wtorek, 8 października 2013

Sixteen

CHCIAŁABYM WYTŁUMACZYĆ MOJĄ DŁUŻSZĄ NIEOBECNOŚĆ:
WYNIKA ONA Z TEGO, ŻE TEN BLOG MA MAŁO WIDZÓW I STWIERDZIŁAM, ŻE PRZESTANĘ GO PROWADZIĆ. SKOŃCZĘ Z PISANIEM YMMD. ALE, KTÓREGOŚ DNIA WESZŁAM NA TEGO BLOGA I ZOBACZYŁAM KOMENTARZE I WIADOMOŚCI Z PYTANIAMI KIEDY KOLEJNY. TO DAŁO MI MOTYWACJĘ I OTO ON ;)

ENJOY <3

----------------------------------------------------

Suzanne POV

-Witaj kotku. Kopę lat!
Uwolniłam się z uścisku Austina, strzepnęłam niewidzialny kurz z ramienia i spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Skąd się tu wziąłeś? Jak? Kiedy?
- Wróciłem piękna. Nie mogłem zapomnieć.
- Austin, ugh! Zerwaliśmy pamiętasz? Czas by zapomnieć, naprawdę!
- Ale ja nie mogę zapomnieć – zrobił minę smutnego psiaka i chciał mnie złapać za rękę, ale szybko się odsunęłam.
- Nawet mnie nie dotykaj! – spojrzałam na niego wściekle.
- Hej, co się stało? – przechylił głowę w bok.
- Brzydzę się ciebie! Najlepiej będzie jak stąd wyjdziesz i oboje zapomnimy ostatnie 10 minut, ok.?
- Nie wiem co cię ugryzło, kotku. Poza tym, nie mam gdzie iść. Rodzice zostali w Europie.
- Przykro mi, mój dom to nie hotel. A! I nie mów – popchnęłam go – na mnie – pchnęłam go jeszcze raz – KOTKU! – ostatnie popchnięcie w klatkę piersiową wypchnęło go z mojego mieszkania na klatkę schodową. – Miło, że wpadłeś. A właściwie to… nie miło. Żegnaj – zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
Otrząsnęłam się, podciągnęłam spodnie i wróciłam na kanapę. Siedziałam tam jeszcze chwilę przełączając kanały, po czym wstałam i weszłam na piętro do mojego pokoju. Rozebrałam się, rzuciłam ubrania w kąt i weszłam pod prysznic. Ciepły strumień zmył ze mnie wspomnienia ostatnich 30 minut. Czemu Austin postanowił wrócić do Los Angeles? Źle mu było w Anglii? Nie chcę o tym już myśleć. Wycisnęłam wodę z włosów, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Weszłam do garderoby po piżamę, a właściwie koszulkę i spodenki, ubrałam się i wskoczyłam do łóżka. Zgasiłam lampkę, ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy. Przed zaśnięciem, myślałam o Justinie. Zobaczyłam w nim coś nowego, innego niż dotąd. Nie wiem co to było, ale podobało mi się. Wspominając jego karmelowe oczy, odpłynęłam w głęboki sen.

Kiedy się obudziłam, słońce już wisiało wysoko na niebie. Usiadłam, przeciągnęłam się i uśmiechnęłam się. Czułam, że ten dzień zapowiada się wspaniale. Wyskoczyłam z łóżka i podbiegłam do mojej wierzy stereo. Wyjęłam płytę One Direction, wsadziłam ją do odtwarzacza i pogłośniłam. W moim pokoju od razu rozniósł się śpiew chłopaków. Zaczęłam, skakać, tańczyć, śpiewać, śmiać się. Miałam bardzo dobry humor. Zeszłam na dół. Oczywiście byłam sama w domu. Spojrzałam na zegar kuchenny. Dochodziła 11. W tym momencie poczułam burczenie w brzuchu. Zajrzałam do lodówki, wyciągnęłam mleko i jajko, z szuflady sięgnęłam mąkę, miskę i patelnię. Zmieszałam składniki ze sobą i zrobiłam górę naleśników. Zjadłam je z miodem, dżemem malinowym i nutellą. Wróciłam do pokoju, ubrałam się i włączyłam MacBook’a. Stwierdziłam, że mam ochotę na jakiś film, więc usiadłam wygodniej na łóżku i odpaliłam ‘American Pie’. Ta seria filmów jest dziwna, ale wyjątkowo mi się podoba. Nie wiem czemu. Najechałam na przycisk ‘PLAY’ i odpłynęłam myślami w fabułę filmu.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, przeciągnęłam się i zamknęłam laptopa. Odłożyłam go na bok i wzięłam do ręki iPhone. Ujrzałam jedną nową wiadomość. Nie usłyszałam żebym dostawała sms’a, ale nie ważne.

Justin
Kocie, o 16 będę pod twoim domem. Nie każ mi czekać, bo niespodzianka nie wypali, buziak <3

Uśmiechnęłam się po przeczytaniu wiadomości. Dopiero po chwili dotarło do mnie o co chodzi. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 15:40.
- CHOLERA! – wydarłam się i rzuciłam się w stronę łazienki w celu zrobienia makijażu.
Kiedy moja twarz była już gotowa wpadłam do garderoby jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że nie zapytałam Justina w co się ubrać, bo nie wiem gdzie jedziemy.
Wybrałam numer chłopaka. Odebrał po 2 sygnale.
- Hej piękna, gotowa?
- No właśnie nie. Mam jedno pytanie, gdzie jedziemy?
- To niespodzianka.
- A powiesz mi przynajmniej jak mam się ubrać.
- Elegancko i szybko! Bo zaraz będę ;)
Rozłączyłam się w ułamek sekundy i zaczęłam przeglądać moje sukienki. Wybrałam małą czarną, do tego sandałki na szpilce i złotą kopertówkę. Wrzuciłam to szybko na siebie i zbiegłam na dół. Przejrzałam się jeszcze w lusterku przy drzwiach, chwyciłam klucze i wyszłam z mieszkania. Zamknęłam je i zbiegłam po schodach. Zobaczyłam, że samochód Justina już stoi. W momencie kiedy wyszłam na świeże powietrze otworzyły się drzwi samochodu i wysiadł z niego młody Bóg. Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się szeroko, aż zmiękły mi kolana.
- Jakie ja mam szczęście – szepnęłam do samej siebie i podeszłam do Justina.
- Pięknie wyglądasz – chłopak objął mnie i musnął lekko moje usta.
Zaczerwieniłam się, a chłopak przepuścił mnie do drzwi samochodu. Wsiadłam i spojrzałam na kierowcę.
- Cześć Patrick!
- Witaj Panienko – skinął głową.
W tym samym momencie do auta wsiadł Justin.
- Ruszajmy – powiedział, a Patrick od razu wcisnął w pedał gazu.
Chłopak spojrzał na mnie zalotnie i objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego szyję i odetchnęłam.
- Teraz powiesz mi już gdzie mnie zabierasz?
- Jeszcze nie, shawty. To niespodzianka.
- Ale ja nie lubię niespodzianek.
- Przykro mi. Dzisiaj musisz wytrzymać – uśmiechnął się tak, że nie byłam w stanie zaprotestować.
Jechaliśmy pustą drogą około 10 minut. Oczy zamykały mi się same ze zmęczenia kiedy Justin szarpnął leciutko za moje ramię.
- Kochanie, jesteśmy na miejscu.
Wyczłapałam się z samochodu i rozejrzałam się. Zobaczyłam duży oświetlony budynek w okolicy, którą kojarzyłam, nie wiem skąd.
- Justin, gdzie my jesteśmy?
- Na obrzeżach miasta. Moja ulubiona restauracja – chłopak chwycił lekko moją dłoń. – Wejdziemy do środka?
Bez wahania ruszyłam z nim do drzwi. Przechodząc obok okien zajrzałam do środka. Wnętrze było eleganckie – czerwone dywany, białe obrusy, piękna zastawa i cudownie ubrani ludzie. Podziękowałam w duchu Justinowi, że powiedział mi (z moim wkładem) co mam na siebie założyć.
- Rezerwacja na nazwisko Bieber – mój towarzysz mruknął do pracownika i przyciągnął mnie bliżej do siebie.
- Proszę bardzo – mężczyzna, około trzydziestki, wskazał nam ręką salę i zaprowadził do naszego stolika.
Usiedliśmy, a ja rozejrzałam się dokładnie. Już wiem skąd pamiętam to miejsce. W tej restauracji byłam na pierwszej randce z Austinem. Teraz ten lokal nie znaczy dla mnie nic, ale dawniej jego widok wywoływał uśmiech na moich ustach. Stare czasy. Błędy. Teraz jestem w tym samym miejscu, ze wspaniałym chłopakiem. Czego chcieć więcej. Kiedy kelner podał karty szybko chwyciłam swoją i sadziłam w nią nos.
- Hej, hej kotku. Aż tak jesteś głodna? – zaśmiał się Justin.
- Uhm, nie. Przepraszam.
Wybrałam szybko makaron jaki lubię i odłożyłam menu. Chwilę później zrobił to mój towarzysz. Kiedy minutę po tym przyszedł kelner poprosiłam o spaghetti bolognese i szklankę wody, a Justin o półkrwisty stek.
