wtorek, 2 lipca 2013

Fourteen

Justin’s POV

- Justin, nie chcę rozumieć. Chcę dostać cały tekst piosenki. Kiedyś mi za to podziękujesz! – wychodząc wziął klucze ze stolika. Odjechał z podjazdu zostawiając mnie samego z problemem.
Nie wiem kto oprócz Alfredo usłyszał mój wrzask wynikający z bezradności, ale miałem to aktualnie w dupie. W drodze do pokoju wyrzuciłem z siebie wszystkie możliwe przekleństwa. Rzuciłem się na łóżko z słuchawkami na uszach.

Suzanne’s POV

- Do zobaczenia! Niedługo się spotkamy. I pamiętaj, nikomu ani słowa!
Lola tylko mrugnęła, odwróciła się i poszła w stronę samochodu. Odetchnęłam z ulgą, że jestem w domu sama. Poszłam do pokoju i otworzyłam MacBook’a. Weszłam na facebook’a i napisałam na prawdziwe konto Justina (pod innym imieniem i nazwiskiem). Wiadomość wyświetlona. Nie odpisał. Poczekałam 5 minut i napisałam znowu. Sytuacja powtarzała się jeszcze trzy razy. Zdenerwowana postanowiłam zadzwonić do Justina. Po drugim sygnale włączyła się poczta głosowa. ODRZUCIŁ! Jak mógł? Co mu się stało? Przyznam, miał do tego prawo, ale tu chodzi o to, że nigdy tak nie robił. Sam z siebie często dzwonił. Wybrałam numer jeszcze raz. Znowu to samo. Stwierdziłam, że nie mogę tego tak zostawić. Wyszukałam w kontaktach imię Alfredo i kliknęłam połącz. Odebrał po trzecim sygnale.
- Hej Fredo. Słuchaj, jest sprawa. Justin odrzuca moje połączenia, nie odpisuje. Wiesz może co się dzieje?
- Jeżeli sam ci o tym nie powiedział to ja nic tutaj nie mogę zrobić. Wybacz Sue, ale nie mogę teraz rozmawiać.
- Czekaj, czekaj, czekaj!
- Tak?
- Powiedz mi przynajmniej czy nic mu nie jest. Jest zdrowy? W jednym kawałku?
- Wszystko z nim w porządku. Próbuj dalej się z nim skontaktować. Powodzenia.
Połączenie zostało przerwane. Przynajmniej mam pewność, że nie miał żadnego wypadku, ani nic. Postanowiłam jeszcze raz zadzwonić. Znowu odrzucone. Napisałam trzy smsy. Bez odpowiedzi. Cisza po prostu, jakby nie istniał. Musiałam zająć czymś myśli, bo na prawdę się martwiłam. Położyłam głowę na poduszce i po chwili odpłynęłam.

Justin’s POV

Dzwoniła już 10 razy, wysłała 5 smsów, kilkanaście wiadomości na facebook’u. Wiem, że „łamałem” jej w tej chwili serce, bo czułem, że się martwiła, ale nie miałem siły z nią teraz rozmawiać. To co zrobił Scooter było zbyt ciężkie, by obarczać tym barki Suzanne. To była piosenka dla niej, tylko dla niej! Nie mogłem jej wydać! Ta piosenka miała w sobie trochę intymności! Ta wiadomość za bardzo mnie przytłoczyła, nie wiem dlaczego. Wstałem z łóżka i zszedłem do kuchni. Zastałem tak Alfredo.
- Hej.
- Siema młody. Co ty odwalasz?
- Eee. Robię sobie kanapkę?
- Nie o to mi chodzi! Chodzi mi o dziewczynę!
- No dziewczynę. Dziewczyn są miliony – ugryzłem bułkę z serem.
- Zamknij się! Mówię o Suzanne! Dzwoniła do mnie dziś.
Zakrztusiłem się kanapką. Kumpel musiał mnie poklepać po plecach zanim doszedłem do siebie. Wypiłem szklankę wody i spojrzałem na niego.
- Dzwoniła?
- Tak. Mówiła, że odrzucasz połączenia i nie odpisujesz! A dopiero co byłeś taki zakochany. Nie baw się znowu dziewczynami, Bieber. A tym bardziej nie Sue, bo ona wygląda na naprawdę porządną.
- Ryj! To co robiłem kiedyś  to tylko przeszłość! Już nie bawię się dziewczynami. To było szczeniackie – wstydziłem się mojej przeszłości. Większość dziewczyn, które miałem nie miałem dłużej niż dwa miesiące, bo mi się „nudziły”. Dopiero po kilku sekundach dotarła do mnie druga część zdania. Zakochany? Nieeeee! Aż tak daleko sprawy nie zaszły. Szczerze to nie wiedziałem co do niej czułem. Ale na pewno jej nie kochałem. Przyciągała mnie, przyznaję, uwodziła, ale do zakochania jeszcze trochę brakowało.
- Co tak zastygłeś? Jedz.
- Nie jestem głodny – wstałem od stołu i ruszyłem w stronę mojego pokoju.

Suzanne’s POV

Martwiłam się. Naprawdę. Minęły trzy dni, a Justin się nie odzywał. Wiedziałam, że siedzi w domu, bo mam Internet, a o nim piszą dość często. Nie wychodził nigdzie. Zaszył się w swoich czterech kątach na amen. Dzwoniłam, pisałam. Bez rezultatu. Zdecydowałam się podjąć dyrastyczne kroki. Wsiadłam w autobus jadący na obrzeża Los Angeles – w okolice domu Juss’a. Kiedy zatrzymał się na odpowiednim przystanku, wysiadałam i spojrzałam na GPS w moim iPhone. Miałam do przejścia jeszcze dwie przecznice. Idąc myślałam co mu powiem. Nie miałam pojęcia. Kiedy doszłam pod jego dom zdałam sobie sprawę, że przyjechałam tu bez sensu. Może on wcale nie chciał się ze mną widzieć? Na powrót było już za późno, bo wyszłoby na to, że na próżno przejechałam taki kawał drogi. Chwyciłam za klamkę furtki. O dziwo była otwarta. Weszłam do ogrodu i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Pociągnęłam na klamkę. Te drzwi także były otwarte. Czy on jest poważny? W każdej chwili jakiś paparazzi albo jakaś chora fanka może wpaść do środka. Przekroczyłam próg i nasłuchiwałam czy Justin jest w domu. Usłyszałam dwa głosy dochodzące z kuchni.
- Tak. Mówiła, że odrzucasz połączenia i nie odpisujesz! A dopiero co byłeś taki zakochany. Nie baw się znowu dziewczynami, Bieber. A tym bardziej nie Sue, bo ona wygląda na naprawdę porządną – rozpoznałam głos Alfredo.
- Ryj! To co robiłem kiedyś  to tylko przeszłość! Już nie bawię się dziewczynami. To było szczeniackie – Justin a niego warknął.
- Co tak zastygłeś? Jedz.
- Nie jestem głodny.
Usłyszałam odsuwanie krzesła i nerwowy krok w moją stronę. Teraz albo nigdy. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam Justina idącego szybko ze spuszczoną głową. Kiedy był jakiś metr ode mnie podniósł głowę i momentalnie się zatrzymał.
- Co ty tu robisz?
- Drzwi były otwarte.
- Nie powinnaś tu przychodzić. Myślę, że dałem ci to jasno do zrozumienia nie odpisując i odrzucając połączenia.
- Martwiłam się – spojrzałam na niego przepraszająco.
- To zamartwiaj się innymi sprawami. A teraz przepraszam, chciałbym przejść, ale zagradzasz mi drogę.
Odsunęłam się lekko, a on mnie minął i wszedł na piętro. Co mu się stało? Ruszyłam w stronę kuchni. Zastałam tam Alfredo sprzątającego ze stołu.
- Hejka.
Fredo odwrócił się.
- O! Sue! Co ty tu robisz? – wstawił talerze do zlewu, podszedł do mnie i cmoknął mnie w policzek. – Skąd się tu wzięłaś?
- Przyjechałam.
- Justin już cię widział?
- Tak – szepnęłam i poczułam pieczenie w kącikach oczu. Łzy napłynęły mi momentalnie.
- Ej mała, co jest?
- Bo… - nie zdążyłam odpowiedzieć, wybuchłam płaczem.
Chłopak przytulił mnie i westchnął.
- Co się z nim do kurwy dzieje? Nie poznaję go! Suzanne, uspokój się lekko. Pójdziemy do Niego na górę i porozmawiamy.
Minęło jakieś 10 minut zanim moja twarz powróciła do pierwotnego stanu. Fredo wziął mnie za rękę i weszliśmy po schodach. Pod drzwiami do pokoju Alfredo jeszcze tylko ścisnął moją dłoń w swojej, uśmiechnął się do mnie i szepnął „wszystko będzie dobrze”. Szarpnął za klamkę i otworzył drzwi na oścież. Zauważyliśmy Justina siedzącego przy swoim laptopie z twarzą ukrytą w dłoniach. Kiedy usłyszał otwieranie drzwi podniósł głowę – oczy miał spuchnięte od płaczu.
- A ciebie nikt nie nauczył pukać? – warknął w stronę mojego towarzysza.
- Młody wyluzuj. Chcieliśmy porozmawiać.
- Nie widzicie, że nie mam na to ochoty?
Alfredo puścił moją rękę i puścił się pędem w stronę laptopa, którego Justin właśnie zaczął zamykać. Przeszkodziła mu w tym jednak ręka Fredo.
- Pokaż to.
- Nie! To są moje prywatne maile!
- Przecież widzę, że to od Scooter’a. Daj mi to przeczytać.
Przez chwilę zawisnęli patrząc na siebie, lecz po chwili Juss ustąpił. Alfredo wziął laptopa, otworzył go szerzej i przeczytał zawartość maila. Wypuścił gwałtownie powietrze z płuc.
- Młody, może jej powiesz? Nie możemy tego tak zostawić.
- O czym mówicie? – zapytałam, strasznie ciekawa tego co było w liście.
- Stary, nie mogę. Nie mogę!
- Możesz! Prędzej czy później i tak się dowie. A po przeczytaniu tej wiadomości raczej prędzej.
Justin spojrzał na mnie. Widać było cierpienie w jego oczach.
- Czy ktoś mi powie o co do cholery wam chodzi?
- Sue, nie bądź zła! Chodzi o to, że… Scooter… on… znalazł kartkę z tekstem i nutami do „Fall”… i…
- iii? – zapytałam.
- I on chce dostać prawa do tej piosenki i każe mi ją wydać, bo jak się nie zgodzę to musze zapłacić taką sumę pieniędzy jakiej chyba nawet nie posiadam – schował twarz w dłonie.
Przez chwilę analizowałam co powiedział. Po minucie do mnie dotarło.
- Hej, hej, hej! Czemu się łamiesz? To dobrze! To wspaniale, że mu się spodobała!
- Ale to była piosenka dla Ciebie! Napisana tylko i wyłącznie dla Ciebie! A teraz każdy będzie mógł ją usłyszeć. Nie kontaktowałem się z Tobą, bo za każdym razem jak o Tobie myślałem czułem ból, że będziesz na mnie zła.’
- Ale ja nie jestem zła! Cieszę się! Ta  piosenka jest naprawdę wspaniała i świat powinien ją usłyszeć!
- Naprawdę?
- Tak! Jak mogłabym się na Ciebie za to gniewać?
- Tak się cieszę! – Justin wstał z krzesła i mocno mnie przytulił. Pocałował mnie w ucho i zaśmiał się. – Jestem głupi.
- To chyba dobrze! – zaśmiałam się.
- To ja może już pójdę i nie będę Wam przeszkadzał? – zupełnie zapomniałam o obecności Alfredo w pokoju.
- Ty to powiedziałeś! – zaśmiałam się i spojrzałam jak chłopak wychodzi.
- A teraz co robimy? – zapytał Justin i uniósł jedną brew.
- A co proponujesz?
- Czego tylko zechcesz moja księżniczko.

Zarumieniłam się. Jak zwykle. Chłopak przysunął swoje czoło do mojego i zaczął się kołysać w rytm jego własnej, wymyślonej w głowie melodii. Kręciliśmy się tak chyba 5 minut cały czas patrząc sobie w oczy. W tym momencie coś we mnie pękło. Nie wiedziałam jeszcze co. Do czasu.

_________________________________________________

PRZEPRASZAMPRZEPRASZAMPRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO NIE DODAWAŁAM, ale koniec roku itd :)

mam nadzieję, że teraz rozdziały będą się pojawiać częściej, bo wolne i wakacje.
przez brak weny i problemy z dogadaniem się z drugą autorką musieliście tyle czekać.
wybaczcie mi!

do następnego ;*

1 komentarz: