedną dziewczyną, która nie uważa mnie za boga seksu skoro pół ludzkości na mnie leci – zaśmiał się, a ja rzuciłam mu piorunujące spojrzenie. – Hej hej! Tylko żartuję.
Nie mogłam się na niego gniewać kiedy rzucał mi to uwodzicielskie spojrzenie spod gęstych rzęs.
- Nie chcę wam przerywać jakże interesującej rozmowy, ale pizza stygnie, a wiesz Suz jak bardzo nie lubię zimnej pizzy.
- Okej, Lola – Justin wstał z krzesła. – Zgłodniałem trochę. Pokaż mi salon.
Kiedy odchodzili zastanawiałam się z jakiej racji mi, przeciętnej dziewczynie, niezbyt pięknej, nieciekawej przytrafiło się tyle szczęścia w postaci wspaniałej przyjaciółki, która wzbudzała pożądanie u wielu mężczyzn oraz chłopaka (nie wiem jak określić to co nas łączyło), który był odwzorowaniem Loli, ale płci przeciwnej. O nieeee! Oni zdecydowanie nigdy nie powinni być razem. Świat nie zniósłby takiej eksplozji idealności, popularności i seksapilu.
- Suz, żyjesz? – usłyszałam krzyk przyjaciółki z salonu. – Zaraz nic ci nie zostanie!
- Tak tak, już idę – odpowiedziałam jej i odłożyłam szklankę, którą wycierałam od 10 minut (robię to zawsze jak jestem zdenerwowana).
Kiedy szłam korytarzem usłyszałam tylko śmiech obojga z moich gości. ‘Nie zasługuję na to’ pomyślałam. Zatrzymałam się na rogu żeby na nich popatrzeć. Justin odgryzał kawałek pizzy kiedy Lola cos bardzo energicznie mu opowiadała. Z ciastem z ustach zaczął się śmiać, oparł się plecami o sofę i złapał za brzuch, jednocześnie zasłaniając usta żeby nie opluć blondynki. Moja przyjaciółka też się śmiała nadal mocno gestykulując i udając jakąś postać, której nie mogłam rozszyfrować. Kiedy chłopak lekko się uspokoił, otarł wierzchem dłoni usta i odwrócił się w moją stronę. Na jego ustach z powrotem pojawił się szeroki uśmiech.
- Suzanne, nareszcie. Już myślałem, że coś cię zjadło po drodze. Siadaj z nami.
Ruszyłam w jego stronę i klapnęłam na miejscu obok.
- Lola właśnie opowiadała mi historię jak źle się poczułaś w szkole i oplułaś nauczycielkę. A kiedy ci nie pozwoliła wyjść do toalety to na nią zwymiotowałaś. Jej parodia reakcji tej kobiety doprowadziła mnie do łez!
Rzuciłam Loli zabójcze spojrzenie. Czy ona próbowała mnie upokorzyć w oczach Justina?
- Dziękuję, przyjaciółko – rzuciłam krótko. – Ta historia jest idealna do opowiadania podczas jedzenia pizzy w miłej atmosferze!
- Oj Suz, nie gniewaj się – mrugnęła do mnie. – Ty byś mu o tym nie opowiedziała, a sądziłam, że powinien poznać cię z każdej strony.
- To nie było zabawne, Lola. Ja się nie śmieję! Próbujesz mnie upokorzyć? Pokazać z jak najgorszej strony? – miałam łzy w oczach. – Będzie lepiej jak już sobie pójdziesz.
- Hej, Suz, spokojnie. Ona przecież nic nie zrobiła. Chciała być miła, nic poza tym – Justin pogłaskał mnie po ramieniu.
- Nie! Nie znasz jej! Ona zawsze ma ułożony plan, ukryty cel w tym co robi! To nie jest pierwszy raz kiedy obrała taką taktykę.
Lola była w szoku, ale nawet mnie to nie wzruszyło. Wstała z fotela i dumą na twarzy, którą próbowała zakryć upokorzenie wyszła z pokoju.
- Miło było cię poznać, Justin – rzuciła tylko w stronę chłopaka i zamknęła za sobą drzwi.
- Chyba trochę przesadziłaś – mruknął zszokowany Justin.
- Proszę cię, nie mówmy o tym. Teraz mam tylko ochotę napić się wódki. Idziemy do baru? – odparłam z westchnięciem.
- Wiesz Suz… Ja tak po prostu nie mogę… Hmm… Nie zrozum mnie źle…
- Rozumiem, nie masz ochoty ze mną nigdzie wychodzić. Na naszych dwóch ostatnich spotkaniach pokazałam na co mnie stać i nie zdziwię się jak teraz wyjdziesz. Droga wolna, uciekał póki możesz – coraz więcej łez zbierało się w moich oczach.
- Nie! – szybko zaprotestował. – Nie o to mi chodziło! Chodzi o to, że…jeżeli ja sobie teraz wyjdę do pubu i zaleję w trupa z tajemniczą dziewczyną, o której trąbią teraz media to jutro znajdziemy się na pierwszej stronie wielu gazet. A tego chcę uniknąć.
- Aaaa… przepraszam – moja twarz zmieniła kolor na czerwony. – Jeju, wybacz. Ja umiem wszystko spieprzyć. Mówię zanim pomyślę. – łzy w końcu znalazły drogę ucieczki spod moich powiek.
- Możemy po prostu posiedzieć na tej kanapie w ciszy. Sądzę, że tak będzie lepiej, uspokoisz się wyciszysz – objął mnie ręką w talii i przyciągnął do siebie tak, że moja głowa opadła na jego tors.
- Dziękuję, że tu nadal jesteś. Każdy inny facet uciekłby już dawno daleko stąd.
- Ja nie jestem jak każdy inny.

Po tych słowach głowa zaczęła mi ciążyć, powieki opadać i nie zauważyłam kiedy zapadłam w sen w ramionach chłopaka o którym kiedyś mogłam tylko pomarzyć.

----------------------------------------------------------------

Rozdział dłuższy i dodany po dłuuuugiej przerwie, ale nawał wszystkiego spadł mi na głowę + brak weny. a z racji tego, że są wakacje to mam dużo czasu i tworzę to co tu widać oraz inne rzeczy. mam nadzieję, że rozdział sie podobał i postaram się wstawić kolejny w mniejszym odstępie czasowym 

xx

1 komentarz:

  1. Fajny ;) fakt trochę cie nie było ale to nic ;D czekam na następny ;**

    OdpowiedzUsuń