- Stek? – zapytałam z niedowierzaniem w głosie.
- Potrzebuję naprawdę dużo jedzenia żeby zapełnić mój żołądek, a ten kawał mięcha mi to zapewnia – uśmiechnął się, a ja nie mogłam już nic dodać.
Po 20 minutach postawiono przed nami talerze pełne jedzenia.
- Dzięku… O boże! – w momencie kiedy spojrzałam na kelnera, który nas obsługiwał zdałam sobie sprawę z tego, że to Austin.
- Smacznego – powiedział i odszedł.
- Austin! – krzyknęłam za nim, ale nie odwrócił się.
- Znasz go? – zapytał Justin wkładając sobie duży kawałek steka do ust.
- Ehh, tak. To mój były chłopak. Uhm, dopiero co wrócił z Europy… Do której wyjechał bez słowa 2 lata temu. Przepraszam – po wypowiedzeniu tych słów wstałam, rzuciłam móją serwetkę na stół i ruszyłam w stronę, w którą poszedł Austin. Nie wiem czemu to zrobiłam, ponieważ byłam tu z idealnym chłopakiem i nie chciałam tego psuć.
- Pani nie może tu wejść – pracownik restauracji chciał zatrzymać mnie przed wejściem do kuchni.
- Oj, daj spokój – zrzuciłam jego rękę z mojego ramienia i pchnęłam drzwi do kuchni.
W pomieszczeniu był zamęt. Wszyscy biegali na prawo i lewo żeby zdążyć z wydawanie zamówień. Dostrzegłam bruneta z prawej strony pomieszczenia. Czekał na dania, które miał podać na stoły.
- Austin!
- Suz, co ty tu robisz? Nie wolno wchodzić do kuchni!
- To ja się pytam, co TY tu robisz??? Czemu pracujesz w tej restauracji?
- Przypomniałem sobie, że tu, w LA, mieszka mój wujek i okazało się,  że jest właścicielem tego lokalu. Zatrudnił mnie i zapewnił mieszkanie. Czemu nagle zaczął obchodzić cię mój los?
- Bo to jest NASZA restauracja. Tu się wszystko zaczęło. A dziś przypadkiem, w tym samym miejscu, spotkałam cię. Czemu? Co jest z nami nie tak?
- Suz, przepraszam, że wyjechałem. Nie chciałem tego robić, nie miałem wyboru!
- O’Donnell gdzie ty się podziewasz??? Trzeba wydawać jedzenie – krzyknął ktoś zza placów chłopaka.
- Zaraz wracam! – odrzucił Austin, chwycił mnie za rękę i pociągnął na zaplecze.
- Wybaczam ci wszystko - nie wiem czemu to mówiłam, wszystko wylewało się ze mnie nie napotykając żadnej bariery. Na sali czekał na mnie wspaniały chłopak a ja marnowałam tu czas. Czemu? Wszystko co zdarzyło się po tych słowach było kwestią przypadku, niekontrolowanych emocji, nie wiem dlaczego to zrobiłam. Chwyciłam w ręce głowę Austina i przyciągnęłam jego usta do swoich. Zaskoczony chłopak dopiero po chwili odwzajemnił pocałunek. Było jak za dawnych czasów. Dwa ciała pasujące do siebie idealnie, współpraca, piękno. Jedna wspaniała całość. Po dwóch minutach pocałunku dotarło do mnie co ja robię. Odsunęłam się szybko, poprawiłam sukienkę i spojrzałam na zdezorientowanego chłopaka.
- Przepraszam – szepnęłam tylko i wybiegłam z zaplecza.
Skierowałam się szybko do mojego stolika. Zobaczyłam, że Justin cierpliwie czekał tam na mnie.
- Co było na tyle ważne, żeby pozwolić aby to pyszne jedzenie wystygło?
- Nic, naprawdę ni.. ii.. ic – ostatnie słowo wyłkałam. Łzy same wypłynęły z moich oczu. Zakryłam twarz dłońmi i skuliłam się na krześle.
- Kochanie, co się stało? – chłopak szybko przykucnął obok mnie i znalazł moją dłoń. – Hej, shawty. Powiesz mi?
- Przepraszam – wychlipiałam.
- Za co mnie przepraszasz?

- Przepraszam – powtórzyłam i wybiegłam z restauracji wywracając po drodze krzesło.

_________________________________________

Z racji mojej dłużej nieobecności w końcu coś się dzieje ;)
piszcie w komentarzach czy się podobało, bo nie wiem czy jest sens pisać dalej ;c
Z RACJI DZIWNYCH KOMENTARZY ODNOŚNIE BOHATERÓW, ZMIENIŁAM POSTACIE LOLI I AUSTINA. ZOBACZCIE ;)

5 komentarzy: